Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego incydent z ukraińskim dronem podważa zaufanie do polskich systemów wczesnego ostrzegania.
  • Jakie powtarzające się luki w krajowej obronie powietrznej obnażyło to zdarzenie.

W niedzielę na Litwie spadł bezzałogowiec. Jak się później okazało, chodziło o ukraińskiego FP-1. Tego typu statki powietrzne zostały wykorzystane przez Ukraińców podczas zmasowanego ataku na infrastrukturę w rosyjskim Petersburgu, który miał miejsce w podobnym czasie. Można uznać, że takie wypadki się zdarzają, na szczęście nikomu nic się nie stało.

Jak już pisaliśmy na łamach „Rz”, rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychyj przeprosił za zakłócenia, zagrożenia i niepokój związane z incydentem. Zapewnił, że Ukraina przekaże Litwie wszystkie istotne informacje potrzebne do wyjaśnienia okoliczności zdarzenia.

Czytaj więcej

Dron wojskowy eksplodował na Litwie. Wilno: Mamy dane, że przyleciał z Polski

Ukraiński dron na Litwie. MON ma analizować incydent

Z polskiego punktu widzenia problem leży jednak gdzie indziej. Jeszcze w niedzielę rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej stwierdził, że „polskie systemy radarowe nie wykazały, by niezidentyfikowany obiekt odnaleziony na Litwie przekroczył granicę z Polski”. Można zakładać, że ta wypowiedź bazowała na informacjach z Dowództwa Operacyjnego. Jednak w poniedziałek Litwini na szczeblu rządowym dalej, wbrew głosom z Polski, twierdzili, że ich dane wskazują, że ten bezzałogowiec wleciał do nich jednak z polskiej przestrzeni powietrznej.

Co na to MON? „W związku z wydarzeniami minionej nocy szef MON polecił Dowódcy Operacyjnemu Rodzajów Sił Zbrojnych przeprowadzenie szczegółowej analizy zdarzeń z nocy 17/18 października w rejonie granicy z Litwą oraz granicy polsko-ukraińskiej. Analizy dotyczą dostępnych systemów radarowych operujących w tej części Polski i krajach sąsiednich. Działania te są realizowane we współpracy ze stroną litewską. Obecnie MON czeka na oficjalne wyniki zleconych analiz” – głosi opublikowany w poniedziałek o godz. 14 oficjalny komunikat.

Ukraińskie drony

Ukraińskie drony

Foto: PAP

Obcy dron nad Polską, polska obrona powietrzna nie zareagowała?

Jeśli Litwini mają rację, a może wskazywać na to fakt, że ich komunikaty wydają się być bardziej zdecydowane niż te strony polskiej, to znów znaleźliśmy się w sytuacji, gdy w polską przestrzeń powietrzną wlatuje obcy bezzałogowiec, a my nawet go nie widzimy.

Byłoby to kolejne potwierdzenie tego, że nasza zdolność wykrywania bezzałogowców, nie mówiąc już o ich eliminacji, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Na łamach „Rzeczpospolitej” pisaliśmy o tym wielokrotnie – już na długo przez ubiegłorocznym incydentem, gdy w nocy z 09 na 10 września do polskiej przestrzeni powietrznej wtargnęło ponad 20 bezzałogowców.

Ostatnio, gdy pod Tarnawą eksplodował rosyjski pocisk Ch-101, pisaliśmy o tym, że system znów nie do końca zadziałał – nasze samoloty F-16 nie były w stanie zestrzelić tego pocisku, a problemy miały m.in. z komunikacją.

Czytaj więcej

Tego wojsko nie mówi o rosyjskiej rakiecie. W polskich F-16 nie działał ważny system

Jeśli potwierdzą się twierdzenia Litwy, to po raz kolejny zostanie obnażona słabość polskiej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Mimo że w przyszłości mamy dysponować jednym z najbardziej nowoczesnych systemów tego typu, które ma być wyposażony m.in. w osiem baterii systemu Patriot, to na razie jeszcze jesteśmy w lesie. A można to ująć nawet bardziej dosadnie.