Zaczęło się od tego, że "Wprost" napisało o posłach PO, którzy nie widzieli na oczy programu partii.
Traktuje się nas jak stado baranów -
żalili się. Woleli jednak być anonimowi. A Antoni Mężydło, poseł od trzech kadencji, powiedział pod nazwiskiem, że programu nie znał.
- Niewielu go widziało.
Rzecznik rządu Paweł Graś nie pozostawił krytyki bez odpowiedzi:
W każdej armii są ci, którzy są na pierwszej linii frontu i ciury obozowe, które najlepiej czują się przy taborach
- oświadczył tonem dyrektora.
A co to jest ciura albo ciur? -
zaciekawił się Mężydło.
To stare określenie na wszystkich tych, co kręcili się wokół wojska. Ciurami byli dobosze, praczki, handlarze tytoniu, prostytutki. Wszyscy ci, którzy nie walczyli. Jest to negatywne określenie
- wyjaśnia generał dywizji Bolesław Balcerowicz. Czy więc poseł Mężydło nazwany ciurą czuje się obrażony?
No cóż, będę się musiał pogodzić z tym, że jestem pachołkiem obozowym. A na poważnie, to nieładnie, że pan poseł Graś się tak wyróżnia. Po co jątrzyć między kolegami
- gani Grasia Mężydło.
Najpierw w Platformie wylądowali spadochroniarze, Bartosz Arłukowicz i Joanna Kluzik-Rostkowska. Teraz rzecznik Paweł Graś pilnie tropi ciury obozowe w szeregach armii premiera Tuska. Czy ta strategia nie doprowadzi do tego, że Platforma wróci z wyborów na tarczy? Coś nam się wydaje, że coraz trudniej w partii rządzącej o mięso armatnie.