Gość przyznał, że mimo dobrej koniunktury i odnotowywanego wzrostu gospodarczego, II kw. był troszeczkę gorszy dla polskich przedsiębiorców niż I kw., bo wydłużyły się terminy zapłaty.
- Polski przedsiębiorca w II kw. tego roku oczekiwał na zapłatę 3 miesiące i 13 dni. To jest o 10 dni dłużej niż na koniec I kw. - mówił Łącki.
- To jest i tak o 2 tygodnie krócej niż średnia długookresowa, więc nie ma się czym martwić – dodał.
Zaznaczył, że indeks należności przedsiębiorstw, czyli parametr określający poziom zatorów płatniczych w Polsce, nastroje wśród przedsiębiorców czy koszty jakie ponoszą w związku z przeterminowanymi należnościami, utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie.
- W II kw. wynosił 91 pkt., 3,7 pkt. wyżej niż średnia długookresowa - podał Łącki.
Zaznaczył, że obecnie bardzo dobrze radzi sobie przemysł.
-Także branża finansowa, która zamortyzowała już skutki podatku bankowego – mówił.
- Troszeczkę gorsze wyniki odnotowuje branża budowlana i handel, ale i tak są one na bardzo dobrym poziomie – dodał.
Gość przyznał, że najbardziej bolesny może być brak pieniędzy unijnych.
- To one nakręcają koniunkturę i powodują, że firmy chętnie inwestują. Potem może zacząć się problem z regulowaniem pewnych należności w sytuacji kiedy koniunktura spada – tłumaczył.
- Trzeba w mądry sposób zarządzać swoimi należnościami i rozsądnie inwestować. To pozwala uniknąć sytuacji, kiedy zatory płatnicze nie pozwolą przedsiębiorcy funkcjonować w normalny sposób – dodał.
Łącki podkreślił, że zatory płatnicze stanowią obecnie jedno z podstawowych utrudnień w prowadzeniu działalności gospodarczych małych i dużych przedsiębiorstw.
- Ok. 25 proc. przedsiębiorców uskarża się na zatory płatnicze. Nie są oni w stanie regulować swoich należności wobec innych przedsiębiorców na czas. Tworzy się łańcuch zadłużonych firm, które nie mogą uregulować swoich należności – tłumaczył.
- Ok. 26 proc. przedsiębiorców mówi o tym, że zatory płatnicze przekładają się na brak inwestycji – dodał.