Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Samoograniczająca się rewolucja tak szumnie spopularyzowana w dniach Solidarności była wynalazkiem 1956 r. Na zdjęciu: wiec na Placu Defilad w Warszawie 24 października, na którym tłum fetował Władysława Gomułkę. Z nowym przywódcą wiązano nadzieje na złagodzenie systemu komunistycznego, jak szybko się okazało – złudne
Niedawno minęło równo 70 lat od krwawych wydarzeń poznańskiego czerwca 1956 r. i właśnie mija takaż rocznica ogólnokrajowego poruszenia w październiku. Wiece, manifestacje, poczucie solidarności na polskich ulicach – wtedy wiosna nagle wybuchła jesienią; i to bez jednego wystrzału.
Powstanie poznańskie zakończyło się klęską zdesperowanych robotników, którzy sięgnęli po zdobytą na milicjantach i ubekach broń. Inaczej zakończyć się nie mogło, zbyt wielka była dysproporcja sił między kolumnami czołgów a karabinami i butelkami z benzyną w rękach powstańców. Ale już pokojowy, wyrzekający się broni – choć twardo przeciwstawiający się groźbie sowieckiej „pomocy” – Październik przyniósł częściowe zwycięstwo, coś zmienił w Polsce na lepsze, choć w ostatecznym rachunku ten wytęskniony przez lud Władysław Gomułka szybko okazał się nieufnym aparatczykiem wycofującym się z własnych obietnic, pozbywającym się najbliższych mu ludzi. Sięgający po broń poznański Czerwiec zakończył się tylko groźbą „ucinania rąk” rzuconą przez ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza, pogrzebami ofiar, więzieniem dla pozostałych bojowników. Co to się stało? Dwa różne starcia społeczeństwa z narzuconą mu władzą, czy może jeden wielki wstrząs rozpoczęty w czerwcu, wygasający pod koniec pamiętnego roku 1956?
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: