Sydney Sweeney – aktorka znana przede wszystkim z roli w kultowym już serialu „Euforia” – znów stała się przyczyną kontrowersji. Tym razem oburzenie wywołał spot reklamowy amerykańskiej firmy Novig – platformy i aplikacji do zawierania zakładów bukmacherskich. Sydney występuje w nim nago, zasłaniając intymne miejsca przy pomocy m.in. piłek do futbolu amerykańskiego, kija hokejowego, stołu do bilarda czy też rakiety tenisowej. „So, you think you know sports? Prove it. (…) Novig is just sports” (Sądzisz, że znasz się na sporcie? Udowodnij to. Novig to sam sport) – mówi w zmysłowy sposób aktorka.

Reklama spotkała się ze zdecydowaną krytyką. Sydney oskarżono o seksualizowanie kobiet. Szczególnie krytyczne były sportsmenki. W Polsce głos na temat kampanii zabrały m.in. tak utytułowane zawodniczki jak lekkoatletka Natalia Bukowiecka i była biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk-Tekieli. Za granicą zaś m.in. brytyjska sprinterka Amy Hunt, czterokrotna mistrzyni Europy.

Gimnastyczka Gracie Kramer zainicjowała spontaniczną akcję wrzucania zdjęć zarówno z treningów, zawodów, jak i zrobionych w sytuacjach pozasportowych oznaczonych tagiem „This is women in sport” (Oto kobiety w sporcie). Przekaz? Sport kobiecy to nie idealne wypielęgnowane ciało wzbudzające męskie pożądanie. To pot, łzy i wysiłek. A poza tym ciała są różne – często odbiegają od ideału narzucanego przez kampanie takie jak powyższa.

Czytaj więcej

Sydney Sweeney – nie taka słodka blondynka

Sydney w odpowiedzi na krytykę opublikowała w swoich mediach społecznościowych zrobione w przeszłości zdjęcia z nagich sesji sportsmenek – m.in. tenisistek Sereny Williams i Caroline Wozniacki, zapaśniczki Rondy Rousey, koszykarki Sue Bird oraz futbolistki Megan Rapinoe – sugerując w ten sposób swoim krytyczkom hipokryzję.

Kontrowersyjne kampanie Sydney Sweeney

W sukurs aktorce przyszli publicyści związani z szeroko rozumianą amerykańską prawicą. Przykładem jest chociażby Matt Calkins ze związanego ze stacją Fox News konserwatywnego portalu OutKick, który zarzucił liberalnym mediom hipokryzję. Skoro mainstream nie miał w przeszłości problemu z sesjami sportsmenek takimi jak chociażby dla słynnego ESPN Body Issue (coroczna sesja i wydanie magazynu ze zdjęciami nagich lub półnagich zawodniczek i zawodników), to dlaczego atakują Sweeney? Czy nie dlatego, że aktorka jest ponoć wyborczynią Partii Republikańskiej i że w słynnym wywiadzie dla magazynu „GQ” z 2025 r. nie zamierzała przepraszać za nasuwającą eugeniczne skojarzenia reklamę jeansów?

Reklama zakładów sportowych Novig – których, na marginesie, Sweeney jest udziałowczynią – nie jest bowiem pierwszą związaną z nią kontrowersją. W tożsamościowy spór została bowiem wpisana w związku z zeszłoroczną kampanią reklamową dla amerykańskiej marki odzieżowej American Eagle. Internet obiegły zdjęcia ubranej w dżinsy aktorki – blondwłosej, niebieskookiej – z podpisem „Sydney Sweeney has great jeans”. Aktorka „ma wspaniałe dżinsy”, a może „wspaniałe geny”? Po angielsku „jeans” (dżinsy) i „genes” (geny) brzmią bowiem tak samo. Gra słów była oczywista.

To właśnie wówczas w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że Sweeney jest zarejestrowaną wyborczynią Partii Republikańskiej na Florydzie. W jej obronie stanął sam Donald Trump. Publicyści Fox News wychwalali Sydney jako wzór przebojowej przedsiębiorczyni, wolnej od „głupoty” poprawności politycznej i ideologii lewicowo-liberalnych.

Czytaj więcej

Reklama jeansów ze Sydney Sweeney wywołała burzę. „Niepokojące konotacje”

W internecie – zwłaszcza na prawicowych i konserwatywnych profilach społecznościowych i forach – pojawiły się m.in. memy pokazujące Sydney ubraną w strój krzyżowca oraz rolki przedstawiające aktorkę odpowiadającą asertywnie na pytania dziennikarki magazynu „GQ” z podkładem hitu „L’amour toujours”, który w prawicowej memosferze łączony jest często z treściami rasistowskimi czy wręcz nazistowskimi. W jednym momencie aktorka stała się w prawicowej części internetu przedmiotem podziwu, przykładem niezależności i wolności wobec nacisków mainstreamowych mediów. Po ostatniej aferze związanej z reklamą dla firmy Novig w obronie Sydney stanęła również dziennikarka TV Republika Natalia Rzeźniczak, stwierdzając m.in.: „Jako kobieta mogę powiedzieć, że mnie te zdjęcia w ogóle nie denerwują ani nie irytują. Właściwie uważam, że są bardzo ładne, odważne. Mogą być kontrowersyjne dla pewnych osób, ale na pewno nie powinny być obiektem takiej wściekłości i furii. Feministki się zdenerwowały, że ona nie reprezentuje kobiet. (…) Przecież feministki walczyły o to, żeby kobiety mogły o sobie decydować. No więc Sydney Sweeney korzysta z tego prawa i pokazuje swoje wdzięki”.

Sydney Sweeney nie zamierza przepraszać 

Skąd bierze się tak duże poparcie dla aktorki ze strony prawicowego komentariatu? Na pierwszy rzut oka wydaje się to paradoksalne. Wszakże aktorka zarówno w powyższych kampaniach reklamowych, jak i w znacznej części swojej kariery zawodowej bardzo mocno naruszała konserwatywne tabu, jakim jest epatowanie nagością w przestrzeni publicznej. Seksualizacja tej przestrzeni jest zaś elementem, z którym zarówno protestanci w USA, jak i katolicy w Polsce teoretycznie zaciekle walczą. Dlaczego w tym przypadku jest inaczej?

Z jednej strony jest tak dlatego, że alt-prawicowe czy prawicowe ruchy na Zachodzie nie są oparte na spójnym światopoglądzie. Jest to w dużej mierze ruch – jeżeli w ogóle można mówić o jakimś jednym ruchu – oparty na czystej negacji. Skoro główny nurt „narzuca” polityczną poprawność, wymóg troski o różnego rodzaju grupy defaworyzowane, uznawanie migracji za prawa człowieka oraz stawia na piedestale emancypację kobiet, krytykując jednocześnie męską dominację, to teraz my – prawica – na przekór będziemy robić wszystko na odwrót.

To stąd bierze się również popularność, mogących wzbudzać niepokój, internetowych memów osadzonych w stylistyce nazistowskiej, rasistowskiej i pogańskiej, o której szerzej pisał ostatnio Mateusz Kukla na łamach Klubu Jagiellońskiego („Estetyka białych Europejczyków trenduje w internecie. Czy ideologia austriackiego akwarelisty powraca?”). Jest to czysty bunt. Nie chodzi o to, że amerykańska alternatywna prawica – poza skrajnymi przypadkami – wyznaje hitlerowską ideologię. Chodzi o to, by robić to, co mainstream uznaje za zakazane. Jest to forma kontrkultury.

Ten bunt bierze się również z poczucia zawstydzenia i potrzeby odzyskania poczucia godności. I tutaj dochodzimy do drugiego punktu, dla którego aktorka spotyka się z tak dużą aprobatą ze strony internetowego komentariatu. Ten punkt jest również przyczyną, dla którego w internecie tak bardzo trendują treści związane z tzw. manosferą.

Młodzi mężczyźni karmieni narracją o tym, że przez wieki żyliśmy w przemocowym dla kobiet systemie zwanym patriarchatem oraz bombardowani informacjami na temat tego, że męska seksualna chuć jest potencjalnym źródłem przemocy i krzywdy kobiet – czego apogeum były opowieści związane z ruchem #MeToo – nagle widzą kobietę, która wzbudza pożądanie wśród mężczyzn, prawdopodobnie robi to celowo, wbrew krytykującym ją feministkom, i nie zamierza za to przepraszać. Aktorka staje się więc figurą kobiety afirmującej męską seksualność, postrzegającą pożądający męski wzrok jako coś pozytywnego, a nie jako źródło przemocy i coś z perspektywy kobiecej niepożądanego czy wręcz wrogiego.

Czytaj więcej

Tom Cruise zbiera cięgi za nowy film twórcy „Birdmana”. A to intrygująca rola

To wszystko pokazuje, jak bardzo paradoksalna pod względem światopoglądowym grupą są entuzjaści nowej populistycznej prawicy. To, co z perspektywy katolickiego konserwatysty wydaje się być godne potępienia, dla alt-rightu staje się symbolem buntu przeciw systemowi. Z tym właśnie do czynienia mamy w przypadku Sydney Sweeney. Sama aktorka zaś, unikając jednoznacznych politycznych deklaracji, sprytnie gra na oburzeniu jednej grupy i zachwycie drugiej.

Nagość narzędziem emancypacji, ale nie każda?

Hałas wokół Sydney Sweeney ujawnia nie tylko paradoksalny charakter stojący za alt-prawicowymi emocjami. Pokazuje również dylematy, w jakie wikłają się deklaratywnie wspierający emancypację liberalny mainstream oraz lewicowe i feministyczne ruchy.

Gdzie bowiem leży granica pomiędzy nagością jako narzędziem i wyrazem kobiecej emancypacji, a gdzie staje się narzędziem uprzedmiotowiania kobiet przez mężczyzn? Dlaczego nagie zdjęcia Sereny Williams czy Caroline Wozniacki są wyrazem podmiotowości kobiet, a kampania Sweeney zupełnie na odwrót – znakiem uprzedmiotowienia i cofania zdobyczy ruchu feministycznego o kilkadziesiąt lat? Dlaczego Anja Rubik reklamująca kilka lat temu w sposób silnie seksualizujący lody Magnum jest przykładem emancypacji, a zasłaniająca piersi piłkami do futbolu amerykańskiego Sweeney symbolem uprzedmiotowiającego kobiety męskiego oka?

Dyskurs emancypacyjny dąży do jak najdalej posuniętej suwerenności kobiet. Wyzwolenia spod zależności od mężczyzn oraz kulturowego tabu. Wydaje się więc, że w ramach tej narracji, gdy kobieta odkrywa swoje ciało, robi to, by złamać postchrześcijańskie tabu, starą moralność ciemiężącą nie tylko owo ciało, ale i seksualność oraz psychikę. Tak rozumiana nagość jest narzędziem emancypacji. Gdy jednak robi to jak Sweeney, kierując (prawdopodobnie) intencjonalnie swój przekaz do mężczyzn, robi coś zupełnie odwrotnego.

Gdzie jednak leży granica? Czy można odkryć swoje ciało, nie czyniąc się z automatu przedmiotem pożądania dla znacznej części mężczyzn?

Niedawno w debacie z Romanem Warszawskim, polskim przedstawicielem tzw. red pilla (ruchu tych, co jakoby przejrzeli mechanizmy rządzące np. relacjami kobiet i mężczyzn), Dagmara Adamiak – polska prawniczka i feministka – powiedziała, że chciałaby żyć w świecie, w którym przechodząc nago na ulicy, nie naraża się na seksualną agresję ze strony mężczyzn. Takie podejście wydaje się jednak swojego rodzaju utopią. Przypomina nieco niektóre wczesnochrześcijańskie herezje – jak chociażby tę Adamitów – których zwolennicy, biorąc bardzo dosłownie stwierdzenie św. Pawła, że „w Chrystusie nie ma już mężczyzny ani kobiety”, doszli do wniosku, że dzieło Chrystusa zniweczyło raz na zawsze wynikające z podziału płciowego napięcia, w tym związane z seksualnym pożądaniem.

Czytaj więcej

Nolan przebiegły jak Odyseusz. Film dla widzów wychowanych na „Grze o Tron”

Potrzebujemy jednak jakiegoś społecznego tabu związanego z ludzką seksualnością. Nie purytańskiego gorsetu, ale zdrowej wstydliwości. Wydaje się bowiem, że kobiety – być może poza kontekstem sztuki w dobrym tego słowa znaczeniu erotycznej, kierowanej do przygotowanych na tego typu treści odbiorców – czy tego chcą, czy nie, występując nago w przestrzeni publicznej, dla zdecydowanej większości mężczyzn staną się przedmiotem seksualnego pożądania. Jest to coś, czego prawdopodobnie nigdy nie uda się przeskoczyć.

Sydney Sweeney – skarbonka pełna złotych monet

W tej całej dyskusji jednak umyka jedna rzecz. Gdy prawica robi ze Sweeney „MAGA Barbie”, a lewica oskarża aktorkę o antykobiecą działalność, zarówno firma Novig, jak i aktorka jako udziałowczyni firmy liczą zyski, jakie cała afera pomogła wygenerować. Jak przytomnie zauważa na łamach Krytyki Politycznej Aleksandra Kasprzak: „Kłótnia o to, czy Sweeney podjęła jednostkową decyzję, bo to jej ciało i jej wybór, czy może zaszkodziła wizerunkowi kobiet w sporcie, jest skarbonką pełną złotych monet dla firmy. Trudno pozbyć się wrażenia, że od początku właśnie o to chodziło: o dramę, hałas, rozpie***l. W tradycyjnej reklamie marka chciałaby wywołać wrażenie, że produkt jest ciekawy i przydatny, za to w reklamie Novig wystarczy pomyśleć: »O, wow, co to za chore g***o?«. Kampania reklamowa firmy niczym nie różni się od prowokacyjnego wpisu na X autorstwa nastoletniego konfederaty, który na każdy komentarz odpisuje frazą: »Słychać wycie? Znakomicie«”.

I dalej: „Sweeney niezwykle skutecznie monetyzuje uwagę, odwołując się do tematów, które sfrustrują ludzi po pierwszej sekundzie patrzenia na reklamę. To jak odwrotność organizowania zbiórki na chore kotki lub pieski – nie ma opcji, by coś tak smutnego i uroczego kogokolwiek wkurzyło […] W internecie feministyczne oburzenie i męska uwaga to dokładnie to samo – paliwo do generowania setek tysięcy komentarzy, rolek, dram, dyskusji, a więc metoda na ciągłość reklamy”..

Sam nie mógłbym lepiej podsumować całej tej afery.

Cezary Boryszewski

Redaktor portalu opinii Klubu Jagiellońskiego i czasopisma idei „Pressje”. Koordynator warszawskiego oddziału Klubu Jagiellońskiego

–