Zawiązaniem dyskusji o przyszłości polskiej i europejskiej produkcji podczas zorganizowanego przez Grupę PTWP Forum Nowego Przemysłu w Katowicach stała się spektakularna inwestycja Grupy Kęty – przejęcie kosztem pół miliarda euro włoskiej Metry z jej dziewięcioma globalnymi zakładami (Włochy, USA).
– Tak wygląda nowy etap rozwoju polskiego przemysłu; musimy patrzeć poza rynek krajowy, a nawet europejski, by dalej rosnąć – przekonywał Roman Przybylski, prezes zarządu Grupy Kęty. – Polski przemysł jest na to gotowy zarówno z punktu widzenia doświadczenia menedżerskiego, jak i zasobów kapitałowych.
Akwizycje odpowiedzią na wyzwania
Kęty – poprzez akwizycję – „kupują” technologie i know-how, produkcja w wielu miejscach zwiększa elastyczność i bezpieczeństwo fizyczne i ekonomiczne. Rynek amerykański oferuje rzeczywistą dywersyfikację.
O znaczeniu przejmowanego know-how przekonany jest także Michał Stępień, prezes zarządu ZPUE. Grupa Koronea, do której należy spółka ZPUE, przejęła w marcu tego roku tureckiego producenta transformatorów Atlas Trafo.
– Turcja to most z Europy do Azji i Afryki Północnej, a przejęcie kompetencji to kwestia czasu, zdobywamy know-how szybciej – zauważył Stępień, opisując portfolio wartości dodanych tureckiej akwizycji.
Cel: suwerenność technologiczna
Ważnym motywem debaty była suwerenność gospodarcza i technologiczna rozumiana jako cel i praktyka. – My mamy know-how i wiedzę, której źródłem jest 35 lat doświadczeń – podkreślił Dawid Pisczur, dyrektor handlowy w firmie Wilk Elektronik. Firma produkuje w Łaziskach na Śląsku półprzewodniki, a moce wytwórcze zakładu mogą pokryć 20 proc. europejskiego zapotrzebowania.
Zdaniem menedżera Wilk Elektronik droga do suwerenności technologicznej nie musi zaczynać się od surowców. – Nie musimy produkować krzemu, by wytwarzać półprzewodniki, ale musimy inwestować w inne etapy łańcucha wartości – zaznaczył Pisczur. – Ważne, by korzystać z tego, co już w Europie mamy.
Wysokie w Europie koszty energii to oczywista bariera konkurencyjności i siła „wypychająca” inwestycje w energochłonną produkcję poza Europę.
– Są sektory gospodarki, gdzie koszty energii sięgają 80 proc. wszystkich kosztów – zauważył Dawid Pisczur. – Dla nich zapewnienie sobie energii w stałych cenach w dłuższej perspektywie buduje przewagę kosztową. Przemysł nie jest jednak po to, by spekulować na cenach energii.
– Ale może sam ją produkować – odniósł się do tej wypowiedzi Robert Stobiński, prezes Amiki. – Inwestujemy w kogenerację, mamy farmę PV, z której nadwyżki sprzedajemy. Ale tak, własna dostępna energia w stałych kosztach to element stabilizujący.
Konkluzją tej części dyskusji było stwierdzenie, że bez suwerenności energetycznej nie ma mowy o niezależności przemysłu czy całej gospodarki. Działania obniżające ceny energii dla przemysłu to jednak leczenie objawów, a nie choroby.
Jak konkurować z Chinami? Nie tylko ceną
Czy europejski przemysł może być konkurencyjny na globalnej arenie tak silnie zdominowanej przez produkcję azjatycką, przede wszystkim chińską?
Ceny produktów branży AGD spadają przy rosnących kosztach energii, materiałów i pracy. Europejski konsument nie akceptuje wzrostu cen gotowych wyrobów. Tymczasem co drugi sprzedawany w Europie produkt AGD (dwie z trzech lodówek) pochodzi z Chin.
– Nie będziemy tańsi od Azji – nie ukrywał Stobiński. – Konkurujemy siłą marki lokalnej, z 80- czy 100-letnią tradycją, jakością.
– Jesteśmy dumni z tego, że umiemy walczyć – podkreślił menedżer Amiki. – Obniżamy koszty, ale możliwości nie są tu nieograniczone; nisko wiszące owoce zostały już zerwane.
– Nie oszukujmy się, Europa nie będzie miejscem najtańszej produkcji – zgodził się ze Stobińskim prezes Grupy Kęty. – Decyduje o tym poziom życia, koszty czy obciążenia cywilizacyjne charakterystyczne dla rozwiniętych państw. Ale w pewnych dziedzinach możemy wygrywać, będąc „mniej droższymi” – zaznaczył Przybylski.
Prezes aluminiowego potentata rekomendował powrót do europejskich fundamentów – przede wszystkim do integracji i wspólnego wolnego rynku, zalecał także budowę jednego europejskiego rynku energii, w którym odnawialne źródła energii są wspierane przez atom.
– To, że jesteśmy jednym ogromnym rynkiem, nie wystarczy – nawiązał Przybylski do tezy Pisczura. – Nie musimy produkować wszystkiego, by poszerzać obszar suwerenności i konkurencyjności. Naszymi atutami jako Europy jest siła kapitału, zaplecze edukacyjne, zdolności i kompetencje. Na tym należy budować.
Atutem europejskiej produkcji może być to, co trudne do osiągnięcia dla masowej, taniej, wielkoseryjnej produkcji – kastomizacja i spełnianie zmiennych, wysokich indywidualnych potrzeb klientów, specjalizacja i wysoka jakość, produkcja o charakterze lokalnym, blisko odbiorcy, a więc bezpieczna w kontekście łańcuchów dostaw.
– W ten sposób możemy być konkurencyjni, ale relatywnie, nie obiektywnie – zastrzegł Przybylski.
Deregulacja, głupcze! Wystarczy nie przeszkadzać
Skala wyzwań stających przed przemysłem w Europie jest ogromna – dyskutanci wymieniali opóźnienie technologiczne, wysokie ceny energii i demografię. Ale podstawową barierą odbudowy konkurencyjności jest według uczestników debaty otwarcia Forum Nowego Przemysłu przeregulowanie europejskiej gospodarki, wyobrażenie, że gospodarką można sterować centralnie, obudowując ją administracyjnym gorsetem.
– Nie zastępujmy regulacji kolejnymi, które mają je ulepszyć. Niech regulatorzy podniosą ręce do góry i nic nowego nie uchwalają. Po prostu nie przeszkadzajmy – apelował prezes zarządu Amiki.
Unijne dokumenty, słuszne co do kierunku (Industry Accelerate Act), praktycy produkcji ocenili jako deklaracje nieprzekładające się na działania.
– Prawo, które ma nas chronić, nie działa, a wymagamy od siebie więcej niż od innych – zauważył w konkluzjach debaty Pisczur z Wilk Elektronik. – Patrzmy raczej na tych, którzy skutecznie dbają o swoje.
Autor jest dziennikarzem portalu WNP.pl