Do głosowania było uprawnionych ok. 3,1 mln z ponad 5 mln mieszkańców Alberty, przy czym we wcześniejszym terminie oraz korespondencyjnie głosowało ponad 1,3 mln osób – podało Elections Alberta, biuro wyborcze prowincji. Przed referendum Elections Alberta oceniało, że frekwencja może wynieść nawet 80 do 85 proc. W ostatnich wyborach do parlamentu Alberty w 2023 r. frekwencja wyniosła 60,5 proc.
Ponad 1400 lokali wyborczych miało działać w godz. 9-20 czasu lokalnego, ale ok. 100 z nich było czynnych dłużej, co najmniej do godz. 22 czasu lokalnego (godz. 6 rano w Polsce), ze względu na opóźnienia przy ich otwieraniu. Media donosiły o kolejkach i o niewystarczającej liczbie kart do głosowania w niektórych lokalizacjach.
Zgodnie z prawem pierwsze wyniki zaczęto publikować dopiero po zamknięciu wszystkich lokali wyborczych.
Czytaj więcej
Mieszkańcy kanadyjskiej Alberty zdecydują, czy rozpocząć procedurę prowadzącą do referendum w sprawie odłączenia prowincji od Kanady. Głosowanie od...
10 ważnych pytań do mieszkańców Alberty
W poniedziałkowym referendum wyborcy odpowiadali na 10 pytań, z których jedno dotyczyło ewentualnej secesji Alberty. Na karcie z tym ostatnim pytaniem mieszkańcy prowincji mieli do wyboru dwie opcje: „Alberta powinna pozostać prowincją Kanady oraz „Rząd rząd Alberty powinien rozpocząć prawny proces wymagany przez kanadyjską konstytucję, by zorganizować referendum w prowincji, czy Alberta powinna czy też nie oddzielić się od Kanady”. Elections Alberta zapowiedziało, że najpierw będą liczone głosy oddane właśnie na to pytanie.
Do głosowania za pozostaniem w Kanadzie przekonywały kampanie społeczne, takie jak Forever Canadian, ruch społeczny zainicjowany w ub.r. przez byłego wicepremiera Alberty, urodzonego w Polsce Thomasa Lukaszuka.
Dziewięć pozostałych pytań dotyczyło m.in. większej kontroli rządu prowincji nad imigracją i ograniczenia niektórych świadczeń dla imigrantów. Były też pytania dotyczące ewentualnych zmian w konstytucji. Te muszą być jednak wniesione pod warunkiem, że zgodzą się na to: Izba Gmin, Senat oraz co najmniej siedem prowincji reprezentujących co najmniej 50 proc. ludności kraju. Głosy oddane w odpowiedzi na tych dziewięć pytań będą liczone w dalszej kolejności, po przeliczeniu głosów w sprawie secesji prowincji.
Czytaj więcej
Separatyści z Alberty poinformowali, że zebrali wystarczającą ilość podpisów, aby spróbować doprowadzić do referendum w sprawie odłączenia prowincj...
Separatyści z Alberty wspierani przez republikanów z USA i Rosję
Znajdująca się w zachodniej części Kanady Alberta, ze stolicą w Edmonton, jest najbogatszą prowincją Kanady, a głównym źródłem jej zamożności jest ropa naftowa. Ruch separatystyczny w ostatnich latach rozwinął tam działalność jako inicjatywa Alberta Prosperity Project (APP). Jest otwarcie wspierany przez polityków z amerykańskiej Partii Republikańskiej. Przedstawiciele APP prowadzili w Waszyngtonie rozmowy na temat m.in. warunków dołączenia Alberty do USA jako 51. stanu. Narrację separatystów wspiera też Rosja, dążąca do destabilizacji Kanady.
W poniedziałek na stronie internetowej magazynu „The Walrus” ukazał się artykuł amerykańskiej analityczki wojskowej Brynn Tannehill, opisujący możliwe scenariusze sytuacji, w której prezydent USA Donald Trump mógłby twierdzić, że referendum sfałszowano, by usprawiedliwić ewentualną amerykańską interwencję wojskową. Tannehill zastrzegła, że opisuje raczej to, co „mogłoby się wydarzyć niż to, co się zdarzy”, niemniej „stanowi rzeczywiste zagrożenie”. Podkreśliła, że im dłużej będzie trwać liczenie głosów, tym więcej czasu „negatywne podmioty” będą miały na przekonywanie opinii publicznej, że opóźnienia to dowód na manipulowanie wynikami.
W styczniu na łamach „Policy Magazine” ukazał się artykuł politolożki Marii Popovej opisujący analogie między sytuacją Ukrainy przed rosyjską inwazją a Kanadą. We wrześniu premier Kanady Mark Carney w wywiadzie dla dziennika „New York Times” wspomniał, że jego rząd rozważał scenariusz, w którym USA używają wojska przeciw Kanadzie. Rozważania takie określił wprawdzie „zarządzaniem ryzykiem”, podkreślił jednak, że „byłoby nieodpowiedzialne” nie przygotować się na taki scenariusz.