Przekroczenie granicy 150 dol. za baryłkę zapowiadano na 4 lipca. Mimo że był to dzień świąteczny w USA. Na razie jednak przepowiednia się nie spełniła.

Słaby dolar, mocne euro. Oczekiwania, że EBC znów podniesie stopy. Notowana w dolarach ropa musi drożeć. A przy tym jeszcze rozpoczął się sezon urlopowy w USA. Czyli szczyt popytu w pełni.

Amerykę czeka korekta konsumpcji paliw. Jednak dla rynku będzie to praktycznie bez znaczenia, bo spadek popytu w USA nie będzie oznaczał wyhamowania wzrostu na świecie. Indie i Chiny zużyją wszelkie nadwyżki. – Ropa jeszcze sporo zdrożeje, zanim jej ceny choć trochę zaczną spadać – mówił w piątek Christopher Bellew z Bache Financial.

I dodał: – Dwa pociągi muszą w którymś momencie się zderzyć. Jeden nazywa się „ceny ropy”, drugi „recesja”. Analitycy są podzieleni, część twierdzi, że to spekulanci nakręcają ceny, reszta, że powodem hossy jest rosnący popyt. Prawda, jak zwykle, jest pośrodku. Ropa od początku roku zdrożała o 5 proc.Wzrost popytu jest jednocyfrowy.

Na rynku złota znów mówi się o powrocie w okolice 1000 dol. za uncję. Jednak piątkowe notowania to „tylko”ok. 932 dol. Silne wsparcie to 930 dol. Ceny zarówno metalu, jak i pozostałych kruszców, silnie wspiera inflacja i oczekiwania dalszego wzrostu cen.

Dla miedzi wsparciem cen jest strajk w peruwiańskich kopalniach. Sięgnęły one już poziomu 8940 dol. za tonę,czyli rekordu wszech czasów. I nic nie wskazuje na zmianę tej sytuacji.