Ulicami polskich miast przeszły wczoraj manify. W Warszawie panie zebrały się pod hasłem „Wszystkie jesteśmy u siebie". Pojawił się nawet transparent „Stop polonizacji kobiet". Kobiety mają prawo nie czuć się w Polsce jak u siebie?
Paulina Bednarz-Łuczewska: Oczywiście, wiele kobiet może czuć się tu nie u siebie. Ja też często tak się czuję w Polsce. Jednak gdybym się spotkała z paniami z manify, to okazałoby się, że stoją za tym inne przyczyny niż w ich przypadku. Po prostu płeć nie jest najlepszym wyznacznikiem interesu, o wiele większe znaczenie ma tutaj wiek czy klasa społeczna, a nawet to, z jakiej rodziny się pochodzi. Ponadto nie widzę powodów, dla których to szczególnie kobiety miałyby się czuć tu nie u siebie. A co z mężczyznami?
Kobiety nie mają wspólnych interesów?
Oczywiście feministki z manify uważają, że kobiety jak najbardziej mają wspólne interesy. Chodzi o stosunek do państwa czy w ogóle systemu ekonomicznego. Jednak feministki tę tezę stawiają w ramach dyskursu władzy. One walczą o pozycję kobiet. Różne są mierniki tej pozycji: różnica w płacach czy liczba kobiet na jakichś stanowiskach. Mnie te mierniki nie do końca interesują.
Dlaczego?