Prawnicy twórcy „Pianisty“ i „Chinatown“ domagali się, by z powodu poważnych nieprawidłowości podczas toczącego się 33 lata temu procesu sędziowie wydali teraz wyrok in absentia. Chcieli też, by sąd oddalił sprawę, uznając za wystarczającą karę czas, jaki reżyser spędził już w areszcie.
W czwartek kalifornijski sąd odrzucił ten wniosek. Wcześniej sąd w Los Angeles odrzucił również wniosek ofiary Polańskiego, która także prosiła o umorzenie już tej sprawy i wypuszczenie na wolność słynnego reżysera. 46-letnia obecnie Samantha Geimer – matka trójki dzieci – przekonywała, że staje się ofiarą za każdym razem, gdy wymiar sprawiedliwości wraca do sprawy sprzed ponad 30 lat. W styczniu amerykański Sędzia Peter Espinoza orzekł jednak stanowczo, że Polański musi pojawić się w USA.
Zdaniem prawników specjalizujących się w tego typu sprawach obrońcy reżysera mogą spróbować apelacji przed kalifornijskim Sądem Najwyższym. Zarówno oni, jak i amerykańskie media zauważają jednak, że kolejna przegrana adwokatów Romana Polańskiego już w zasadzie otworzyła drogę do ekstradycji 76-letniego reżysera do Ameryki.
– Sądzę, że kalifornijski Sąd Najwyższy podtrzyma czwartkowe orzeczenie sądu apelacyjnego. Werdykty kalifornijskich sędziów są zresztą zgodne z tym, jak w tej sprawie orzekałaby większość sędziów w USA. Decyzja o wydaniu wyroku in absentia w tej sprawie byłaby bowiem złym sygnałem dla innych – mówi „Rz“ Douglas McNabb, prezes McNabb Associates, czołowej amerykańskiej firmy prawniczej specjalizującej się w ekstradycjach.
– Nie wiem, jak dużo czasu zajmie Sądowi Najwyższemu rozpatrzenie ewentualnej apelacji. Ale myślę, że ze względu na brak innych argumentów obrońców Romana Polańskiego i amerykańsko-szwajcarski traktat w sprawie ekstradycji, już wkrótce sąd w Szwajcarii zgodzi się na odesłanie go na proces do Kalifornii – dodaje McNabb.