Forsowana ostatnio przez polityczną prawicę histeria antyukraińska przykryła na chwilę fobię antyniemiecką, ale jedna i druga odwołuje się do ciemnych stron naszej mentalności, gdzie skrywa się wciąż pierwotny strach przed „obcym”, który z definicji stanowił kiedyś potencjalne zagrożenie. Nie wszyscy potrafią sobie z nim poradzić, mitygując tę instynktowną obawę racjonalnymi argumentami.
Ci folgujący sobie w mowie nienawiści niekoniecznie są tylko politycznymi cynikami. Można bowiem podejrzewać, że mogli wreszcie uzewnętrznić swoje faktyczne osobiste obawy, skrywane wcześniej wstydliwie przed opinią publiczną, w której zdawała się przeważać opinia, że „zgoda buduje” – nie tylko wewnątrz wspólnoty, ale też i w stosunkach z sąsiadami. Kiedy demonstrowanie poglądów ksenofobicznych przestało być wstydliwą przypadłością jednostkowych dziwaków, odważniejsi już hunwejbini polityczni dali swobodny upust swoim lękom.