Nowe propozycje bankowców ogłoszone pod hasłem "pomoc dla frankowców" można ocenić jako "pomaganie przez zagmatwanie".
Pojawiły się obietnice stworzenia jakichś funduszy, które mają powstać ze środków banków, przy czym nadal nie wiadomo, jaki bank i ile miałby wpłacić i kto konkretnie mógłby skorzystać z dopłat.
Przedstawione hasłowo projekty, wydają się bardzo skomplikowane. Znamienne jest przy tym zapewnienie, że szczegóły projektów mają być dopracowane do końca maja. Ale którego roku - narzuca się pytanie.
To zwykła gra na czas, bo może kurs franka jeszcze trochę spadnie? I wtedy frankowicze wrócą do domów, nie będą latać po mieście z plakatami o treści nie zawsze przyjaznej bankom.
Mamy do czynienia z ucieczką od odpowiedzialności. Oczywiste jest dla każdego, nawet średnio orientującego się w tematach finansowych człowieka, że sytuacja z 15 stycznia tego roku może się powtarzać. Skoro tak, frankowicze wrócą na ulice, a bankowcy - do tworzenia kolejnych projektów rozwiązania problemu z chwiejnym kursem szwajcarskiej waluty.