Po powrocie do domu opowiadali, że miał krzywe zęby i zajęczą wargę. Oczy rozbiegane i – aż wstyd przyznać – nieco kaprawe. Mówiąc, seplenił, powtarzał się, nie wiadomo było, od czego zaczął ani dokąd zmierzał. Wzbudzał zakłopotanie – o tak, to właściwe słowo. W jego towarzystwie trudno było podjąć decyzję, co zrobić z rękami. Założyć na piersiach czy może spleść za plecami. Ostatecznie zwisały bezładnie wzdłuż tułowia, w geście dziecięcego niezdecydowania. Chcieliby powiedzieć, że to nie wszystko, że było coś więcej; jakaś energia, dziwna i niebezpieczna. Ale nie potrafili jej nazwać. W XIII wieku nie znano jeszcze przecież siły atomu.
Asyż podczas obchodów 800-lecia śmierci swojego najsłynniejszego obywatela. To miasto bardziej niż cokolwiek innego przypomina Czarnobyl. Wiele lat po eksplozji, wciąż unoszą się nad nim obłoki promieniotwórczych pyłów. Nienaturalne mutacje kamieni przybrały kształt bazyliki – w mieście położonym na wzgórzu sprawia wrażenie wyrastającego z jednego z grzbietów fantazyjnego garbu. Dokładnie takiego jak w postapokaliptycznych powieściach, wyposażającego noszącego go człowieka w nadludzkie moce. Jasnowidzenie albo zdolność nawiązywania kontaktów z duchami. Pstrokacizna straganów; figurki, różańce i szklane kule z uwięzionymi w środku postaciami świętych – jak odłamki, fragmenty gruzów po rozbitym i zmiecionym przez nuklearną eksplozję porządku.
Czytaj więcej
Deklaracja Dykasterii Nauki Wiary, którą na członków Bractwa św. Piusa X nałożono ekskomunikę, jest straszliwym bublem prawnym. Papież jest najwyżs...
Promieniowanie jest coraz słabsze, właściwie nieszkodliwe. Tłumy niezagrożonych chorobą popromienną ciekawskich zjeżdżają całymi autobusami. Jak kiedyś, przychodziły piechotą zobaczyć na własne oczy centrum eksplozji. Żeby potem, po powrocie do domów spektakularnie nie wywiązywać się ze zleconego im zadania: „zobaczże no kim jest ten Franciszek, o co z nim chodzi, po co tyle krzyku”. Świętość nie może być ładna. Stałaby się wtedy nieodróżnialna od otoczenia, jak twarze modelek, zawsze podobne do wszystkich pozostałych. Musi mieć w sobie nieregularność rytmu, nagłe zrywy i nieprzewidywalność kolorów. Jest jak dzieło sztuki (bo faktycznie, tym właśnie jest). Nie opowiada o zjawiskach, ale ich Przyczynie. Nie może być „błękitna jak tafla morza” albo „gorąca jak ogień” – wyrywa się porównaniom, bo każde z nich siłą rzeczy musi poruszać się po powierzchni. Świętość, jak sztuka, jest anatomią przyczyn. Najpiękniejsze obrazy to te, na których widać nie do końca piękne twarze. Czasem zwyczajnie szpetne, pokrzywione, odstręczające. Nie przedstawia – sięga. Nie obrazuje – wydobywa. Energia bierze się z wewnątrz – a im głębiej sięgnąć, tym potężniejszą można ją wydobyć. Jak energia atomu wytwarza moc porównywalną z pojawieniem się na niebie nowego Słońca. Franciszek, skoro eksplodował z taką siłą, musiał być po ludzku brzydki. Łaska nie jest urodą w stopniu wyższym, tylko pięknem, które rozrywa. Uroda jest „tu”, piękno – „tam”. Jest między nami, a jakby poruszał się po innej ziemi; widzimy go na tle dobrze nam znanych krajobrazów, a trudno się oprzeć wrażeniu, że znajduje się na innym planie. My jesteśmy „tu”, on – „tam”. Widzimy obłoki dymu, on zdaje się płonąć. Słyszymy szum, on faluje. Wzrastanie w świętości, jak tworzenie dzieła, najkrócej można sprowadzić do zbliżenia ku sobie tych dwóch wymiarów. Sprawiania, że „tam” jest coraz bardziej „tu”. I wtedy dochodzi do zderzenia wytwarzającego fizycznie odczuwalną energię. Wyzwolenia pierwotnej siły, eksplozji nieopanowanej i dzikiej jak płacz noworodka; straceńczej jak pierwsza miłość nastolatka.
Czytaj więcej
Widziano w ich działalności moment przełomowy w historii Zachodu, Umberto Eco wpisał „Imię róży” w kontekst ich dramatycznej historii. Kim byli fra...
Nad ziemią wstaje jakieś nowe Słońce – nie potrzebuje nawet atomowego grzyba, by ten je podtrzymywał. A tymczasem źródło tej energii jakby nigdy nic gaworzy sobie z ptakami, ociera łzy słuchając rybich skarg, wędruje do Sułtana, nosi cegły, reperuje podniszczony kościółek. Rozmaitość tych form widać tylko z zewnątrz; tylko gapiom to dzieło wydaje się chaotyczne. Nie oddaje sprawiedliwości rzeczom, rozbija je od środka Łaską. Ich „tutaj” podarowuje im to, co najcenniejsze. Ich własne „tam”.