Robotyzacja to dynamicznie rozwijający się trend, który opanowuje wszystkie aspekty współczesnego życia.
Badania pokazują, że roboty coraz częściej wykorzystywane będą nie tylko w przemyśle – głównie w fabrykach, w procesie produkcyjnym – ale również w rolnictwie, a także w rozwiązaniach militarnych i czysto komercyjnych.
Ofensywa robotów
Badania międzynarodowej organizacji zajmującej się robotyką (IFR) pokazują, że przemysł to jednak motor napędowy trendu automatyzacji. W 2025 r. globalne wydatki na roboty w tym sektorze sięgną niemal 25 mld dol., wobec niecałych 4 mld dol. w roku 2000. W sumie inwestycje w roboty dla wszystkich sektorów mają wzrosnąć w tym okresie z 7,5 do 67 mld dol.
Analitycy wskazują, że zapotrzebowanie na takie automatyczne rozwiązania – zarówno maszyny, jak i projekty wirtualne – rośnie od kilku lat średnio w tempie 15 proc. rocznie. W 2009 r. na świecie dostarczono łącznie ok. 60 tys. robotów, podczas gdy w przyszłym roku ma to być już niemal 0,4 mln sztuk.
Gros takich technologii instalowanych jest w Chinach. Szacuje się, że do 2019 r. prawie 40 proc. wszystkich wyprodukowanych na świecie robotów trafi do przedsiębiorstw w Państwie Środka.
Ale jeszcze szybciej niż rynek robotów rozwija się segment tzw. robotów współpracujących, czyli co-botów (dynamika jest kilka razy wyższa).
Czas na co-boty
Co-boty to termin ukuty przez duńską firmę Universal Robots, która kontroluje ponad połowę tego segmentu rynku. Określa on stosunkowo niedrogie narzędzia, łatwe do zaprogramowania, które nie zastępują w pełni ludzi, a jedynie ich wspierają w realizacji niektórych zadań, m.in.kreatywnych, odciążając jednocześnie w wykonywaniu monotonnych i niebezpiecznych czynności np. produkcyjnych.
– Roboty współpracujące wykorzystywane są m.in. do zadań takich, jak obsługa maszyn, pakowanie, montaż, klejenie i spawanie, ale także w obszarze analiz i testów laboratoryjnych oraz kontroli jakości – wylicza Slavoj Musilek, dyrektor generalny na Europę Centralną w Universal Robots.
W ciągu trzech lat wartość rynku co-botów ma wzrosnąć prawie czterokrotnie, do 1 mld dol. Międzynarodowa Federacja Robotyki (IFR) prognozuje, że w latach 2017–2019 nastąpi wzrost wartości rocznej sprzedaży takich rozwiązań przemysłowych na całym świecie aż o 55 proc.
Na razie jednak udział takich robotów współpracujących w całym rynku robotów przemysłowych jest znikomy i wynosi jedynie 1 proc. Analitycy IFR zapowiadają, że za dwa lata osiągnie on poziom 2 proc.
Według firmy Robo Global sektor co-botów w 2020 r. będzie już wart 1 mld dol. (w 2014 r. było to 95 mln dol.).
Co-boty zyskują na popularności również w naszym kraju. Marcin Gwóźdź, menedżer ds. rozwoju Universal Robots w Polsce, tłumaczy, że 70 proc. co-botów wykorzystywanych jest w zupełnie nowych obszarach, które wcześniej uznawano za zbyt skomplikowane lub kosztowne do robotyzacji.
Eksperci podkreślają, że w tym kontekście widać coraz większą rolę małych i średnich przedsiębiorstw.
Pracownicy wciąż będą potrzebni?
Według Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG), 83 proc. przedsiębiorstw, które postawiły na robotyzację, odnotowało dzięki temu wzrost produkcji. W przypadku 67 proc. firm udało się uzyskać spadek kosztów, 54 proc. zaś – wzrost rentowności.
Badania IPAG pokazują, że tylko w 17 proc. przypadków robotyzacja doprowadziła do zmniejszenia zatrudniania. Fachowcy przekonują, że obawa o utratę pracy, związana z automatyzacją, w wielu przypadkach jest bezzasadna.
Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki, podczas majowego kongresu Impact'17 tłumaczył, że rosnąca produktywność sektora przemysłowego może jednak wypychać ludzi poza ten sektor. Ale – jak podkreślał – to dylematy nierozerwalnie związane z postępem.
– Można zapytać, co będzie z zawodowymi kierowcami, gdy wejdą do powszechnego użytku autonomiczne samochody. I takich pytań jest więcej. Roosevelt mówił, że innowacje kreują bezrobocie. Ale innowacje zmieniają i rozwijają gospodarkę – zaznacza Morawiecki.
Wykwalifikowani pracownicy wciąż będą potrzebni. Zmieni się sektor, w którym będą pracować. Ktoś musi przecież choćby zaprojektować maszyny i napisać do nich oprogramowanie. Polska zamierza mocno wpisać się w robotyzacyjny trend. – Mamy rozwiązania, które przyspieszą amortyzację inwestycji w nowoczesne wyposażenie przemysłu, w tym roboty – zapewniał podczas Impactu wicepremier.
Chodzi m.in. o ulgi podatkowe na działalność badawczo-rozwojową (B+R) związaną m.in. z projektami robotyzacji zakładów przemysłowych.
Wsparcie państwa dla robotyzacji
Projekt nowelizacji ustawy o PIT i CIT, który z końcem maja zaakceptował rząd, przewiduje, że firmy będą mogły jednorazowo zaliczyć w koszty inwestycje do 100 tys. zł. Celem opracowywanych przepisów, które określa się mianem tzw. ustawy o robotyzacji, jest zwiększenie wydatków przedsiębiorców na nowe środki trwałe, wykorzystywane w działalności innowacyjnej. Chodzi m.in. waśnie o roboty przemysłowe, komputery czy drukarki 3D.
Nowela jest jednym z elementów rządowej konstytucji dla biznesu oraz realizuje plany zawarte w strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Projekt ma dać możliwość corocznego jednorazowego rozliczenia nakładów na środki trwałe (np. zakup maszyn i urządzeń) do 100 tys. zł, przy minimalnej wartości nakładów 10 tys. zł. Według szacunków Ministerstwa Rozwoju (MR), z nowego rozwiązania będzie mogło skorzystać nawet 154 tys. przedsiębiorców.
Proponowane przepisy będą dotyczyły zakupu maszyn i urządzeń. Nie obejmują nieruchomości oraz środków transportu, w tym samochodów.
„Instrument ten będzie stanowił zachętę zarówno dla firm już funkcjonujących, jak i osób planujących rozpoczęcie działalności gospodarczej. Ponieważ zmiana jest korzystna dla podatnika, będzie ona mogła mieć zastosowanie także do inwestycji dokonanych w roku podatkowym przed momentem jej wejścia w życie" – podało w komunikacie Centrum Informacyjne Rządu.
Według MR, spodziewanym efektem nowych regulacji będzie tworzenie nowych miejsc pracy oraz poprawa jakości tych już istniejących. Ustawa ma ponadto wpłynąć na wzrost dochodów budżetowych o ok. 138 mln zł.
Polski problem z produktywnością
Rodzimemu przemysłowi wciąż bardzo daleko do liderów robotyzacji. Brak takich rozwiązań skutkuje niższą produktywnością.
Ta nie rośnie tak szybko, jak w innych krajach. Wolniej też spadają koszty pracy. Jak wyliczyli analitycy Boston Consulting Group, do 2025 roku wdrożenie zautomatyzowanych rozwiązań poskutkuje zwiększeniem produktywności w skali globalnej o 10–30 proc. Wpłynie to też na koszty pracy. Największa ich obniżka będzie miała miejsce w Korei Południowej (o 33 proc.) i w Japonii (25 proc.), a także w Kanadzie (24 proc.). Prognozy wskazują, że w Polsce ten wskaźnik wyniesie 13 proc.