- Mamy w tej chwili w strefie euro oczywiście problem z wartością euro — oświadczyła na konferencji bezpieczeństwa w Monachium, w której uczestniczył wiceprezydent USA, Mike Pence.

W ostatnich 3 latach jednolita waluta straciła ok. 25 proc. do dolara, w styczniu jej kurs spadł do 1,034 za walutę amerykańską, najniżej od 14 lat, ale poprawił się od tego czasu o o ok. 3 eurocenty.

Swym wystąpieniem kanclerz Merkel wydawała się odpowiadać na komentarze doradcy handlowego prezydenta Donalda Trumpa, Petera Navarro, który zarzucał Niemcom, że korzystają z mocno niedoszacowanego euro względem dolara.

Pani kanclerz nie rozwodziła się nad kwestią nadwyżki bilansu handlowego Niemiec, przyznała jednak, że ten temat będzie należeć do wymiany opinii i poglądów władz z Berlina i Waszyngtonu w najbliższych tygodniach i miesiącach. Wywołała z kolei owacje sali stwierdzeniem, że Stany nie mają żadnego powodu uskarżać się na poziom niemieckiego importu.

- Jeśli popatrzeć na liczbę iPhonów i produktów Apple'a na tej sali, to sadzę, że pan wiceprezydent (Pence) może być całkowicie zadowolony, a z pewnością jest jeszcze miejsce na Piątej Alei na pojazdy niemieckie — powiedziała.

Odnosząc się do EBC i jego polityki walutowej, o czym rzadko wspomina, Merkel uznała, że superbank z Frankfurtu „prowadzi politykę walutową, która nie jest nakierowana na Niemcy, ale raczej dostosowana do Portugalii, Słowenii czy Słowacji".

- Gdybyśmy mieli jeszcze markę niemiecką, miałaby z pewnością inną wartość od euro w tej chwili. Ale chodzi tu o niezależną politykę walutową, na którą nie mam wpływu jako niemiecka kanclerz — powiedziała.