fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Posłowie zajmują się GetBackiem

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Trwa posiedzenie Komisji Finansów Publicznych poświęcone sytuacji windykacyjnego GetBacku. Zaplanowane jest wystąpienie przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego i przedstawiciela Ministra Finansów.

Na początku posiedzenia Paulina Hening-Kloska, posłanka Nowoczesnej, referuje sytuację będącego w postępowaniu układowym GetBacku. Argumentuje, że konieczne jest zajęcie się sprawą tej firmy, bo to spółka działająca na rynku regulowanym i jej problemy dotyczą kilku tysięcy inwestorów indywidualnych. - KNF akceptując kolejne prospekty emisyjne akcji i obligacji GetBacku, był badany przez firmę audytorską, nikt nie wskazywał na ryzyko działalności. Uwiarygadniał firmę także fakt, że w sprzedaży instrumentów spółki zaangażowane były podmioty nadzorowane przez KNF. Skonsolidowane sprawozdanie finansowe, niezatwierdzone jeszcze przez audytora, wskazuje, że obligatariusze mogą mieć problemy z odzyskaniem swoich pieniędzy – mówi Hening-Kloska.

Posłanka Nowoczesnej przypomina, że w ostatnich kilku miesiącach spółka szybko zwiększyła skalę działalności, kupowała nowe portfele wierzytelności posiłkując się emisją obligacji. – Pytanie więc o odpowiedzialność. Czy państwo polskie zrobiło wszystko aby uchronić obywateli przed tą sytuacją. Spółka była notowana na GPW, KNF zatwierdziła dwa jej prospekty emisyjne. Dużą wątpliwość budzi fakt, że oferta publiczna obligacji była warta tylko 300 mln zł a prywatna, która kierowana powinna być do profesjonalnych i znających się na tego typu instrumentach inwestorów, aż 2,3 mld zł. Spółka musiała wywiązywać się z obowiązków informacyjnych. Pytanie czy KNF faktycznie nie wiedział co przez ostatnie 12 miesięcy działo się w firmie – twierdzi Hening-Kloska.

Przypomina, że obligacje windykatora, według relacji inwestorów, sprzedawane były jako bezpieczne instrumenty będące alternatywą wobec lokat. - Pytanie czy KNF wywiązała się z obowiązku wprowadzenia dyrektywy MIFID2, która wymaga przedstawienia klientom szczegółowych informacji o instrumentach finansowych, przeprowadzenia ankiety o skłonności do ryzyka i oczekiwanej stopy zwrotu, podania informacji o prowizjach jakie osiąga z ich sprzedaży pośrednik. Spore wątpliwości budzi także fakt, że dyspozycja przelewu środków z rachunku bankowego prowadzonego w jendym z banków była dokonywana na miesiąc przed tym jak dostawali warunki emisji obligacji. Tzn. zakup nastąpił 15 marca 2017 r., a szczegółowe warunki otrzymała dopiero 14 kwietnia. To niedopuszczalna sytuacja – mówi Hening-Kloska.

Izabela Leszczyna, posłanka PO, kontynuuje argumentuję złożenia wniosku. – Wniosek o przyśpieszone postępowanie układowego GetBacku został złożony tylko nieco ponad rok po tym jak KNF zatwierdziła prospekt emisyjny GetBacku dotyczący obligacji a kwartał później dotyczący akcji. W lutym GetBack otrzymał nagrodę GPW za optymalne wykorzystanie możliwości rynku kapitałowego. A powinna ta nagroda nazywać się „za optymalne wykorzystanie znajomości z władzą” – mówi Leszczyna twierdząc, że KNF bardzo szybko zatwierdziła oba prospekty spółki, której głównym akcjonariuszem jest podmiot (Abris – red.), który jest w sporze z państwem polskim na kwotę 2 mld zł i który nie wypełniał zobowiązań inwestorskich.

Zdaniem Leszczyny KNF lekceważyła informacje o szybkim rosnącym zadłużeniu spółki. - Od 1 kwietnia do daty prospektu firma wyemitowała obligacje za 440 mln zł, tymczasem limit jaki KNF jej wyznaczyła wynosił 300 mln zł. Dlaczego KNF zatwierdziła prospekt, bo z niego wprost wynika, że GetBack funkcjonuje wprost jak piramida finansowa. Spółka informowała, że „celem pozyskania środków z emisji jest spłata obecnych zobowiązań” – twierdzi posłanka PO. Jej zdaniem dziwne jest stwierdzenie, że KNF nie zareagowała w porę, bo „nie może ingerować w model biznesowy spółki”. – Przecież 80 proc. bieżącej działalności GetBack finansował z długu. Jak KNF szacował ryzyko skoro z dokumentów wynika, że firma płaciła za portfele wierzytelności dwa razy więcej niż średnio za rynku – pyta Leszczyna.

Posłanka PO informuje, że od grudnia 2017 r. KNF analizował dokumenty otrzymane od spółki i od audytora. - Pomimo informacji z raportu za III kwartał o ujemnych przepływach na działalności operacyjnej i inwestycyjnej na 760 mln zł, KNF nie zidentyfikował zagrożeń nieregulowania przez firmę zobowiązań obligacyjnych a cztery miesiące później spółka jest zagrożona upadłością. Brak działań KNF pozwolił się spółce zadłużać, z nowych emisji od końca grudnia do początku kwietnia pozyskała ponad 580 mln zł – dodaje.

- Poza tym, dlaczego KNF nie zastosowała się do porozumienia zawartego CBA i ABW z 2008 r., które mówią, że KNF przekazuje informacje tym instytucjom w zakresie przeciwdziałania zagrożeń na rynku finansowym. ABW w ogóle się nie zajmuje sprawą, a CBA robi to dopiero od 17 kwietnia – mówi Leszczyna.

Argumentuje, że kolejna sprawa wymagająca wyjaśnienia. - UKNF przeprowadza analizę w sprawie kupna przez firmę 7 sierpnia ponad 99 proc. akcji EGB Investments. Ze sprawozdania wynika, że spółkę wartą w zasadzie 0 zł, kupuje się za ponad 200 mln zł. GetBack kupił spółkę wydmuszkę, co trzeba nazwać wyprowadzeniem pieniędzy pod parasolem ochronnym nadzoru. Istnieją informacje wskazujące na powiązania sprzedającego ze SKOK oraz sprzedającego ze spółkami skarbu państwa – twierdzi.

Przypomina też sprawę listów byłego prezesa Konrada Kąkolewskiego, które w kwietniu słał do premiera i w których żądał pomocy dla GetBacku od PFR i państwowych banków oraz ich funduszy inwestycyjnych. – W liście były prezes przypominał zasługi GetBacku dla obozu związanego z PiS, głównie w zakresie sponsoringu imprez i wydarzeń związanych z tą partią oraz mediami ją wspierającymi. Wyjaśnienia wymaga to, co zrobił premier Morawiecki w reakcji na list, który nosi znamiona szantażu, czy poinformował służby. Dopiero 20 kwietnia KNF, która wiedziała od dawna o problemach GetBacku, składa zawiadomienie do prokuratury. I to w związku z komunikatem o negocjacjach z PKO BP i PFR. Później uzupełniono zawiadomienie do prokuratury o przepisy karne. Czyli pół roku zajęło to nadzorowi. Wydaje się, że powodów nie tylko do powołania komisji finansów, ale do powołania komisji śledczej, która wyjaśni działania instytucji państwowych, ich opieszałość, które naraziły akcjonariuszy i obligatariuszy, jest bezwzględnie konieczne – dodaje Leszczyna.

Głos zabiera Marcin Pachucki, zastępca przewodniczącego KNF, który wspólnie z pracownikami urzędu będzie odpowiadał na pytania posłów.

Odnosi się do roli KNF w sprawie GetBacku. – Musimy wyjaśnić jaka jest rola KNF w zakresie nadzorowania emitentów. To przede wszystkim dbanie o transparentność, o to aby wszystkie informacje niezbędne dla inwestorów były przekazywane. To główna rola KNF. Temu służy najpierw zatwierdzenie prospektu a później weryfikowanie czy emitent odpowiednio wypełnia obowiązki informacyjne. Jednak żaden przepis nie daje KNF podstawy do badania modelu biznesowego i sposobu działania spółki czy wydawania rekomendacji lub zakazów zadłużania się. To nie jest nasza rola – zaznacza przedstawiciel KNF.


Odnosi się także do zarzutów dotyczących zatwierdzania prospektu. - Padło zdanie, że KNF pośpieszyła się z zatwierdzeniem prospektu choć zwykle pada zarzut, że robimy to za długo. Prospekt obligacji został zatwierdzony w pięć miesięcy, zaś akcji – bo spółka była już znana KNF – dwa i pół miesiąca. Do obligacyjnego zgłosiliśmy 185 uwag w zakresie ryzyk głównie dotyczących prowadzenia biznesu, to zwiększyło wartość informacyjną prospektu dla obligatariuszy. Prospekt akcyjny został zatwierdzony w czerwcu 2017 r. Zgłosiliśmy ponad 130 uwag dzięki drobiazgowej analizie sprawozdań – mówi Pakucki przypominając, że audytor nie miał zastrzeżeń do raportów GetBacku za lata 2014, 2015 i 2016 oraz I kwartał 2017 r.

Jego zdaniem weryfikacja prospektu przez KNF była prawidłowa. - Wiadomo było dla czytających dokumenty i raporty GetBacku, że zadłużenie firmy rosło, bo i ona szybko się rozwijała kupując portfele wierzytelności. Co do ujemnych przepływów pieniężnych – to że takie były, wynikało z modelu finansowania spółki – najpierw wydawała pieniądze na wierzytelności finansując się na rynku emisją obligacji. Taki jest model działania windykatorów – najpierw się wydaje pieniądze jednorazowo na portfele, a później systematycznie następują spłaty. Taki jest jej model biznesowy i inwestorzy zdawali sobie z niego sprawę – przekonuje Pakucki.


Wcześniej padło wiele zarzutów wobec modelu zatwierdzania prospektu finansowego. – KNF działa na podstawie prawa i przepisy regulują jej możliwości. To że spółka ma duże zadłużenie, to nie może być podstawa do odmowy zatwierdzenia prospektu. Gdyby firma podała wszystkie informacje do publicznej wiadomości, a KNF odmówiła zatwierdzenia prospektu – naruszyłaby przepisy. Nie było podstawy w przypadku GetBacku do odmowy zatwierdzenia prospektu. Można by uznać hipotetycznie że taki fakt miałby miejsce, gdyby emitent zawarłby fałszywe informacje w prospekcie lub nie ujawniłby wszystkich informacji niezbędnych dla podjęcia odpowiedniej decyzji. To też automatycznie oznaczałoby konieczność złożenia wniosku do prokuratury o podejrzenie popełnienie przestępstwa – dodaje zastępca szefa KNF.


Dodaje, że agencje ratingowe wydawały ratingi dla GetBacku w na poziomie BB, czyli informujących, że spółka jest zdolna do obsługi swoich zobowiązań. - Agencje te zaczęły zmieniać swoje oceny dopiero w kwietniu tego roku po informacjach w prasie o tym, że nie jest w stanie spłacać kuponów od obligacji ani kapitału. KNF niestandardowo podeszła do sprawy publikując w maju komunikat. Wskazujemy w nim, że z ustaleń nadzorczych wynika, że firma mogła fałszować sprawozdania finansowe (dotyczy żonglowania portfelami wierzytelności by wykazać zysk z ich sprzedaży i uniknąć odpisów ich wartości – red.). Te informacje pozyskaliśmy dopiero kilka dni przed publikacją komunikatu, od razu skierowaliśmy je także do prokuratury – mówi Pakucki wskazując rolę KNF w nadzorowaniu GetBacku.

Na jakim etapie jest śledztwo w Prokuraturze? Odpowiada Michał Ostrowski, dyrektor departamentu przestępczości gospodarczej Prokuratury Krajowej. - Prokuratura prowadzi intensywne, wielopłaszczyznowe śledztwo w tej sprawie. Zawiadomienie o przestępstwie trafiło do Prokuratury 23 kwietnia na wniosek KNF, datowane było na 20 kwietnia. Już 24 kwietnia Prokuratura Regionalna w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie podawania nieprawdy w raporcie bieżącym przez GetBack. Prokuratura Regionalna jest najwyższym szczeblem prokuratury w zakresie śledztw gospodarczych. Postępowanie powierzono do prowadzenia w całości CBA. Prokurator krajowy zdecydował 27 kwietnia o objęciu tego śledztwa zwierzchnim nadzorem przez departament, którym kieruje. Powołano wtedy specjalny zespół śledczy składający się z czterech prokuratorów, dwóch agentów CBA i dwóch asystentów prokuratora – mówi Ostrowski.


- Zakres przedmiotowy tego postępowania nie ogranicza się tylko do przestępstw wskazanych 20 kwietnia. Kolejne zawiadomienia KNF i czynności podejmowane z urzędu przez prokuratorów i funkcjonariuszy CBA pozwoliły na wyodrębnienie kolejnych wątków postępowania i wyjaśnianie z urzędu kolejnych potencjalnych nieprawidłowości w działaniu GetBacku. Śledztwo trwa zaledwie 1,5 miesiąca, wykonano szereg czynności, przesłuchaliśmy kilkadziesiąt świadków, zabezpieczyliśmy dokumenty. Z uwagi na tajemnicę śledztwa nie mogę mówić o szczegółach postępowania, ale zapewniam, że czynności te są podejmowane na najwyższym poziomie i intensywnością. Czynności śledcze wykonywane są codziennie. Decyzja prokuratora krajowego o objęciu go zwierzchnim nadzorem służbowym ma na celu zapewnienie prawidłowości i najwyżej jakości czynności śledczych. Z Prokuraturą Krajową na bieżąco konsultowane są kierunki postepowania. Śledztwo ma charakter rozwojowy, współpracujemy z CBA i KNF – informuje przedstawiciel Prokuratury Krajowej.

Pada sporo pytań od posłów opozycji o powiązania polityczne i wspieranie inicjatyw środowisk prawicowych przez GetBack oraz o to czy odbywały się naciski w tej sprawie na premiera Mateusza Morawieckiego przez jego ojca Kornela Morawieciego. Joanna Mucha, posłanka PO, pyta o stanowisko KNF w sprawie planu restrukturyzacji długu GetBacku, który zakłada płatność 65 proc. wartości nominalnej obligacji windykatora (bez odsetek) przez siedem lat (pozostała część ma być zamieniona na akcje) w kontekście Abrisu, jednego z głównych akcjonariuszy GetBacku, który z IPO tej firmy pozyskał 370 mln zł i teraz nie planuje jej dokapitalizowania (obciążając kosztami niewypłacalności obligatariuszy).

- Sugeruję, aby PO i Nowoczesna nie szyły z tej sprawy afery politycznej, bo wnioski płynące ze postępowania mogą wam się bardzo nie spodobać. To przecież banki sprzedawały, a nie SKOK-i, portfele wierzytelności do GetBacku, osoby związane bardziej z PO niż z PiS były związane z tą firmą. Rola banków i audytora w tej sprawie jest moim zdaniem nie do końca ustalona – mówi Janusz Szewczak, poseł PiS, zastępca przewodniczącego Komisji Finansów Publicznych.

Na pytania posłów odpowiada Marcin Pakucki, zastępca przewodniczącego KNF. Czy nadzór wiedział o zmianach w kodeksie cywilnym, które niebawem wejdą w życie (skrócenie okresu przedawnienia długów i obowiązek zbadania przedawnienia przez sąd) oraz jaki wpływ ma ta zmiana na aktywa windykatorów. - Choć nie byliśmy w procesie legislacyjnym, analizowaliśmy tę sprawę. Na nasz wniosek wzmianka o tej zmianie znalazła się w prospekcie emisyjnym GetBacku. Przepytaliśmy innych windykatorów czy identyfikują istotne zmiany z tego powodu – ich zdaniem nie było to istotne ryzyko, bo podjęły wcześniej odpowiednie działania np. zwiększając liczbę pozwów kierowanych do sądów – wyjaśnia Pakucki.


Odnosi się także do zarzutu, że KNF bada tylko transparentność spółek. – Nasz nadzór wobec emitentów jest zgodnie z przepisami prawa mocno okrojony, nie możemy kontrolować i np. wejść do firmy. Szerzej natomiast nadzorowane są choćby banki czy inne instytucje finansowe – dodaje.


Odpowiada też na pytanie o proponowaną restrukturyzację długu GetBacku. - Podmiot zaciągający dług powinien spłacać swoje zobowiązania. Abstrahując od tego do jakich naruszeń mogło dojść w GetBacku, to sąd będzie zatwierdzał układ z wierzycielami po zapoznaniu się z danymi firmy. Alternatywa to upadłość spółki i pytanie ile wtedy obligatariuszom udałoby się odzyskać – mówi Pakucki.


W sprawie EGB Investment i jego wysokiej wyceny. – Opierała się na zdyskontowanych, zakładanych przyszłych przepływach pieniężnych. To trudna analiza, te założenia mogą być nietrafne. W kontekście obecnych wydarzeń i odpisu należy się zastanowić czy w tym przypadku tak było, to trudny element do weryfikacji, bo zakłada się jakie w przyszłości będą przepływy, a warunki gospodarcze przecież się zmieniają – dodaje Pakucki.

Patrowicz o GetBacku

Mariusz Patrowicz, reprezentujący Stowarzyszenie Inwestorów Giełdowych, zabrał podczas sejmowej Komisji Finansów Publicznych głos w sprawie windykatora. Znany inwestor uderza w KNF.

- Stowarzyszenie Inwestorów Giełdowych nie ma wątpliwości, że winny afery GetBacku, bo tak ją już możemy nazwać, jest KNF lub podmioty przez nią nadzorowane. To KNF „stworzyła” GetBack poprzez licencję funduszu sekurytyzacyjnego i przez nią nadzorowało GetBack. W przypadku tylko podmiotu notowanego na GPW możliwości nadzoru są mniejsze. KNF robi to niezwykle mądrze, jak zawsze, więc ze strachem słucham propozycji, aby po takich wpadkach jak GetBack zwiększać uprawnienia KNF. Każdy podmiot taki jak GPW, banki, audytorzy, nadzoruje KNF – przekonuje Patrowicz.

Jego zdaniem na GPW i w KNF stworzyła się grupa osób pracująca od kilkunastu lat niezależna od przewodniczącego KNF i prezesa GPW. Zadaje pytanie na jakiej podstawie KNF zdecydował się na zawieszenia obrotu akcjami i obligacjami GetBacku. – Czy to nie schizofrenia nadzoru, który twierdzi, że nie analizuje prospektów pod kątem merytorycznym, a z drugiej strony zawiesza notowania spółki? Na rynkach dojrzałych – w USA i Europie Zachodniej – takie rzeczy się nie zdarzają. To kara, która dotyka nie spółkę, ale przede wszystkim jej akcjonariuszy – mówi znany inwestor giełdowy.

- Czemu GPW szybko zatwierdziła GetBackowi prospekty emisyjne, zaś niektórzy emitenci czekają na zatwierdzenie po kilka miesięcy.  Czemu KNF nie dba, aby w GPW, w podmiocie nadzorowanym, o przejrzyste zasady dopuszczania spółek do obrotu? Czy KNF znane są takie zasady? Czy KNF widzi, że niektóre spółki są uprzywilejowane przez GPW i KDPW co do szybkości zatwierdzania wniosków? – pytał Patrowicz.

Zadał też pytanie czy KNF rozważą zmianę przepisów, aby karać nie spółkę, tak jak teraz, ale osób zarządzających, odpowiedzialnych za sytuację spółki. – To one powinny ponieść karę. Potrzebna jest zmiana na odpowiedzialność osób, a nie spółek, a więc pośrednio także jej obligatariuszy i akcjonariuszy. Prosimy o przejrzyste traktowanie rynku – zaapelował płocki inwestor.

 

Do tych słów odniósł się Marcin Pachucki, zastępca przewodniczącego KNF. – Zawiesiliśmy notowania, bo skoro naszym obowiązkiem jest dbanie o transparentność, a nie jest znana pewna sytuacja finansowa GetBacku, musieliśmy zawiesić notowania, aby nie dochodziło do wykorzystywania informacji poufnych – mówi Pachucki.

- Możemy karać zarówno emitentów jak i osoby odpowiadające za naruszenia. Skład zarządu i rady nadzorczej to pochodna akcjonariatu, to akcjonariusze wybierają władze, co więcej spółka i walne zgromadzenie mają prawo dochodzenia na drodze cywilnej odszkodowania. Gdybyśmy karali tylko osoby fizyczne w zarządach emitentów, mielibyśmy wysyp „słupów” – twierdzi przedstawiciel KNF.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA