fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Paul Gauguin: Giełdowy makler został malarzem

Portret Władysława Ślewińskiego, olej, 1891 r.
©
Wielka wystawa w National Gallery opowiada o burzliwym życiu Paula Gauguina poprzez malowane przez niego portrety.

Korespondencja z Londynu

Wśród 55 dzieł, pochodzących z wielu galerii świata, kilkanaście to autoportrety, malowane w różnych okresach niesłychanie barwnej biografii. Wskazują, że musiał być egocentrykiem, utalentowanym i targanym wewnętrznymi sprzecz- nościami.

Na pierwszym autoportrecie z 1885 r. ma 37 lat. Niedawno podjął radykalną decyzję, że wobec krachu na giełdzie porzuca posadę maklera, zapewniającą mu dotąd wygodne życie, i poświęca całkowicie malarstwu. Na tym obrazie wygląda na człowieka pełnego nadziei, który mocno wierzy, że utrzyma się ze sztuki.

Mity i fakty

Nie jest sam, ma żonę Dunkę i pięcioro dzieci. Póki pracował w finansach, rodzina żyła bez trosk. Portret żony Mette, namalowany zaledwie rok wcześniej w impresjonistycznym stylu, przedstawia elegancką kobietę w wieczorowej sukni. Gdy Gauguin stracił posadę, szybko okazało się, że nie stać go na utrzymanie domu w Paryżu. Jego obrazy sprzedawały się kiepsko, gdy dziś biją rynkowe rekordy. W 2015 r. za jedno za tahitańskich dzieł zapłacono 290 mln euro!

Najpierw przeniósł się więc z rodziną do Rouen, potem żona z dziećmi wróciła do rodziców w Kopenhadze. I to był początek rozpadu ich małżeństwa. A on pojechał do Bretanii, gdzie dołączył do kolonii artystów i poszukiwał nowych tematów oraz własnego stylu.

Urzekło go tam surowe piękno krajobrazu, zetknął się po raz pierwszy z prostymi ludźmi, żyjącymi blisko natury. W Bretanii odnalazł własny styl oparty na uproszczeniu form, rezygnacji z perspektywy, płasko kładzionych plamach farby, obwiedzionych wyraźną linią.

Rozterki i niedostatek musiały go gnębić, skoro na obrazach z przełomu lat 80. i 90. wcielił się w cierpiącego Chrystusa w gaju oliwnym. Kilka wizerunków zdradza zaś skłonności mitotwórcze. Gauguin eksponuje na nich profil z orlim nosem, dając do zrozumienia, że w jego żyłach płynie krew Inków.

Przodkowie jego matki rzeczywiście pochodzili z Peru, ale byli raczej osadnikami hiszpańskimi. Na jego wyobraźnię silnie wpłynął pobyt w Peru w dzieciństwie. Po Wiośnie Ludów w 1848 r. Paul spędził kilka lat z matką i siostrą w Limie. Od tamtej pory po powrocie do Francji marzył o egzotycznych podróżach. Jego ostateczna decyzja o wyjeździe na wyspy Polinezji Francuskiej była więc ucieczką od europejskiej cywilizacji, ale też spełnieniem pragnień.

Uważał, że odnalazł tam raj, ale szczęście nie okazało się wieczne. W autoportrecie w formie rzeźbiarskiej tablicy z brązu „Oviri" (1895) wcielił się w tahitańską boginię żałoby. Dwa lata później opłakiwał śmierć 20-letniej córki i podjął nieudaną próbę samobójczą.

A na ostatnim autoportrecie z 1903 r., malowanym na Markizach, widać na twarzy zmęczenie i ślady choroby. Zmarł w wieku 54 lat.

We Francji Gauguin potrzebował uznania i kontaktów z innymi artystami. Londyńska wystawa przypomina, że w 1888 r. przyjął zaproszenie van Gogha.

Ucięte ucho

Pojechał do van Gogha do Arles, wytrzymali ze sobą trzy miesiące. Często podejmowali te same tematy, o czym świadczą portrety Madame Roulin i Arlezjanki (Madame Ginoux) Gauguina. Ale gdy pokłócili się na temat sztuki, van Gogh w przystępie szału obciął sobie ucho, a Gauguin wyjechał.

Niespodziewanie wśród portretów Gauguina odnajdujemy też akcent polski. To duży portret Władysława Ślewińskiego w jaskrawych kolorach, który dziś jest własnością National Museum of Western Art w Tokio.

Poznali się w Paryżu w 1888 r., ta przyjaźń okazała się trwała i zgodna. Gauguin dla Ślewińskiego był mistrzem i autorytetem przez całe życie. Pod jego wpływem po trzydziestce postanowił zostać malarzem. W obrazach polskiego twórcy znać wpływy sztuki Gauguina, lecz zarazem każdy z nich ma własny, oryginalny styl.

Nieletnie kochanki

Na Tahiti Gauguin dotarł w czerwcu 1891 r. Przybył do stolicy Papeete, ale życie w portowym mieście mu się nie spodobało. Przeniósł się więc w głąb wyspy i zamieszkał wśród tubylców. „Odtąd stary człowiek cywilizacji – odradzałem się, lub raczej powstawał we mnie do życia inny człowiek, czysty i silny" – pisał.

Malował, rzeźbił i korzystał z uroków życia, wchodząc w bliskie relacje z młodymi dziewczętami, 13-, 14-letnimi, co dzisiaj kojarzy się fatalnie, ale w kolonialnych czasach nikt nie protestował. Sam Gauguin oceniał, że na Tahiti wolność seksualna łączy się z naturalną niewinnością i nie miał moralnych rozterek.

Jego wizerunki zmysłowych, egzotycznych piękności nabrały jeszcze bardziej intensywnych barw. Tylko portret „Tehamana ma wielu rodziców" podpisał imieniem dziewczyny, z która spędził kilkanaście miesięcy. Miał 43 lata, ona 13. Została jego „tahitańską żoną", a raczej kochanką i modelką. Nie brak przypuszczeń, że pojawia się również w innych portretach.

Czy jednak Tehamana z obrazu Gauguina to na pewno postać realna czy fantazja artysty? Może jest mitem, bo cóż oznacza tajemniczy tytuł oraz symbole i postacie w tle zaczerpnięte z polinezyjskiej kultury? Gauguina interesowała zewnętrzna i duchowa strona świata. Był otwarty na różne kultury i potrafił docenić wartość starych cywilizacji, nie tylko europejskich.

Wystawa czynna do 26 stycznia 2020 r.a

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA