Reklama
Rozwiń
Reklama

Jaka jest cena taniego latania

Choć loty są opóźnione i trudno uzyskać odszkodowania, coraz więcej Polaków decyduje się na podróż tanimi liniami lotniczymi. W ubiegłym roku niskie ceny skusiły ponad połowę wszystkich korzystających z samolotów

Publikacja: 25.08.2008 02:54

Jaka jest cena taniego latania

Foto: Rzeczpospolita

Przed terminalem Etiuda na Okęciu w piątek rano jak zwykle kłębi się tłum pasażerów. To właśnie stąd odlatują tanie linie.

Nie dla wszystkich starczyło miejsca w cieniu, więc część ludzi z kolejki do odprawy praży się w słońcu. Budynek, który przypomina raczej dworzec autobusowy niż terminal, wszystkich nie pomieści.

Wśród pasażerów dominują ci, którzy liczą się z każdym groszem: studenci, robotnicy albo rodzice jadący odwiedzić pracujące za granicą dzieci. Dla nich jest to często pierwszy kontakt z samolotem.

Trudno się dziwić, że wśród stojących w kolejce większość zdecydowała się na tanie linie ze względu na cenę biletu.

– Czy boję się latać tanimi liniami? – pyta Małgorzata Jasińska od kilku lat mieszkająca w Oslo. – Nasłuchałam się o nich dużo w Norwegii, i to samych złych rzeczy. Ale tylko w Norwegian mogłam kupić bilet z dnia na dzień. Gdybym myślała tylko o takich rzeczach, tobym nie latała w ogóle. Przyjechałam do Wyszkowa, skąd pochodzę, na tygodniowe wakacje.

Reklama
Reklama

– Co ma być, to będzie. Co za różnica, czy zginę w wypadku lotniczym, drogowym, katastrofie kolejowej, czy mi po prostu cegła na głowę spadnie – dodaje Wioletta Beczkowska z Suwałk. – Córka ma ślub w Anglii, przez Internet kupiła mi bilet i samolot mam o 14.10. Nawet nie mogę zapamiętać, jak się nazywa to miasto, coś na M (East Midlands – przyp. red.). Wsiadam i lecę.

Tani bilet w praktyce oznacza również spóźnienia, awarie, odwołane loty i opłaty za wszystko: od bagażu po kanapki. Bo żeby bilet był tani, trzeba oszczędzać. Czasem podróż staje się uciążliwa. – Nasz lot z hiszpańskiej Gerony to był jeden wielki koszmar – opowiada Katarzyna Czerw, która na wakacje poleciała z Air Italy. – Najpierw samolot się opóźnił. Potem się okazało, że jest już za późno, aby mógł wylądować na Okęciu, i trzeba było lecieć do Katowic. Stamtąd musieliśmy wracać autobusami. Zamiast o 22 w Warszawie byliśmy o piątej rano.

Trzeba się liczyć także z innymi kłopotami. – Kiedy leciałam do USA, na lotnisku w Nowym Jorku okazało się, że moja walizka jest zniszczona. Pani w punkcie reklamacji KLM przepraszała mnie za to blisko 20 minut. Od ręki dostałam rekompensatę większą niż koszt nowej walizki – opowiada Magdalena Sobczyk. – Gdy to samo przytrafiło mi się w Ryanairze, z tym że zniszczono nie tylko bagaż, ale i zawartość, to nie mogłam się nawet dodzwonić na infolinię.

E-maile pozostawały bez odpowiedzi nawet przez tydzień. A jak już ktoś raczył odpowiedzieć, to tylko tyle, że jest im przykro, ale to nie ich wina. Po trzecim odwołaniu dałam sobie spokój.

Przy co najmniej dwugodzinnym opóźnieniu linia lotnicza jest zobowiązana zapewnić napoje, posiłki, dostęp do Internetu i telefonu, a w razie konieczności – hotel. Wybierając taniego przewoźnika, możemy o tym zapomnieć. A np. największy tani przewoźnik Ryanair odwołuje loty na potęgę. Jeśli nie ma dostatecznej liczby pasażerów, samolot po prostu nie startuje.

Wykupując wycieczkę w biurze podróży, mamy prawie pewność, że samolot wyczarteruje nam tani przewoźnik. Zuzanna Sieroszewska w ubiegłym tygodniu leciała na Kretę. – Już na płycie lotniska przy samolocie Centralwings (spółka córka Lotu – przyp. red.) kręciło się kilku mechaników. 30 minut po starcie pilot poinformował nas, że są kłopoty i musimy zawracać do Warszawy – opowiada. – Lądowanie kosztowało mnie mnóstwo strachu, bo samolotem bardzo kołysało. Przedstawiciel przewoźnika stwierdził, że nie wie, jak to się stało, iż maszynę dopuszczono do lotu. Tani przewoźnicy zapewniają, że na bezpieczeństwie nie oszczędzają.

Reklama
Reklama

– Musimy spełniać wszystkie rygorystyczne kryteria i obowiązują nas takie same przepisy, zezwolenia i licencje jak wielkich przewoźników. Nasi piloci muszą być tak samo dobrzy, sprzęt tak samo sprawny – mówi Kamil Wnuk, rzecznik Centralwings. Twierdzi, że częste opóźnienia wynikają ze szczupłości floty. – Mamy tylko dziesięć samolotów. A czasem na drobną część czeka się nawet tydzień. Przez jeden unieruchomiony samolot musimy jakoś nadrobić ponad 20 lotów w tygodniu.

Mimo wszelkich niedogodności w ubiegłym roku ponad połowa z 17 mln polskich pasażerów samolotów skorzystała z oferty tanich linii.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
ekologia
Co dalej ze Strefą Czystego Transportu w Warszawie? Radni nie są przekonani
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama