Wkład własny na poziomie 10 proc., wymagany w tym roku od kredytobiorców hipotecznych, nie powinien osłabić tempa sprzedaży mieszkań. Już w 2014 r. sporo kredytodawców żądało takich wkładów, a te banki, które trzymały się minimalnego wówczas progu (95 proc. ceny mieszkania, tzw. wskaźnik LTV) przyznają, że odsetek udzielonych przez nich kredytów z wkładem własnym poniżej 10 proc. był niewielki.
Limity nie przeszkadzają
Dla przykładu: w 2014 r. Bank BPH oferował kredyty hipoteczne osobom dysponującym własną gotówką w wysokości co najmniej 20 proc. wartości nieruchomości. A jak przyznają przedstawiciele banku, klienci często wnoszą wpłaty, które przekraczają 30 proc. wartości inwestycji.
ING Bank Śląski, który również wymagał w 2014 r. minimum 20-proc. wskaźnika LTV podaje, że kredyt dla detalicznego portfela hipotecznego sięgał przeciętnie 60–65 proc. ceny mieszkania.
Tomasz Borkowski z BZ WBK zapewnia, że 10 proc. własnej gotówki nie jest barierą dla klientów tego banku, bo już od lat wymaga on co najmniej takiego wkładu własnego od klienta. – Średnia kwota kredytu w stosunku do wartości nieruchomości wynosi 75 proc. i nie zaobserwowaliśmy większych zmian tego poziomu na przestrzeni ostatniego roku – mówi Borkowski.
Citi Handlowy również od dawna wymaga co najmniej 10 proc. wkładu własnego od kredytobiorców hipotecznych. Przeciętnie jego wysokość przekracza 30 proc.