Parter rozmowy: PGE
Kiedy mówimy o transformacji energetycznej, rzadko myślimy przy tym o sektorze ciepłownictwa. A stoją przed nim poważne wyzwania, związane także z obecną sytuacją geopolityczną.
Rzeczywiście, mamy do czynienia z nie lada testem odporności – z jednej strony systemów energetycznych, a z drugiej samej polityki transformacji, czy to elektroenergetyki, czy ciepłownictwa. W zasadzie mogę mówić o jednym systemie energetycznym, dlatego że granica zanika, i w perspektywie kolejnych lat będziemy mówili o jednym systemie, gdyż ciepłownictwo bardzo mocno się elektryfikuje. Z jednej strony jest coraz więcej energii elektrycznej ukierunkowanej na ciepłownictwo, z drugiej – ciepłownictwo wspomaga system elektroenergetyczny, produkując energię elektryczną przy okazji wytwarzania ciepła. Mówimy tu głównie o kogeneracji.
Jeżeli patrzymy na te wyzwania, to perspektywa najbliższych pięciu lat oznacza szereg inwestycji, które będą powodowały, że polskie ciepłownictwo – potężny sektor na mapie Europy – będzie odchodziło od węgla. Dlatego jako branża tak intensywnie inwestujemy w kogenerację podstawową, kogenerację gazową, w nowoczesne technologie Power-to-Heat, które współpracują bezpośrednio z systemem elektroenergetycznym. Są one w stanie absorbować nadwyżki energii odnawialnej, zamieniać ją na ekologiczne ciepło, a w połączeniu z magazynem ciepła są świetnymi akumulatorami pozwalającymi magazynować energię i oddawać ją do systemu, kiedy jest potrzebna.
Są także wyzwania regulacyjne.
Kolejna dekada przyniesie ogromne wyzwania, biorąc pod uwagę system regulacyjny, w jakim funkcjonuje ciepłownictwo. Opiera się on głównie na dyrektywie EED, która definiuje efektywne systemy ciepłownicze. Wprowadza też wymagania co do miksu energetycznego, jeżeli chodzi o produkcję ciepła w perspektywie 2050 r. Na dziś przełomowy jest rok 2035, dlatego że do tego czasu praktycznie będziemy spełniali 80 proc. wymagań dyrektywy pod kątem systemów efektywnej kogeneracji, w którą dzisiaj bardzo mocno inwestujemy. 2035 jest też rokiem, w którym powinno nastąpić odejście od gazu naturalnego, kopalnego i przepaliwowanie na gazy zdekarbonizowane, czyli wodór i biometan.
Jak ta zmiana wygląda z perspektywy branży?
Nasza branża, która prowadzi szeroko zakrojony proces inwestycyjny, ma tu swoje postulaty. Przede wszystkim dotyczą one tego, żeby wydłużyć czas wykorzystania kogeneracji w definicji efektywnego systemu energetycznego po roku 2035. Bo nie po to wydajemy dzisiaj gigantyczne środki na inwestycje, które przez kolejne lata będą nam efektywnie zapewniały bezpieczeństwo – zarówno ciepła, jak i energii elektrycznej – by zbyt szybko z nich zrezygnować. Chodzi o to, by przesunąć granicę przepaliwowania, biorąc pod uwagę dostępność gazów zdekarbonizowanych, ale oczywiście też ich potencjalną cenę – która w momencie gdy na rynku będzie ich po prostu mało, będzie bardzo, bardzo wysoka.
Branża w Polsce jest bardzo rozproszona, mamy wiele przedsiębiorstw należących do samorządów. Czy te podmioty znajdą pieniądze na finansowanie transformacji?
Są dwa elementy, które będą świadczyły o skuteczności transformacji. Pierwszym są regulacje, które dadzą nam asumpt do tego, żebyśmy mogli sprawnie i odpowiedzialnie inwestować. Bo mamy niejednokrotnie klincz między regulacją a technologią, którą chcemy zastosować, by wpisywała się ona w wymogi regulacji – i odwrotnie: mamy technologię, ale nie pokrywa się ona z wymogami regulacji. Drugi element to finanse. W ramach Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej policzyliśmy w ubiegłym roku, że do 2050 r. na transformację sektora potrzeba 500 mld zł. To niebagatelne pieniądze i zdajemy sobie sprawę, że tego typu inwestycji wspomniane przedsiębiorstwa nie są w stanie sfinansować wprost ze swoich środków. W związku z tym bardzo mocno postulujemy podniesienie progu intensywności pomocy publicznej, który obecnie jest na poziomie 30–35 proc. do poziomu 60 proc., oraz zagwarantowanie środków na tę transformację. Przede wszystkim chodzi o przedłużenie działalności funduszu modernizacyjnego, z którego te inwestycje w dużej części są realizowane. Ale też postulujemy zabezpieczenie środków przy tworzeniu kolejnych unijnych wieloletnich ram finansowych na lata 2028–2034.
A jakie wnioski wyciąga PGE z konfliktu na Bliskim Wschodzie w kontekście importu gazu do Polski?
O ile jeszcze jakiś czas temu mogliśmy mówić o ryzykach, dzisiaj mówimy o niepewności i nieprzewidywalności przyszłości. Wiemy, jakie konsekwencje konfliktu na Bliskim Wschodzie ponosi cały świat, nie tylko Polska, jeżeli chodzi o przerwanie łańcucha dostaw, głównie LNG. Ale z drugiej strony pamiętajmy, że w zeszłym roku z Kataru do Polski trafiło niespełna 10 proc. naszego zapotrzebowania na LNG. To nie jest wolumen, który decydowałby o dostępności surowca na naszym rynku. Natomiast bacznie przyglądamy się temu, co się dzieje, na bieżąco wyciągamy wnioski. I oczywiście, w razie potrzeby będziemy aktualizować wybrane elementy naszych planów i strategii. Natomiast biorąc pod uwagę to, że chcemy inwestować w szereg różnych miksów, nie tylko w energetyce, ale również w ciepłownictwie, to ten kierunek jest jak najbardziej słuszny.
Parter rozmowy: PGE