fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

CETA uratowana. Belgia zgodziła się na podpisanie umowy o wolnym handlu z Kanadą

Flickr
Belgia wreszcie zgodziła się na podpisanie umowy o wolnym handlu z Kanadą. Ostatnia przeszkoda ze strony Unii Europejskiej została więc usunięta.

W piątek, po kilku dniach wyczerpujących belgijsko-belgijskich negocjacji, zostało osiągnięte porozumienie o poparciu dla CETA. Blokowały je trzy z sześciu parlamentów regionalnych Belgii: Walonii, Brukseli, społeczności francuskojęzycznej i niemieckojęzycznej.

Po południu zebrali się ambasadorowie 28 państw UE, żeby przeanalizować dołączoną do CETA belgijską deklarację i przygotować procedurę wydania zgody przez ministrów 28 państw.

Jeszcze w piątek ma nastąpić zakończenia wszystkich formalnych procedur. Zbiorą się parlamenty regionalne Belgii, żeby wydać zgodę na CETA, a ministrowie złożą podpisy. W sobotę przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zadzwoni do premiera Kanady Justina Trudeau, żeby uzgodnić termin podpisania umowy przez UE i Kanadę. Szczyt zaplanowany na 27 października, wobec opóźnienia w negocjacjach, został odwołany.

Głos sprzeciwu

Opór wobec CETA zgłosił na kilka dni przed planowanym podpisaniem umowy parlament Walonii i to za nim poszedł region Brukseli oraz władze mniejszości niemieckojęzycznej. W skomplikowanej federalnej strukturze państwa belgijskiego rząd musi uzyskać zgodę wszystkich regionów i wspólnot językowych na zaakceptowanie międzynarodowej umowy handlowej.

Walonia zgłosiła zastrzeżenia znane od dawna i wyjaśniane wielokrotnie przez Komisję Europejską. Uważała, że CETA może przynieść obniżenie norm środowiskowych w UE, otworzyć rynek dla żywności genetycznie modyfikowanej, wreszcie krytykowała system arbitrażu pozwalający zagranicznym inwestorom skarżyć się w międzynarodowym sądzie prywatnym na niekorzystne dla siebie decyzje rządu.

Według obrońców tej klauzuli, stosowanej w większości obowiązujących na świecie umów handlowych, jest to konieczne do zapewnienia stabilności działania inwestora zagranicznego, który nie wie, jak funkcjonują sądy krajowe i trudno mu się do nich odwoływać. Krytycy wskazywali, że taki arbitraż może ograniczać suwerenność państwa w stanowieniu prawa. I nie jest potrzebny w przypadku krajów rozwiniętych, gdzie sądownictwo jest niezależne i skuteczne. Zasady arbitrażu nieco zmieniono, ale najbardziej radykalnych krytyków to nie zadowoliło i ich argumenty przyjął Paul Magnette, minister-prezydent Walonii.

Kompromis

Ostatecznie Walonia i jej regionalni sojusznicy wynegocjowali belgijską deklarację, która będzie dołączona do CETA, ale nie będzie miała tej samej mocy prawnej. Deklaracja potwierdza oczywistość, że w sprawie importu OGM nic się w wyniku CETA nie zmienia. Przewiduje możliwość wprowadzenia środków naprawczych, gdyby import produktów rolnych spożywczych doprowadził do znaczących zaburzeń na rynku belgijskim, ale szczegóły mechanizmu mają być jeszcze dopracowane.

Wreszcie przewiduje, że ostateczna zgoda Belgów na arbitraż jest uzależniona od opinii Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który ma orzec, czy taka klauzula jest zgodna z unijnym prawem.

CETA po podpisaniu przez UE i Kanadę musi jeszcze uzyskać pozytywną opinię Parlamentu Europejskiego. Nie jest jednak ona wiążąca, zresztą i tak wiadomo, że PE poprze CETA. Potem od razu wejdzie ona warunkowo w życie w części handlowej.

Natomiast reszta porozumienia, w tym część dotycząca inwestycji i kontrowersyjna klauzula o rozstrzyganiu sporów, musi poczekać na zakończenie procesu ratyfikacji w 28 państwach członkowskich. Krytycy CETA, w tym Belgia, będą więc mieli czas na zastanowienie się. Zobaczą, czy CETA jest szkodliwa dla ich gospodarek, a w sprawie arbitrażu będą mogli poczekać na opinię unijnego sądu.

Otwarcie rynków

Obroty między UE i Kanadą wynoszą 61,5 mld euro. CETA usunie 98 proc. istniejących ceł na towary, dopuści nawzajem firmy do przetargów publicznych, ułatwi fuzje i przejęcia oraz doprowadzi do otwarcia rynków usług finansowych.

To ostatnie jest rzadkością w umowach tego typu i np. w negocjacjach nad umową z USA (TTIP) UE przed takim otwarciem bardzo się broni.

CETA jest bardzo nowoczesnym porozumieniem i jest znacznie bardziej ambitna niż NAFTA, która obejmuje USA, Kanadę i Meksyk.

Po stronie europejskiej jest szczególnie korzystna dla producentów samochodów, leków czy serów, po stronie kanadyjskiej – producentów wieprzowiny, wołowiny, pszenicy, rzepaku i owsa.

Bruksela szacuje, że porozumienie zwiększy wzajemne obroty handlowe między dwoma obszarami o 23 proc. Ale Kanada jest dopiero 12. partnerem handlowym UE, więc CETA nie jest dla niej aż tak ważna jak negocjowana obecnie TTIP.

Ta umowa jest dobra dla Polski - Maciej Stańczuk, ekspert Pracowdawców RP

Rz: Jaki wpływ na polskie spółki będzie miała umowa CETA?

Maciej Stańczuk: Nie będzie on duży, gdyż nasza wymiana handlowa z Kanadą jest mała. Mamy jednak w tej wymianie nadwyżkę, którą wypracowaliśmy bez tej umowy. Zniesienie barier w handlu z Kanadą jest więc dla naszych spółek i gospodarki rzeczą korzystną. Takie jest również stanowisko naszego rządu i ja je podzielam. Wolny handel wzmacnia tych, którzy potrafią funkcjonować na rynku globalnym i mają konkurencyjną gospodarkę, a my jesteśmy konkurencyjni, czego najlepszym dowodem jest wspomniana nadwyżka handlowa z Kanadą.

Pojawiały się jednak obawy, że CETA zaszkodzi naszemu rolnictwu i szeroko otworzy polski rynek na kanadyjską żywność GMO...

Wielu ekspertów wskazywało, że nie ma tego typu zagrożeń, by umowa ta wywołała zalew żywności genetycznie modyfikowanej na naszym rynku. Umowa przewiduje przecież kwoty importowo-eksportowe. Zwiększa też bezpieczeństwo polskich podmiotów, wprowadzając sąd arbitrażowy, co jest lepszym rozwiązaniem niż dotychczasowe rozwiązania.

Czy sądzi pan, że podpisanie umowy o wolnym handlu z Kanadą ułatwi trudne negocjacje w sprawie TTIP, czyli strefy wolnego handlu i inwestycji między USA i Unią?

To są mimo wszystko dwie różne sprawy. Oczywiście, gdyby umowa CETA upadła z powodu uporu Walonii, belgijskiego regionu mającego minimalne relacje handlowe z Kanadą, to byłoby to dla UE ośmieszające. Dobrze się więc stało, że Unii udało się wypracować wspólne stanowisko. Jaki jednak będzie miało to wpływ na TTIP? Myślę, że mały, gdyż w kluczowych krajach UE nie ma konsensusu w sprawie umowy z USA. Trudno sobie wyobrazić, by przy obecnej negatywnej opinii Niemiec TTIP miała jakiekolwiek szanse.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA