Reklama
Rozwiń
Reklama

Michał Wójcik: Zapomniane powstania w obozach zagłady

Powstańcy w Treblince liczyli, że część wachmanów może się do powstania przyłączyć, większość z nich była zdegenerowana i łasa na złoto. Trzeba to było wykorzystać.
Obóz zagłady w Treblince podpalony przez zbuntowanych więźniów, 2 sierpnia 1943 r. Zdjęcie potajemni

Obóz zagłady w Treblince podpalony przez zbuntowanych więźniów, 2 sierpnia 1943 r. Zdjęcie potajemnie wykonał Franciszek Ząbecki, ps. „Dawny”

Foto: BEW

Zmorą obozu są szpicle. Te „zgangrenowane dusze" wylicza Wiernik [Jankiel Wiernik – red.]. To Moszek spod Sandomierza, Icek Kobyła z Warszawy, złodziej Chaskiel i Kuba – najgroźniejszy. Warszawski alfons i złodziej, który uwierzył, że im bardziej się ześwini, tym bardziej zwiększy szansę na przeżycie. Szczególnie dał się we znaki Strawczyńskiemu. Raz za razem wpadał do jego warsztatu. Myszkował, wypytywał, sprawdzał. A potem biegł o wszystkim informować swoich mocodawców. Przechwalał się, że Niemcy zabiorą go po wszystkim do Berlina. Ponieważ Kuba został mianowany kapo trzeciego baraku, jego mieszkańcy przestali ze sobą rozmawiać. Tu planowanie ucieczki stało się niemożliwe, nie mówiąc już o solidarnym współdziałaniu, samopomocy czy konspiracji.

Pozostało jeszcze 96% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama