Znaczenie ropy naftowej jako broni po raz pierwszy udokumentowane zostało w 674 r. podczas arabskiego oblężenia Konstantynopola. Przygniecione przewagą wroga Cesarstwo Bizantyńskie ginęło, oblegający mieli miażdżącą przewagę, oblężeni nie mieli żadnych szans… I właśnie wtedy pewien rozpaczliwie eksperymentujący bizantyński uczony wynalazł ogień grecki – odpalaną z okrętów mieszankę zapalającą na bazie ropy, za pomocą której udało się zniszczyć potężną flotę arabską i w ciągu jednego dnia odwrócić losy wojny.

Skład śmiercionośnej mieszanki pozostał jednak na zawsze bizantyńską tajemnicą i przez kolejne stulecia ropy praktycznie nie wykorzystywano. Do czasu, gdy w połowie XIX wieku Ignacy Łukasiewicz uruchomił pierwszą rafinerię i wyprodukował surowiec nadający się już nie tylko do oświetlania domów, ale także do napędzania silników spalinowych, a potem też do produkcji tworzyw sztucznych. W zasadzie jednak nie do działań zbrojnych. Tylko  pozornie. 

Czytaj więcej

Lampę naftową wymyślił Polak!

W ciągu stu lat od odkrycia Łukasiewicza armie uzależniły się już od ropy, niezbędnej do napędzania czołgów, samolotów i okrętów wojennych. W czasie drugiej wojny światowej nie użyto jej wprawdzie jako broni, ale i tak znacząco wpłynęła na jej przebieg. Embargo na eksport amerykańskiej ropy przyspieszyło decyzję Japończyków o inwazji na bogatą w ropę Indonezję (wstępem był nalot na Pearl Harbor), a obawy o brak paliwa skłoniły Niemców do ryzykanckiego natarcia na Kaukaz (zakończonego klęską pod Stalingradem).

Po wojnie ropę uznano więc za najważniejszy z surowców strategicznych. Broniąc bezpieczeństwa dostaw, CIA wyreżyserowała w 1953 r. zamach stanu i obaliła rząd próbujący znacjonalizować przemysł naftowy Iranu (na początku obecnego roku amerykańskie siły specjalne dokonały nieco podobnej operacji w Wenezueli).

Czytaj więcej

CIA wyznaje winę

Do prawdziwego użycia ropy naftowej jako potężnej broni doszło jednak dopiero w 1973 r. Wspierając Egipt i Syrię, które po początkowych sukcesach przegrywały właśnie wojnę z Izraelem, kraje arabskie wprowadziły embargo na eksport ropy do krajów Zachodu, co spowodowało czterokrotny wzrost jej cen i wpędziło świat w trwający niemal dekadę kryzys stagflacji. Dopiero załamanie cen ropy w latach 80. minionego wieku umożliwiło ponowne przyspieszenie wzrostu i trwający ćwierć wieku boom gospodarczy.  Do czasu.

Czytaj więcej

Rok 1973 – źródło kryzysów energetycznych

Od początku obecnego wieku ceny ropy znów czterokrotnie wzrosły. Choć świat radził sobie z tym wzrostem lepiej, niż pół wieku temu, ropa stała się znów bronią destabilizującą globalną gospodarkę i wywołującą fale inflacji. Najpierw po rosyjskiej napaści na Ukrainę, ostatnio skutkiem amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran.

Czytaj więcej

Powtórka kryzysu naftowego po pół wieku? Ten scenariusz może marzyć się Hamasowi

Ale ropa stała się bronią również w polityce wewnętrznej. Prezydent Trump zawarł porozumienie z Rosją o dostawach paliwa zarówno po to, by uspokoić swoich zwolenników przed listopadowymi wyborami (efekt spadku cen będzie jednak minimalny), jak i po to, by móc teraz wskazywać na wojnę ukraińską, a nie irańską, jako główne źródło problemów (tu efekt może być silniejszy). A u nas prezydent i rząd przerzucają się odpowiedzialnością za to, że paliwa są drogie, choć oczywiście nikt w Polsce nie miał i nie ma na to żadnego wpływu.

No i po co Łukasiewicz rafinował tę ropę?

O autorze

Prof. Witold M. Orłowski

Główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, wykładowca Politechniki Warszawskiej