Podczas ostatniego posiedzenia Naczelnej Rady Adwokackiej powołano doraźny zespół do spraw aplikacji. Powód?

– Cała sytuacja, jaka się dzieje wokół tematu szkolenia aplikantów, stała się dobrym pretekstem do przeglądu i zweryfikowania, co możemy zrobić jeszcze lepiej – mówi adwokat Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie oraz członek nowo powołanego ciała.

– Aplikacja polegać powinna na pracy z ludźmi w innym wymiarze niż teoretyczny. Mówiąc wprost: w jeszcze większym zakresie postawić należy na praktyczną naukę wykonywania zawodu – dodaje.

Strata czasu

Zarzut, że samorządy prawnicze uczą teoretycznie i zbyt masowo, padł z ust dr. Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości. Remedium na poprawę kształcenia aplikantów upatruje on w tzw. aplikacji uniwersyteckiej. W jego ocenie pojawienie się nowego „gracza" w postaci uczelni, które obok korporacji przygotowywać będą do wykonywania zawodu profesjonalnych pełnomocników, wymusi konkurencję i zwiększy poziom kształcenia.

A co o aktualnej aplikacji i jej niedoskonałościach myślą członkowie samorządu? O powyższe na adwokackiej grupie facebookowej zapytała prawników członkini naczelnych władz adwokatury mec. Joanna Parafianowicz.

„Myślałam nad tematem przez ostatnie pół godziny i moje wnioski są takie: mogę policzyć na palcach jednej ręki (nie przesadzam!) zajęcia na aplikacji, które coś mi dały. Dosłownie, w tej chwili pamiętam trzy takie zajęcia, a przecież było tyle godzin szkolenia. Reszta była zupełną stratą czasu, energii i pieniędzy. Najwięcej podczas całej aplikacji nauczyłam się po prostu od patronki i dzięki praktyce, którą nabyłam, pracując także u niej. A jak przyszło do egzaminu, to organizowaliśmy sobie samodzielnie z kolegami aplikantami grupki szkoleniowe i we własnych domach powtarzaliśmy materiał" – odpowiedziała warszawska adwokatka.

Jakie zmiany są potrzebne?

„Zwiększenie szacunku wykładowców wobec aplikantów poprzez przede wszystkim przygotowanie do zajęć (nie mówimy tu o czytaniu czy wyświetlaniu przepisów z kodeksów) i choćby niespóźnianie się (to już zależy od kultury), likwidacja list obecności (aplikacja to nie szkoła podstawowa), wymiana większości wykładowców. I to już piszę jako były aplikant izby warszawskiej" – wskazywała kolejna komentatorka.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Adwokat Wojciech Bergier, członek zespołu do spraw aplikacji, przyznaje, że nacisk na praktyczne wykonywanie zawodu jest konieczny.

– Mam parę pomysłów do dyskusji zaczerpniętych ze Stanów Zjednoczonych. Zajęcia powinny być oparte na warsztatach i odejściu od wykładów. Nacisk położony powinien zostać też na umiejętności miękkie: radzenie sobie ze stresem czy trudnym klientem – wskazuje mec. Bergier.

– Bardzo się cieszę z tych zapowiedzi. Podjęte działania pokazują jednakże, że do tej pory pewne niedomagania w zakresie prowadzenia aplikacji adwokackiej funkcjonowały. Aplikacja nie była taka idealna, jak jeszcze do niedawna środowisko mówiło. Wszystkie próby zmian i poprawy należy powitać z uznaniem i zadowoleniem – komentuje dr Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.

Jest pomysł

Szkopuł w tym, że nie wiadomo, kiedy prace zespołu przyniosą efekt, a projekt zmian w zakresie aplikacji zostanie upubliczniony.

W tej mierze zdecydowanie szybciej zareagowali natomiast adwokaci prof. Maciej Gutowski i prof. Piotr Kardas. Już w tym tygodniu przedstawią propozycję szczegółowych założeń dotyczących aplikacji. Jak podkreślają, samo krytykowanie idei aplikacji uniwersyteckiej nie przyniesie efektów. Ważna jest diagnoza i wskazanie powodów, dlaczego zaczęto o niej w ogóle mówić.

– A zaczęto, ponieważ faktycznie jest parę punktów, które wymagają udoskonalenia. Aplikacja powinna być oparta na patronacie, trzeba go jednak wzmocnić i urealnić. Patroni powinni się też rekrutować z grona sensownych prawników – mówi prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu.

I z jego ust padają sformułowania o konieczności upraktycznienia formuły szkoleniowej (m.in. zajęcia i egzaminy oparte na kazusach).

– Aplikacja nie może powielać wykładu uniwersyteckiego, a wiedza ze studiów powinna być bezwzględnie egzekwowana. Zajęcia w małych grupach, oparte na zadanym wcześniej materiale. Kolejna kwestia to dobór wykładowców na podstawie udokumentowanych kompetencji i dokonań. Decyzję o wpisie na listę wykładowców należałoby weryfikować na poziomie centralnym. Uważam też, że zajęcia na aplikacji powinny być nagrywane. Po to, by można było je później wykorzystać, a przy okazji zweryfikować ich jakość – dodaje.

4189 aplikantów adwokackich kształci się dziś w Polsce

20 992 adwokatów jest dziś w Polsce, w tym niewykonujących zawodu