Większość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że odkładanie pieniędzy jest bardzo potrzebne. W co teraz lokować oszczędności?

Jak wynika z tegorocznego badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, 75 proc. Polaków podkreśla, że warto oszczędzać, by zabezpieczyć swoją przyszłość. Przeciwnego zdania jest 18 proc. ankietowanych (reszta nie udzieliła odpowiedzi).

Gorzej jest, niestety, w praktyce. Tylko 12 proc. badanych stwierdziło, że w każdym miesiącu odkłada pewną sumę pieniędzy, 45 proc. Polaków wszystko przeznacza na bieżące potrzeby (pozostali oszczędzają od czasu do czasu). Co piątemu z nas udaje się wygospodarować od 250 do 500 zł miesięcznie.

Na koncie osobistym

A jak oszczędzamy? Prawie połowa wpłaca pieniądze do banków. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że aż 24 proc. respondentów trzyma środki na koncie osobistym. Większość tych rachunków w ogóle nie jest oprocentowana. W tej chwili można się pocieszać jedynie tym, że oszczędności nie zjada inflacja, bo od kilku miesięcy mamy w naszym kraju deflację. O braku aktywności w lokowaniu pieniędzy świadczy również to, że najczęściej wybieramy produkt z oferty banku, w którym mamy konto osobiste.

Obecnie taka taktyka w ogóle się nie sprawdza. Już od dłuższego czasu w bankach panuje moda na oferowanie wysokich odsetek tylko tym, którzy przeniosą pieniądze z innej instytucji (ewentualnie wpłacą nowo zgromadzone środki). Po spełnieniu tego warunku można dostać nawet 5 proc. w skali roku na lokacie trzymiesięcznej w Idea Banku (przegląd najlepszych na rynku depozytów trzymiesięcznych i rocznych >G2). Ale po tym terminie dany klient nie będzie już mógł liczyć na promocyjne oprocentowanie. Nie pozostanie mu nic innego, jak poszukać innego banku, z którego oferty jeszcze nie korzystał. Pewnie znowu będzie to dobra propozycja, ale na kilka miesięcy.

Bez takich poszukiwań, przenoszenia pieniędzy z banku do banku możemy teraz liczyć najwyżej na 1–2 proc. w skali roku. Na przykład PKO BP reklamuje swoją lokatę trzymiesięczną w ten sposób: „Dysponując wolnymi środkami finansowymi, możesz cieszyć się pewnym zyskiem do 1,20 proc. w skali roku".

Lepiej raczej nie będzie

W najbliższych miesiącach nie ma co oczekiwać poprawy oprocentowania depozytów. Stopy procentowe NBP są na najniższym poziomie w historii. Taka sytuacja może się jeszcze utrzymać przez kilka miesięcy. Banki mniej zarabiają więc na kredytach.

Inne ich dochody także będą maleć. Od przyszłego roku każdy klient będzie musiał mieć wyższy wkład własny (10 proc., do tej pory było 5 proc.), żeby dostać kredyt mieszkaniowy – może to zmniejszyć liczbę ubiegających się o takie kredyty. Zmaleją także dochody z opłat interchange pobieranych od sklepów akceptujących karty. Od przyszłego roku prowizje spadną do 0,2 proc. przy kartach debetowych i 0,3 proc. przy kartach kredytowych (od lipca 2014 r. jest to 0,5 proc., ale jeszcze na początku tego roku banki dostawały około 1,3 proc.).

I kolejna niekorzystna dla banków wiadomość. Od 2015 r. banki będą musiały odprowadzać prawie dwukrotnie wyższą składkę na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W tym roku został on uszczuplony już dwukrotnie. BFG zwrócił gwarantowane depozyty klientom upadłego SKOK Wspólnota, a teraz (od 19 grudnia 2014 r. do 28 lutego 2015 r., po tym terminie wypłaty będą dokonywane bezpośrednio przez BFG w ciągu pięciu lat) robi to na rzecz deponentów SKOK Wołomin.

Poza tym w kwietniu 2015 r. wejdzie w życie rekomendacja KNF porządkująca zasady sprzedaży ubezpieczeń przez banki. Dochody z tej działalności również spadną.

Co z tego wynika dla klientów? Niestety, można przypuszczać, że spadek dochodów banki będą próbowały zrekompensować sobie, podwyższając różne opłaty i prowizje (o tego typu planach pisaliśmy w „Moich Pieniądzach" tydzień temu). I z pewnością nie będą skłonne do podwyższania odsetek od lokat. Rzecz jasna wciąż będzie można upolować atrakcyjną stawkę w promocji.

A może obligacje

Kto jest przywiązany do bezpiecznych sposobów lokowania oszczędności, może też zainteresować się obligacjami skarbowymi sprzedawanymi w sieci PKO BP (oraz przez internet). Do końca grudnia można kupić nieco lepiej oprocentowane dwulatki (2,2 proc. w skali roku; w styczniu 2015 r. będzie to 2 proc.). Stawka dla papierów dwuletnich jest stała.

Tylko do końca grudnia oferowana jest również Grudniowa 14-tka, czyli papier, który zostanie wykupiony przez Ministerstwo Finansów w lutym 2016 r. Jej oprocentowanie zmienia się w kolejnych miesiącach. W sumie rentowność wyniesie 2,14 proc. w skali roku, a jeśli ktoś zamieni na 14-kę stare papiery wykupywane w grudniu (wtedy płaci się za nowe obligacje 99,90 zł zamiast 100 zł), może liczyć na 2,23 proc. w skali roku.

– Tak jak komunikowaliśmy, Grudniowa 14-tka będzie sprzedawana tylko w grudniu. W pierwszym kwartale przyszłego roku nie planujemy nowej emisji specjalnej obligacji oszczędnościowej – twierdzi Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

Oprocentowanie obligacji trzyletnich, czteroletnich i dziesięcioletnich będzie w styczniu takie same jak w grudniu. Wyniesie odpowiednio: 2,4 proc. (trzylatki), 2,6 proc. (czterolatki), 3 proc. (dziesięciolatki). Kłopot polega na tym, że są to stawki obowiązujące tylko w pierwszym okresie odsetkowym, potem zostaną zmienione. W przypadku papierów trzyletnich nastąpi to po sześciu miesiącach. Nowe oprocentowanie zostanie wyliczone na podstawie sześciomiesięcznego WIBOR, którego wartość jest, niestety, niska i w najbliższym czasie pewnie nie wzrośnie. Natomiast oprocentowanie czterolatek i dziesięciolatek zmienia się co roku i zależy od inflacji z ostatnich 12 miesięcy. Wskaźnik ten niewątpliwie będzie teraz niski. Można się pocieszać jedynie tym, że zarobimy o 1,25 pkt proc. (czterolatki) i 1,5 pkt (dziesięciolatki) ponad inflację (minus 19-proc. podatek.