fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Bioniczna trzustka to polski skarb

Dzięki zaawansowanej bioinżynierii wykorzystującej komórki macierzyste powstanie narząd produkujący insulinę i glukagon
AdobeStock
Reakcja naukowców z całego świata i zagranicznej prasy branżowej na wieść o naszym sukcesie przerosła moje najśmielsze oczekiwania – mówi doktor Michał Wszoła, pomysłodawca i współautor projektu Bionicznej Trzustki.
W połowie marca br. całą Polskę obiegła wiadomość, że zespół Fundacji Badań i Rozwoju Nauki wraz z konsorcjum BIONIC wydrukował pierwszą na świecie bioniczną trzustkę. Wówczas był to narząd jeszcze niezdatny do przeszczepu u ludzi. Na jakim etapie badań jesteście teraz?
Przede wszystkim dopracowaliśmy układ naczyniowy, który znajduje się wewnątrz samego narządu, ale także wymyśliliśmy i „wyprodukowaliśmy" naczynia zewnętrzne, czyli te, które wychodzą od trzustki i są przyszywane do narządów u pacjenta.
Jest to pierwsza taka technologia na świecie. Ostatnio miałem możliwość rozmawiać z Gaborem Forgacsem, założycielem Organovo, największej firmy na świecie zajmującej się biodrukiem 3D. Powiedział mi, że oni nie mają takiej technologii. Brak możliwości tworzenia naczyń zewnętrznych jest ich największą bolączką. Każdy chirurg naczyniowy zadaje im pytanie: na ile ich naczynia są wytrzymałe? Niestety nie są, ponieważ nie wytrzymują ciśnień, jakie są w organizmie człowieka, oni tego nie potrafią zrobić. My przez ostatnie trzy miesiące zupełnie od zera stworzyliśmy taką technologię. To rozwiązanie oczywiście wymaga dalszych prac, ale jesteśmy przekonani, że idziemy w dobrym kierunku.
Dodatkowo bardzo duży nacisk położyliśmy na rozwój naszego bioreaktora, czyli miejsca, w którym bioniczna trzustka musi dojrzeć. Pamiętajmy, że nasz organ po wydrukowaniu nie nadaje się jeszcze bezpośrednio do wszczepienia. Musi w nim dojrzeć układ naczyniowy. Komórki śródbłonka, które znajdują się od wewnętrznej strony naczyń, muszą się ze sobą połączyć, zacząć wytwarzać warstwę ochronną, żeby krew mogła spokojnie płynąć. Dopracowaliśmy nie tylko samo funkcjonowanie tego bioreaktora, ale także płyn perfuzyjny, który znajduje się wewnątrz bioreaktora, przepływa przez trzustkę i zaopatruje ją w tlen i różnego rodzaju substancje odżywcze.
Każdy dzień przynosi zatem dużą zmianę?
Tak, oczywiście. Na przykład dzisiaj wydrukowaliśmy pełny całościowy model już z poprawionym, nowo zaprojektowanym zewnętrznym układem naczyniowym z zastosowaniem nowego płynu perfuzyjnego, który dopracowaliśmy. Z pierwszych wyników wiemy, że trzustka bardzo dobrze produkuje insulinę w odpowiedzi na glukozę – czyli jej główna funkcja jest zachowana. Będziemy teraz badać skuteczność i jak to będzie się rozwijało. Zrobiliśmy zatem znaczący krok w kierunku aplikacji klinicznej, czyli zastosowania całego produktu w pracach kliniki.
Gdybyśmy mieli to ująć procentowo, to na jakim etapie pracy nad stworzeniem w pełni gotowej do przeszczepu u człowieka bionicznej trzustki teraz jesteście?
W mojej ocenie zrealizowaliśmy 70 proc. pracy. Muszę jednak zaznaczyć, że czym bliżej końca, tym stopień trudności znacznie nam się zwiększa. Ta końcówka jest największym wyzwaniem, ponieważ musimy dopracowywać dziesiątki elementów układanki i wyeliminować wszelkie drobne błędy związane z samym drukiem i z całą technologią. Najważniejsze jednak, że rzeczywiście mamy unikalną na skalę światową technologię produkcji biotuszy zarówno do tworzenia całego narządu, jak i do druku układu naczyniowego. To wielki postęp.
Jak wasze dotychczasowe osiągnięcia oceniają specjaliści i naukowcy z całego świata?
Widzimy ogromne zainteresowanie naszymi pracami. Wskazują na to szczególnie zgłoszenia młodych naukowców z całego świata, którzy chcą wziąć udział w naszym projekcie. Pracuje z nami młody naukowiec z Wiednia, dzisiaj dołączył do nas kolega z Londynu, a od miesiąca o przyjęcie do zespołu zabiega biotechnolog pracujący na Uniwersytecie Harvarda, który chce do nas przyjechać na dwa lata do pracy, żeby się od nas uczyć, ale też wspomóc rozwój naszego projektu. Tak samo jesteśmy doceniani przez już dojrzałych naukowców. W przyszłym tygodniu w Nowym Jorku jest organizowany kongres o drukowaniu bionicznych narządów z nastawieniem na biodrukowanie bionicznej trzustki. Organizatorem spotkania jest Juvenile Diabetes Research Fundation (JDRF), największa na świecie fundacja zajmująca się finansowaniem badań nad cukrzycą. Jak cenione są nasze osiągnięcia, świadczy fakt, że organizacja tego wydarzenia była uzależniona od tego, czy ja przyjadę. To niezwykłe, że światowej sławy naukowcy i profesorowie, na których pracach ja się uczyłem biodruku, teraz czekają na mój przyjazd. To dla mnie i dla zespołu Fundacji wielki zaszczyt.
Jaka była reakcja mediów światowych na wasz komunikat, że wydrukowaliście pierwszą na świecie bioniczną trzustkę?
Kongres w Nowym Jorku jest właśnie efektem zainteresowania, z jakim światowe media przyjęły nasze osiągnięcia. Reakcja światowej prasy przerosła nasze oczekiwania. Szczególnie amerykańskie portale branżowe zajmujące się postępami w leczeniu cukrzycy zgłaszały prośby o wywiady z nami.
Pod względem naukowym i koncepcyjnym macie same sukcesy. Wszystko wskazuje, że prace idą w bardzo dobrym kierunku. Czy jest coś, co może przeszkodzić w doprowadzeniu do zaplanowanego celu?
Trzeba sobie zdawać sprawę, że projekt, który prowadzi nasza Fundacja i konsorcjum Bionic, kończy się na fazie badań przedklinicznych. Oznacza to, że z tym projektem nie wejdziemy do kliniki, ponieważ nie mamy na to zaplanowanych środków. Bez wsparcia projekt będzie trwał tylko do końca tego roku. Niestety, pieniądze powoli się wyczerpują. Potrzebujemy przeniesienia w zupełnie inną przestrzeń, z fazy stricte naukowej w fazę rozwoju technologii. To oznacza duży przeskok, który musi być sfinansowany z różnych źródeł. To projekt naukowy, wymagający konieczności zdobycia nowego grantu, który pozwoli na kontynuację tego niezwykle ważnego procesu, którego osiągnięcia z jednej strony będą służyły medycynie i ludziom, ale też pokazują światu osiągnięcia polskiej nauki.
Z technicznej strony jedną z kluczowych kwestii jest konieczność znalezienia dedykowanego dla tego projektu laboratorium, w którym będziemy mogli produkować nasze unikalne biotusze. Muszą to być laboratoria o specjalnej klasie czystości, aby wydrukowany w nich narząd był bezpieczny przy wprowadzaniu do ludzkiego ciała. Mówimy zatem o poważnych inwestycjach, które doprowadzą do tego, że produkowany narząd będzie stabilnie funkcjonował. Jest tu również interesujący obszar dla biznesu, przy świadomości, że z punktu widzenia biznesowego jest to wczesny etap i wymaga inwestycji długoterminowych. Potrzebujemy takich działań, które ustabilizują dobre funkcjonowanie Fundacji działającej na bardzo innowacyjnym polu, żeby mogła bezpiecznie kontynuować prace, a nie martwić się o najbliższe dwa–trzy lata.
Kto może wam zatem pomóc?
Na pewno będziemy rozmawiali z Narodowym Centrum Badań Rozwoju, żeby zdobyć kolejny grant. Będziemy też występować o granty europejskie. Przygotowujemy granty z programu Horyzont 2020. Ale najważniejsze jest wsparcie instytucjonalne, ponieważ my naprawdę tworzymy coś unikalnego na skalę światową i to jest nasze dobro narodowe, które możemy wyeksportować. Poza dumą, że jesteśmy w stanie stworzyć coś tak nowoczesnego i rewolucjonizującego medycynę, należy podkreślić z całą mocą, że za tym projektem mogą przyjść naprawdę konkretne korzyści dla polskiej gospodarki.
Macie wiedzę, fenomenalny zespół, konkretne sukcesy i niebywałą wizję, która zapiera dech w piersiach naukowcom z całego świata. Ale w jakich warunkach pracujecie? Wydaje mi się, że waszą największą bolączką są sprawy infrastrukturalne, czyli owe laboratoria, o których pan profesor wspominał.
Mówiąc o nowej siedzibie Fundacji Badań i Rozwoju Nauki, nie myślimy o tym, żebyśmy mieli biura i ciepłe fotele dla zarządu. My potrzebujemy miejsca, gdzie będą właśnie te czyste laboratoria. W chwili obecnej działamy w oparciu o wszystko, co wynajmujemy, i pod względem naukowym na tym etapie nam jeszcze to wystarcza, ale kolejne etapy projektu naprawdę będą wymagały laboratorium z odpowiednią klasą czystości, gdzie będziemy mieć część produkcyjną zajmującą się produkcją biotuszy i część laboratoryjno-badawczą, w której zajmiemy się tworzeniem czystego, gotowego materiału do przeszczepienia u pacjenta.
Czy istnieje zatem takie miejsce lub obiekt, który spełniałby wasze oczekiwania?
Panie redaktorze, czyta mi pan w myślach. Rzeczywiście jest takie miejsce, które spełniałoby nasze oczekiwania – w Kajetanach pod Warszawą jest wspaniały obiekt, wybudowany i przystosowany do tworzenia dokładnie tego, o czym mówimy, czyli zarówno części produkcyjnej, jak i części laboratoryjnej, podzielonej na laboratoria badawcze, jak i laboratoria czyste do wytwarzania już gotowego produktu. Stoją teraz niewykorzystane. Wydaje się, że ten obiekt to idealne miejsce na rozwój naszego projektu.
Co się stanie z waszymi badaniami, z waszymi wspaniałymi osiągnięciami, jeżeli do końca roku nie rozwiążecie problemu finansowania Fundacji i nie znajdziecie jej nowej siedziby?
Stanie się to co z dużą liczbą projektów naukowych w Polsce. Najpierw zachwyt w mediach, potem gratulacje dla zespołu, a na końcu zapaść w wyniku braku rozwiązań systemowych i wspierania rozwoju odkryć naukowych. A przecież już zbudowanie tak wspaniałego zespołu badawczego jest gigantycznym osiągnięciem, problem tylko w tym, że jeżeli nie będzie perspektyw, to zacznie się on rozpadać. Ludzie się rozejdą, a setki tysięcy ludzi stracą nadzieję na powrót do zdrowia. Ostatecznie jedynym rozwiązaniem, jakie pozostanie, będzie sprzedaż całej technologii za granicę, co będzie oznaczać taki sam los jak innych naszych polskich projektów: wymyślamy coś wspaniałego, z czego może być dumny cały naród, a następnie jest to wykupywane i wprowadzane na Zachodzie. W końcu wraca to do nas jako produkt, który musimy kupić za znacznie większe pieniądze.
Przerażająca perspektywa. Mam nadzieję, że w roku wyborczym ktoś z decydentów w naszym kraju uświadomi sobie, że genialna koncepcja drukowania bionicznej trzustki dr. Michała Wszoły jest skarbem narodowym, a nie jedynie sezonową nowinką medialną. Trzymamy za was kciuki.
Dziękuję.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA