fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Ekonomiści: Kiedy interwencjonizm państwa jest uzasadniony

123RF
Interwencjonizm państwa jest uzasadniony, ale pod pewnymi warunkami i w określonych przypadkach – mówili we wtorek uczestnicy Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

„Interwencjonizm w gospodarce – jego pożytki i granice racjonalności” były jednym z tematów wtorkowego panelu podczas sopockiego kongresu ekonomicznego. W tym kontekście rozmawiano między innymi o tym, czy formą interwencjonizmu są fundusze europejskie.

Prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący parlamentu europejskiego (S&D) zwrócił uwagę, że z polityki spójności Polska może liczyć na 78 mld euro, a 28 mld euro ma zostać przekazane na programy rolnicze. Do tego dochodzą pieniądze z planu Junckera, które mają wygenerować w UE inwestycje warte 500 mld euro. Bruksela zastanawia się, jaki pożytek będziemy mieć z tych pieniędzy. „Powinniśmy je zainwestować, a nie wydatkować” – podkreślił Liberadzki.

„Czy programy europejskie są przejawem interwencjonizmu? Tak, UE interweniuje na swoim obszarze, aby stymulować zmniejszanie się rozbieżności rozwojowych między państwami tzw. starej UE i nowej UE. Czy to jest coś złego? Nie, to jest prowadzenie świadomej polityki rozwojowej swojego terytorium” – ocenił.

Liberadzki powiedział, że UE mówi jednak „nie” dla protekcjonizmu, dlatego uzasadniony jest interwencjonizm w celu obrony przed protekcjonizmem. Takiej interwencji w związku z protekcjonizmem stosowanym przez Niemcy i Francję oczekują np. od Komisji Europejskiej polskie firmy przewozowe.

Wiceprzewodniczący PE zwrócił uwagę, że polityka spójności kiedyś się skończy. Przypomniał przy tym, że w 2006 r. zakończyła się pomoc z funduszy spójności dla Grecji, Hiszpanii, Portugalii i Irlandii. Większość pieniędzy na spójność przejęła Polska, a kraje te – spośród których Hiszpania była wskazywana jako wzór do naśladowania - popadły w kryzys.

Liberadzki pytał, czy jesteśmy przygotowani na to, że po 2020 r. nie będzie już „darmowych pieniędzy” z UE. „To są wyzwania przed którymi stoimy i zagrożenia, przed którymi stoimy” – wskazał.

Były minister finansów w latach 2004-2005 Mirosław Gronicki zwrócił uwagę, że udział inwestycji publicznych w całym PKB Unii Europejskiej jest niewielki, w porównaniu z inwestycjami sektora prywatnego. „To sektor prywatny de facto determinuje to, co się dzieje w całej gospodarce, sektor publiczny jest tu dodatkiem” – powiedział.

Gronicki wskazał na pytanie o skuteczność interwencjonizmu. Jego zdaniem można sobie wyobrazić elementy interwencjonizmu państwowego zmierzające do ograniczenia ryzyka dla inwestycji dokonywanych przez sektor prywatny.

Krytycznie o interwencjonizmie mówił prof. Dariusz Filar z Uniwersytetu Gdańskiego. Dopuścił jednak prorozwojowe interwencje państwa pod kilkoma warunkami. Wskazał na inwestycje państwa w infrastrukturę, ale tylko w przypadku, gdy biznes na to czeka. „W żadnym wypadku nie jest uzasadnione wciskanie się państwa tam, gdzie powinien działać biznes prywatny, a tym bardziej wtedy, kiedy biznes prywatny uważa, że to nie ma uzasadnienia” – powiedział

Według niego ma sens, kiedy państwo „podpina się” do biznesu prywatnego, gdy ten uważa, że coś można finansować. „Badania podstawowe dofinansowywane przez państwo mają sens” – dodał.

Główny ekonomista ZUS Paweł Wojciechowski ocenił, że interwencjonizm państwa jest uzasadniony w niektórych przypadkach. „Tam, gdzie brakuje państwa, nie na zasadzie wypychania inwestorów prywatnych” – zaznaczył. Wskazał na przykład na politykę transportową i transgraniczne odcinki dróg, których budowa z użyciem środków europejskich jest klasycznym przykładem interwencjonizmu.

Także prof. Jerzy Hausner z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie uważa, że są sytuacje, w których interwencjonizm państwa jest potrzebny – tym bardziej, gdy zaburzone zostały rynkowe mechanizmy równoważenia gospodarki.

„Są pewne sytuacje gospodarcze, które wymagają rzeczywistej, bezpośredniej interwencji państwa, często władczej. Przykładem jest górnictwo węgla kamiennego” – powiedział. Zaznaczył jednak, że nie popiera obecnego kształtu interwencji rządu w górnictwie, ponieważ nie służą one walce z rabunkową gospodarką.

Hausner zwrócił m.in. uwagę, że ostatnia mapa geologiczna Polski została opracowana 60 lat temu. „My jesteśmy ślepi, jeśli chodzi o rozpoznanie naszych zasobów. To jest rola dla państwa” – podkreślił.

Oczekiwania firm wobec państwa przedstawił prezes NDI Jerzy Gajewski. „Przedsiębiorcy generalnie oczekują tego, że strona publiczna w końcu zaakceptuje stronę prywatną jako partnera w działalności gospodarczej. Tego zjawiska jeszcze nie obserwujemy” – ocenił. Jego zdaniem należy wrócić do debaty publicznej o wzajemnych relacjach między przedsiębiorcami, a stroną publiczną.

„Strona publiczna ma do odegrania pewną rolę, ale ona nie jest określona jednoznacznie na dziś. Trzeba mieć świadomość tego, że interweniować trzeba w zależności od tego, jak się zmienia sytuacja i trzeba mieć narzędzia do tej interwencji” – dodał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA