Tak właśnie jest w przypadku Agaty Masterak, tegorocznej dyplomantki na warszawskiej ASP. Prace, dzięki którym dostała tytuł magistra sztuki, wystawiła w… dawnej aptece...

Od ponad roku pigułki zostały zastąpione przez dzieła sztuki – remedium często skuteczniejsze niż farmaceutyki. Masternak stara się w ten sposób leczyć ludzką samotność, a jednocześnie – odnaleźć siebie, o czym informuje widzów w liście komentarzu do pokazu.

W przestrzeni galerii zawisły „transparenty” – jak autorka nazwała abstrakcyjne kompozycje wykonywane techniką batiku na woskowym papierze. Oprawione parami w białe bibułki rozpięte między sufitem a podłogą zapraszają do obustronnego oglądania.

Przypominają witraże – bowiem papier poddany różnym zabiegom stał się przezroczysty (transparentny – stąd tytuł). Poza tym wymęczone płachty gdzieniegdzie się podarły, rozeszły. Autorka pozaszywała nićmi dziury i ażury. Dzięki temu uszkodzenia przeobraziły się w atut.

Kompozycje prezentują się najefektowniej przy zachodzącym słońcu. Wtedy mienią się kolorami, a jednocześnie ujawniają kruchość swej materii. Jest w nich coś z uschniętych liści i owadzich skrzydeł. Dzieła natury.

Skojarzenie uprawnione, tym bardziej że inna część wystawy też ma przyrodnicze koneksje. Mam na myśli „kombinezony”. Papierowe rzeźby wielkości człowieka (czyli autorki) walają się po podłodze jak zrzucone pancerzyki owadów czy skóry węża. Brudna, wyblakła czerwień tych ubiorów-wylinek także sugeruje starzenie się, butwienie materii.

Ostatni element zestawu to portrety. Małe, błyskotliwie malowane akwarelą twarzyczki pozlepiane w kolaże i duże gęby-maski, namazane na płótnie. Moim zdaniem – najciekawsze prace.

Co z tego wybierze i rozwinie w przyszłości artystka, nie wie zapewne nawet ona sama. I pewnie dlatego wybiera się na kolejne studia, tym razem w londyńskiej St. Martin College.

[i]Agata Masternak „Transparenty”, Galeria Apteka Sztuki, Warszawa, al. Wyzwolenia 3/5, wystawa czynna do 31.08[/i]