Rosnąca presja płacowa, brak pracowników oraz polityki migracyjnej dla Ukraińców – wszystko to przyspiesza automatyzację produkcji żywności. Nie tylko niej: z tym wyzwaniem zmagają się też polskie firmy z branży alkoholi.

Miliony na maszyny

– Od ub.r. inwestujemy gdzie to tylko możliwe, by zaoszczędzić na kosztach pracowniczych – mówi Grzegorz Bartol, wiceprezes firmy Bartex, producenta win i wódek. W tym roku wyda ponad 12 mln zł na inwestycje związane z procesem rozlewu. – Niedobór pracowników wymusza ogromne nakłady na robotyzację procesów – przyznaje.

Podobną ścieżkę przeszedł właśnie Jantoń. – Już w ubiegłym roku zainwestowaliśmy 10 mln zł, by przyspieszyć linie i je zautomatyzować – mówi Jakub Nowak, prezes Jantonia. Powody podobne: – Chcielibyśmy zatrudniać więcej osób, ale nie ma ich na rynku. Usprawniamy więc produkcję, by wytwarzać więcej tą samą liczbą rąk.

W podobnej sytuacji jest Henkell z Torunia, który zaczął automatyzację odcinków produkcji, które wcześniej to nie objęło. Problem jest typowy dla całej branży, a deficyt siły roboczej został uznany za jeden z najsilniejszych czynników wpływających na przyszłość sektora. W tle są utrzymujące się przez lata bardzo niskie pensje, co sprawiało, że inwestycje w optymalizację produkcji się nie opłacały.

Teraz Bartex wyburza ściany, by połączyć dwie linie produkcyjne. – Na końcu linii będą stały roboty, co pozwoli na automatyczną paletyzację wyrobów, zastępującą pracę ok. dziesięciu osób – mówi Grzegorz Bartol. Choć maszyny kosztują nawet kilkaset tysięcy euro, sens inwestycji wynika z prostej kalkulacji. Jak wylicza Bartol, w jego firmie standardowa pensja pracownika wynosi 3 tys. zł, w przyszłym roku może dojść do 4 tys. zł netto. Wynagrodzenie brutto dla dziesięciu pracowników sięgają więc blisko 700 tys. zł rocznie.

Za chwilę konsolidacja

Główna fala automatyzacji dopiero nadejdzie, uważa Michał Siwek, dyrektor departamentu Współpracy Agro w BGŻ BNP Paribas. Na inwestycje nie stać jednak wszystkich. – Część firm jest już mocno zadłużona, nie mogą liczyć na kolejne kredyty. Brak pracownika i potrzeba automatyzacji przyspieszy konsolidację rynku – mówi Siwek.

Pomogliby pracownicy ze Wschodu, ale firmy nie mogą zatrudnić ich na stałe, bo Ukraińcy po sześciu miesiącach muszą wracać do domu.