Polska od lat znajduje się na pierwszej linii europejskiej debaty o granicach. Presja migracyjna sterowana z Mińska wzdłuż granicy z Białorusią sprawiła, że kwestia migracji stała się wyzwaniem z zakresu bezpieczeństwa. Warszawa odpowiedziała na nie płotami i wojskiem. Podejście to, początkowo budzące kontrowersje w Brukseli, z czasem weszło do europejskiego głównego nurtu. Dziś debata wkracza w nowy etap, a Polska stoi przed wyjątkową szansą na nadanie jej odpowiedniego kształtu.
Nakaz opuszczenia UE otrzymało w 2025 r. 500 tys. osób. Wyjechała zaledwie jedna trzecia
Mamy tu dwa kluczowe wydarzenia. 1 października Unia Europejska ostatecznie zatwierdziła nową dyrektywę powrotową (Return Regulation), która wprowadza wspólne procedury i pozwala państwom członkowskim na wzajemne egzekwowanie decyzji o powrocie migrantów do kraju pochodzenia. Do tego Komisja Europejska niedługo ma przedstawić wniosek dotyczący zmienionego mandatu Frontexu – Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej mającej swoją siedzibę w Warszawie. Oczekiwania są takie, że pojawią się propozycje stworzenia zdolności szybkiego reagowania oraz zwiększenia roli agencji w realizowaniu powrotów.
Czytaj więcej
Partie demokratyczne w Europie doszły do wniosku, że nie można wygrać ze skrajną prawicą bez sensownej polityki migracyjnej.
Dotychczasowa dyskusja o roli Frontexu koncentrowała się głównie na liczbach: 30 tys. funkcjonariuszy, a może 50 tys. Bo liczby na granicy mają znaczenie, ale same w sobie nie rozwiążą problemu, z którym Europa nie potrafi sobie poradzić od 2008 r. W ubiegłym roku nakaz opuszczenia UE otrzymało niemal 500 tys. osób, z czego wyjechała zaledwie jedna trzecia. Zwiększenie liczebności straży granicznej nie zlikwiduje tej luki. Zrobi to dopiero sprawny system powrotów.
Problem z powrotami do krajów pochodzenia wszędzie jest ten sam. Procedury zawodzą z powodu braku ludzi
Przepracowałem ponad dwie dekady w amerykańskich służbach egzekwowania prawa imigracyjnego, dochodząc do stanowiska p.o. dyrektora Agencji ds. Imigracji i Ceł (ICE). Nie zamierzam namawiać Europy do bezrefleksyjnego kopiowania wzorców z USA. Jednak jako osoba, która pomagała zarządzać jedną z największych operacji wydaleniowych na świecie, mogę z pełną odpowiedzialnością wskazać, gdzie procedury powrotowe zawodzą – bo wszędzie załamują się w tych samych miejscach.
Zawodzą wtedy, gdy nikt nie nadzoruje danej sprawy od momentu wydania decyzji do chwili wylotu, a ludzie gubią się w procedurach między różnymi instytucjami. Zawodzą, gdy kraj pochodzenia odmawia wydania dokumentów podróży. Zawodzą, gdy osoba przebywająca na wolności w oczekiwaniu na deportację przestaje się meldować, a żadna służba nie ma zasobów, by zareagować. Zawodzą, gdy loty czarterowe rezerwowane są pojedynczo. Przede wszystkim jednak zawodzą z powodu braku ludzi. Przymusowe powroty wymagają wyszkolonych, odpowiedzialnych konwojentów, a większość państw członkowskich nigdy nie zbudowała takich kadr na skalę, jakiej wymagać będą nowe przepisy.
I to jest właśnie obszar, w którym liderem może stać się Polska. Praca konwojenta to zajęcie wymagające wysokich kwalifikacji. Wymaga przeszkolenia z zakresu bezpiecznego stosowania środków przymusu, technik deeskalacji, oceny stanu zdrowia i zdolności do lotu, precyzyjnego prowadzenia dokumentacji oraz postępowania zgodnego ze standardami, które wytrzymają próbę niezależnego monitoringu i kontroli sądowej. Gdy państwa zaczną wzajemnie egzekwować swoje decyzje w ramach systemu Europejskiego Nakazu Powrotu, będą potrzebować funkcjonariuszy przeszkolonych według tych samych standardów i zdolnych do prowadzenia wspólnych operacji. Ktoś musi te standardy wyznaczyć i wdrożyć. Polska – jako siedziba Frontexu, kraj z bogatym doświadczeniem w operacjach granicznych i kluczowe ogniwo bezpieczeństwa na wschodniej flance Europy – jest do tego naturalnie predestynowana.
Powiększony Frontex pomoże, ale prawdziwą różnicę uczyni dopiero system powrotów oparty na przeszkolonych kadrach
Z praktyki służb egzekwowania prawa płynie pewna lekcja, którą zazwyczaj przyswaja się w bólach: wyśrubowane standardy nie są ustępstwem na rzecz krytyków, lecz warunkiem koniecznym sprawnego działania. Każdy lot deportacyjny wstrzymany przez sąd i każda operacja zawieszona z powodu incydentu, którego można było uniknąć, kosztują więcej niż rzetelne wykonanie pracy za pierwszym razem. W tej dziedzinie robi się coś dobrze albo robi się to dwa razy. Profesjonalny, certyfikowany personel ds. powrotów, działający według jasnych reguł i pod niezależnym nadzorem, to dla Europy jedyny sposób, by uniknąć problemów.
Czytaj więcej
Misja Mateusza Morawieckiego, który ostrzegał sojuszników przed rosyjską inwazją, jego zaskakujące spotkanie w Kijowie z Wołodymyrem Zełenskim, a t...
Propozycja dotycząca reformy Frontexu daje Polsce okazję do wywarcia nacisku w tej kwestii. Warszawa powinna argumentować, że rozszerzona rola agencji w obszarze powrotów musi być mierzona realnymi zdolnościami, a nie tylko samą liczbą etatów. Ilu konwojentów przeszkolono i certyfikowano według wspólnych standardów? Jakimi wspólnymi zasobami lotów czarterowych dysponujemy? Na ile skutecznie agencja pomaga państwom członkowskim w uzyskiwaniu dokumentów podróży? Czy niezależny monitoring jest stałym elementem każdej operacji? To są mierniki, które decydują o tym, czy decyzja o powrocie rzeczywiście kończy się opuszczeniem terytorium UE.
Przez ostatnie lata Polska pokazywała Europie, jak wygląda bezkompromisowe dbanie o bezpieczeństwo granic. Kolejny sprawdzian będzie mniej widoczny, ale równie istotny: chodzi o wykazanie, że Europa potrafi sprawnie i zgodnie z prawem egzekwować decyzje wydawane przez własne organy. Powiększony Frontex w tym pomoże, ale prawdziwą różnicę uczyni dopiero system powrotów oparty na przeszkolonych kadrach, sprawnym zarządzaniu sprawami i wspólnych standardach.
Todd Lyons