– USA rozpoczęły serię działań handlowych. Odpowiedzieliśmy na nie chroniąc kanadyjskie miejsca pracy, kanadyjskie firmy i rozwijając naszą gospodarkę – skomentował premier Mark Carney pytania o dokument, który składa się z ośmiu wyjętych z kontekstu wypowiedzi kanadyjskich polityków, m.in. premiera, ale też minister przemysłu Melanie Joly i premiera Ontario Douga Forda.

Jakie dowody na chęć ingerencji Kanady w wybory w USA znalazła amerykańska ambasada?

Wśród przytaczanych przez ambasadę USA wypowiedzi są np. słowa Joly z sierpnia, w których „przyznała” ona – jak to określiła ambasada USA – że Kanada „bierze na cel produkty, które dotyczą stanów w USA. Jesteśmy rozsądni i strategiczni w wywieraniu politycznej presji i dlatego sądzimy, że to właściwe działanie obecnie”. Inna wypowiedź Joly dotyczy „wywierania presji na amerykańskie firmy w kluczowych republikańskich stanach”.

Czytaj więcej

Kanada: Rząd w Quebecu z ministrem ds. niepodległości

Ambasada USA w Kanadzie wskazuje też na kampanię premiera Ontario wykorzystującą wypowiedzi prezydenta Ronalda Reagana sprzeciwiającego się cłom czy list Forda do premiera Kanady ws. działań odwetowych w reakcji na amerykańskie cła. Komunikat nawiązuje też do kampanii reklamowej na temat amerykańskich ceł prowadzonej w republikańskich stanach.

W ubiegłym tygodniu Carney mówił na antenie telewizji Global News, że w związku z tym, iż Kanada nie ingeruje w wybory w innych krajach, jego rząd oczekuje od obcych rządów, w tym władz USA, nie angażowania się w kanadyjskie wybory. Mówił to przed referendum w Albercie, w którym mieszkańcy prowincji decydowali, czy ogłosi ona niepodległość (ostatecznie referendum wygrali zwolennicy pozostania przy Kanadzie). 

Kanada

Kanada

Foto: PAP

Donald Trump nazywał Kanadę „51. stanem”, media informowały o wsparciu Amerykanów dla kanadyjskich separatystów

Po objęciu urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa w styczniu 2025 r. USA nałożyły wysokie cła na wiele kanadyjskich produktów, w tym stal i aluminium. Sam Trump wypowiadał się o Kanadzie jako o „51. stanie”, premierów Carneya i Justina Trudeau określał jako „gubernatorów”, zaś Kanadę oskarżał o rzekome wykorzystywanie USA. Jednostronnie zmienił też nazwę jeziora Ontario na Jezioro Amerykańskie.

Media opisywały też wielokrotnie amerykańskie poparcie dla separatystów w Albercie, którzy właśnie przegrali referendum w sprawie oderwania się od Kanady. Dziennik „The Globe and Mail” opisywał na początku października m.in. rozmowy separatystów w Waszyngtonie na temat poparcia dla swojego ruchu, także o udostępnieniu dochodów z ropy naftowej i eksporcie wody. Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent mówił o Albercie jako „naturalnym partnerze” dla USA, a sekretarz handlu Howard Lutnick zarzucał Carneyowi, że Kanada wycofała się z rozmów handlowych z USA, by mieć jak naciskać na separatystów w Albercie.

Czytaj więcej

„Kanada skończy jako 51. stan, będą na naszym talerzu”. Donald Trump na kampanijnym szlaku

Narracja o rzekomym mieszaniu się Kanady do amerykańskich wyborów pojawia się w wypowiedziach amerykańskich polityków od kilku tygodni. Media cytowały jednego z doradców handlowych Trumpa, Petera Navarro, który powiedział we wrześniu podczas konferencji gospodarczej w Waszyngtonie, że jeśli Kanada „zaingeruje w nasze wybory w Maine czy Michigan, zapłaci jeszcze drożej”. Media relacjonowały też wypowiedzi ambasadora USA w Kanadzie Pete Hoekstry z tego samego dnia, że działania niektórych kanadyjskich polityków można uznać za „ingerencję polityczną” w amerykańskie wybory połówkowe w listopadzie.

Wybory połówkowe (midterms) do Kongresu odbędą się w USA 3 listopada. Sondaże pokazują, że opozycyjna wobec Donalda Trumpa Partia Demokratyczna ma, w skali całego kraju, ok. 8 punktów procentowych przewagi nad Partią Republikańską, politycznym zapleczem prezydenta USA.