Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki stoją za jednym z największych od miesięcy spadkiem nastrojów konsumenckich w Polsce.
  • Czego Polacy obawiają się bardziej: ogólnej kondycji gospodarki czy stanu własnego portfela.
  • W jaki sposób gorsze nastroje w połączeniu z hamującą dynamiką płac wpłyną na przyszłą konsumpcję.
  • Dlaczego mimo pesymizmu skłonność do dokonywania ważnych zakupów pozostaje na stabilnym poziomie.

-14 pkt. – tyle wyniósł w październiku tzw. bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) wyliczany przez GUS na podstawie ankiet wśród Polaków. BWUK ujmuje oceny aktualnej sytuacji własnego gospodarstwa domowego i całego kraju oraz przewidywania na kolejny rok. Wobec września wskaźnik obniżył się o 3,2 pkt.

Spory spadek zanotował też wyprzedzający wskaźnik nastrojów, który koncentruje się wyłącznie na oczekiwaniach na kolejnych 12 miesięcy. Ten wyniósł -10,6 pkt., obniżając się o 2,7 pkt. względem września.

Czytaj więcej

Dobra kondycja polskiego przemysłu, ale dane o cenach są bardzo niepokojące

Czego obawiają się konsumenci w Polsce?

Wskaźniki notują wartości od -100 do +100 pkt. Są stabilne: od ponad roku BWUK waha się w przedziale od około -8 do -14 pkt., WWUK od trzech lat jest w granicach od -4 do -12 pkt. Trudno mówić tu więc o istotnej poprawie czy pogorszeniu nastrojów na przestrzeni ostatnich kwartałów. Warto też pamiętać, że pewne comiesięczne wahania odczytów są naturalne i więcej o rzeczywistych nastrojach konsumentów mówią długoterminowe tendencje niż jeden lepszy czy gorszy wynik. Z drugiej strony jednak: cóż, należy odnotować, że w ciągu ostatnich 17 miesięcy BWUK i WWUK osiągnęły wartości niższe niż w październiku tylko raz – w kwietniu br. Nie jest tak, że coś pogorszyło się tylko w październiku: WWUK spadł trzeci miesiąc z rzędu, a średnia z ostatnich trzech miesięcy – po wiosennej poprawie na rynku ropy i paliw – znów zbliża się do lokalnego minimum z początków wojny w Iranie. Również skala spadku wskaźników w październiku względem września była spora na tle danych historycznych. W październiku solidarnie pogorszyły się – spadając do poziomów najniższych lub prawie najniższych od przynajmniej roku – zarówno obecne i przyszłe oceny sytuacji finansowej gospodarstwa domowego, jak i sytuacji ekonomicznej kraju. W drugim przypadku tąpnięcie było jednak wyraźnie wyższe – o około 7-7,5 pkt. względem września. Tej skali spadki zdarzają się rzadko.

– Konsumenci obawiają się przede wszystkim o gospodarkę, a nie o własny portfel – konstatuje Mariusz Zielonka, główny ekonomista Lewiatana. – Powodów tych obaw nie trzeba daleko szukać. Ropa kosztująca około 100 dol. za baryłkę, napięcia na Bliskim Wschodzie, wrześniowa inflacja na poziomie 4,1 proc. i coraz częstsza dyskusja o podwyżkach stóp procentowych tworzą zestaw informacji, który nie pomaga w budowaniu optymizmu. Do tego dochodzi rynek pracy. Obawy przed wzrostem bezrobocia są najwyższe od kwietnia, co dobrze pasuje do danych o rosnącej liczbie zarejestrowanych bezrobotnych i mniejszej liczbie ofert pracy niż przed rokiem – wymienia.

Czytaj więcej

Polacy są wykończeni pracą. Najbardziej cierpi grupa, której nikt nie podejrzewał

Co gorsze nastroje oznaczają dla konsumpcji?

To wszystko wskazówki, że w pewnym stopniu – acz powtórzmy: wciąż bardzo ograniczonym – wzrost kosztów życia (wiedziony przede wszystkim drogimi paliwami, nawet mimo ponownego uruchomienia programu CPN) może odbijać się na sytuacji polskiego konsumenta. „Gorsze nastroje sugerują ostrożność gospodarstw domowych i mogą przekładać się na ograniczenie wzrostu konsumpcji” – komentują ekonomiści Alior Banku.

Przypomnijmy: zgodnie z danymi GUS z wtorku, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw urosło we wrześniu realnie (czyli po uwzględnieniu inflacji) „tylko” o około 1,7 proc., najmniej od trzech lat. Gospodarstwa domowe dysponują zgromadzonymi oszczędnościami, które mogą amortyzować spowolnienie konsumpcji i ograniczać ryzyko jej gwałtownego hamowania, niemniej hamowanie tempa wzrostu realnych płac w połączeniu z gorszymi nastrojami konsumenckimi nie jest dobrym prognostykiem dla wzrostu konsumpcji. Średnia prognoz analityków dla „Rzeczpospolitej” nie jest zła: sugeruje, że konsumpcja prywatna będzie rosła w najbliższych kwartałach w tempie około 3 proc. r/r. Nie będą to jednak poziomy jak choćby w 2025 r., gdy spożycie gospodarstw domowych urosło o 4 proc. r/r.

Co należy natomiast podkreślić: mimo pewnego pogorszenia ocen teraźniejszości i przewidywań na kolejnych 12 miesięcy, skłonność do dokonywania tzw. ważnych zakupów (np. mebli, sprzętu elektrycznego, elektrotechnicznego itp.) wciąż pozostaje stabilna. Wygląda na to, jakby Polacy na razie nie zareagowali – przynajmniej na poziomie deklaracji – większą gotowością do oszczędzania. Acz ta i tak pozostaje wysoka: możliwość odłożenia jakiejś kwoty melduje blisko dwie trzecie badanych. – Gospodarstwa domowe nie ograniczają gwałtownie wydatków, ale zaczynają uważniej pilnować swoich budżetów. W połączeniu z hamującą dynamiką płac potwierdza to nasz scenariusz wolniejszego wzrostu konsumpcji w najbliższych kwartałach – mówi Zielonka.

Pewną ciekawostką jest obniżenie oczekiwań inflacyjnych w październiku, na co wpływ mógł mieć powrót działań osłonowych dotyczących cen paliw. – Z punktu widzenia RPP to dobra wiadomość, bo oczekiwania inflacyjne nie zaczynają się wyraźnie odrywać w górę – ocenia Zielonka. Oczekiwania pozostają jednak wyższe niż w czerwcu–lipcu, gdy wydawało się, że sytuacja na globalnych rynkach surowców powraca do normy sprzed wybuchu konfliktu w Zatoce Perskiej.