fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telekomunikacja i IT

Międzynarodowy telekompromis

Adobe Stock
Być może już od połowy maja 2019 roku ceny rozmów i wiadomości do innych państw Unii znacznie spadną. To element politycznej ugody.

Krokiem w dobrym kierunku określa europosłanka Róża Thun przyjęcie nowych zasad określania cen za rozmowy i wiadomości międzynarodowe w Unii Europejskiej przez trzy ciała: Parlament Europejski, Radę UE i Komisję Europejską. Eurodeputowani, przedstawiciele państw członkowskich i urzędnicy zgodzili się bowiem na wprowadzenie cen maksymalnych za minutę rozmowy i SMS, zamiast obniżenia cen tych usług do poziomu stawek krajowych.

Górna cena regulowana

Jak podała Komisja Europejska nowe limity to 19 eurocentów za minutę połączenia wykonywanego i 6 eurocentów za wysłaną wiadomość. To ceny bez VAT, które w różnych krajach mają różną stawkę. Przy dzisiejszym kursie euro, abonenci polskich sieci telekomunikacyjnych zapłacą za minutę rozmowy międzynarodowej maksymalnie 1 zł, a za SMS – około 0,32 zł. To spora obniżka.

W przypadku połączeń na numery komórkowe innych państw UE, oznacza to cięcie o ponad 50 proc. Dla przykładu, dla abonenta sieci komórkowej Orange Polska (według cennika obowiązującego od 21 maja) każda rozpoczęta minuta rozmowy z właścicielem francuskiego numeru komórkowego to koszt 2,08 zł, do którego trzeba doliczyć opłatę 0,59 zł (za każdą rozpoczętą minutę). Nowe maksymalne ceny najbardziej docenią użytkownicy Orange często kontaktujący się z abonentami sieci w Portugalii, gdzie stawka za minutę to minimum 2,58 zł.

Rozmowy międzynarodowe z numerami stacjonarnymi są tańsze, więc w ich przypadku wejście w życie limitów oznacza obniżkę, ale o mniejszej skali.

Według informacji od osób pracujących przy zmianie przepisów, nowe stawki miałyby wejść w życie 15 maja 2019 roku. Nie znaleźliśmy jednak tej daty w oficjalnych dokumentach, czy publikacjach Komisji Europejskiej. Wcześniej KE informowała, że na wdrożenie europejskiego kodeksu łączności elektronicznej (EKŁE), którego część stanowi opisywana zmiana, będą dwa lata.

Apele nie pomogły

Operatorzy zrzeszeni w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji apelowali przynajmniej dwa razy do polskich polityków o wspieranie racjonalnego podejścia i zablokowanie nowej regulacji bijącej w ich wyniki finansowe na krótko po wprowadzeniu zasady roam like at home. Obawiali się, że zaakceptowany zostanie wariant, w którym wszystkie połączenia wewnątrz UE będą kosztować tyle, co usługi na terenie kraju abonenta. Argumentowano, że dla polskiego rynku telekomunikacyjnego jest to kolejny krzywdzący plan, biorąc pod uwagę, że obowiązują u nas dużo niższe ceny niż w innych krajach UE, a abonamenty typu no limit ma około 80 proc. użytkowników.

PIIT przytaczała także wyniki analizy organizacji regulatorów rynków telekomunikacyjnych (BEREC), wskazując, że jeden z głównych wniosków z niej płynących jest taki, iż istotnym konkurentem operatorów oferujących „tradycyjne" połączenia stały się firmy OTT, np. Skype czy Facebook.

Wielostronny kompromis

Dane BEREC wskazują, że połączenia międzynarodowe stanowią nieznaczną część całego ruchu: od 0,9 do 7 proc. rozmów w telefonii stacjonarnej i od 0,3 do 13,4 proc. w sieciach komórkowych.

Z kolei z badania przeprowadzonego na zlecenie Komisji Europejskiej w maju ub.r. (opisywaliśmy je już na łamach) wynikało, że codziennie z tradycyjnych usług operatorskich w komunikacji międzynarodowej korzysta 5 proc. Polaków, regularnie – 17 proc., a okazjonalnie 18 proc.

Z kolei dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej z 2016 r. mówiły, że z telefonu stacjonarnego Polacy rozmawiali z numerami zagranicznymi 601 mln minut.

Po ubiegłotygodniowym kompromisie PE, Rady UE i KE telekomy zachowują raczej spokój. Największe firmy odesłały nas do PIIT, która ma przygotować opinię. Prywatnie nasi rozmówcy wskazywali, że branża coraz bardziej przyzwyczaja się do nowych realiów. Być może jednak źródłem spokoju może być fakt, że ustalone limity to dla telekomów mniejsze zło.

Ponadto, przygotowując się do zmiany, operatorzy podnieśli efektywne ceny takich usług, eliminując z abonamentów pakiety minut międzynarodowych, zachowując taktowanie minutowe (nie sekundowe, co podnosi koszt połączeń) czy też wprowadzając zasadę, że dodatkowa opłata za połączenie (jak opisywane wyżej 0,59 zł) obowiązuje wszystkich, a nie tylko klientów nieposiadających abonamentu no limit.

Według Thun, przeciwko obniżkom byli ministrowie Polski, Portugalii i Finlandii. Jak się dowiadujemy od przedstawiciela Ministerstwa Cyfryzacji, osobnego głosowania nad tą kwestią nie było.

EKŁE jako cały zbiór przepisów dla sektora na kolejne lata (do 2025 r.), został przyjęty w ramach kompromisu, do którego dążyła Bułgaria (przewodniczy Radzie UE, wkrótce przekaże pałeczkę Austrii), a żadne z państw członkowskich nie chciało stanąć mu na drodze.

Wygląda też na to, że za EKŁE Bułgaria odpuściła uzgodnienie stanowiska Rady UE na temat rozporządzenia o poszanowaniu życia w sieci i uchylającego dyrektywę w tej sprawie (e-privacy). Odetchnąć mogą m.in. Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, PIIT, Startup Poland, BCC, Krajowa Izba Gospodarcza, Konfederacja Lewiatan oraz ZIPSEE, które alarmowały w ub. tygodniu, iż rozporządzenie może sprawić, że zmiany prowadzone przez przedsiębiorców w związku z RODO trafią do kosza.

Najpierw unijne regulacje, teraz jeszcze GetBack

Operatorzy telekomunikacyjni w Polsce nie zostali obłożeni nowymi daninami ani regulacjami przez krajowe władze. Za to przez przepisy przygotowywane na szczeblu unijnym, na które polski rząd ma ograniczony wpływ, notują spadki przychodów i zysków. Sztandarowym przykładem takiej regulacji jest obowiązująca od 15 czerwca 2017 r. zasada roam like at home, która do tej pory obniżyła zyski EBITDA czterech największych krajowych sieci o 0,53 mld zł. Warto przypomnieć, że RLAH, choć dotyczy tzw. roamingu międzynarodowego, nie dotyczy rozmów z Polski na numery zagraniczne w UE, o których piszemy obok.

Wyniki operatorów są istotne, ponieważ trzy z czterech sieci są notowane na giełdzie, a ich akcje może mieć w portfelu niejeden fundusz inwestycyjny czy osoba indywidualna. Wyceny akcji zależą od umiejętności firm do wypracowywania gotówki, która potem może zostać wypłacona w postaci dywidendy. Jednym z jej źródeł jest sprzedaż długów abonentów z tytułu niezapłaconych na czas rachunków. Jak wynika z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej", telekomy obawiają się, że problemy jednej z dużych firm obrotu wierzytelnościami – GetBacku – negatywnie przełożą się na wyceny ich portfeli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA