O idei local contentu mówi się w Polsce w ostatnim czasie bardzo dużo. Czy wzmożone dyskusje na ten temat prowadzone są równie intensywnie w innych krajach europejskich?

Ten trend widoczny jest w całej Europie, nie tylko w Polsce. Nadzoruję 18 inwestycji portfelowych w Europie Centralnej. Odwiedzam również fabryki w całej Europie i widzę, że najważniejszą kwestią, która się pojawia, jest pochodzenie produktu. Tak jak kiedyś mierzyło się ślad węglowy, tak dziś bada się european supply chain, ślad pochodzenia produktu. To zjawisko jest szczególnie zauważalne w technologiach dual-use, w sektorze obronnym, ale w coraz większym stopniu również we wrażliwych obszarach sektora energetycznego. Trend nasilił się w 2026 r. To pokłosie sytuacji w USA, kryzysu bliskowschodniego, uzależnienia od importu z Chin oraz wojny w Ukrainie.

Pochodzenie faktycznie może być elementem decydującym o wyborze produktu?

Local content staje się głównym kryterium, zarówno jeśli chodzi o instytucje finansowe, które będą finansować projekty, jak i inwestorów realizujących inwestycje czy ostatecznie – odbiorców końcowych. Nacisk na wspieranie lokalnego biznesu jest bardzo silny, zwłaszcza w tzw. obszarach wrażliwych. Nastąpiła refleksja w bankach oraz wśród zarządzających funduszami, że unijne środki wspierały – nie zawsze świadomie bezpośrednio – import produktów z Chin, zamiast wspierać inwestycje lokalne.

Jak się na to przygotować?

Nie da się być dobrym we wszystkim, nie można być samowystarczalnym, ale trzeba dążyć do tego, by być w jakimś zakresie niezastąpionym. Warto skoncentrować się na pięciu wybranych obszarach i je rozwijać, angażując w to instytucje państwowe, finansowe, ośrodki naukowe itd. I nie chodzi tu o polski cement, polską stal, ale o zaawansowane technologicznie produkty.

Czytaj więcej

Polski przemysł na pełnych obrotach. ARP SA napędza lokalny potencjał

Jakie obszary są najbardziej perspektywiczne w przypadku Polski?

Duży potencjał wiąże się z technologiami w sektorze generacji i dystrybucji energii, który jest w trakcie transformacji. Skoro wydajemy gigantyczne pieniądze na modernizację systemu, powinniśmy postawić również na rozwój własnych rozwiązań, które w przyszłości mogłyby być znakiem rozpoznawczym Polski w Europie. Jeśli chodzi o energetykę, sporo jest realizowanych ciekawych projektów w zakresie wytwarzania energii, wytwarzania ciepła, przesyłu, magazynowania energii. Trzeba docenić to, co polscy innowatorzy proponują, i wesprzeć ich działania, by mogli swoje pomysły rozwijać z korzyścią dla polskiej gospodarki.

Przykładem jest choćby ZPUE, wspaniale rozwijająca się polska firma z ogromnym potencjałem eksportowym. Ale również mniejsze firmy, jak Centrum Elektroniki Stosowanej z Krakowa, które wymyśliło własne rozwiązanie w zakresie dekarbonizacji ciepłownictwa. Kolejne obszary to kosmos, robotyzacja humanoidalna, czyli physical AI, a także szeroko rozumiany sektor obronny, z wykorzystaniem rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Mamy bardzo silny know-how w zakresie material science w Polsce – szczególnie w chemii oraz metalach. Ale też trzeba otwarcie mówić, że są pewne obszary o słabej perspektywie, jak np. automotive poddany ogromnej presji kosztowej i jakościowej. Przy czym chcę tutaj podkreślić, że nie zgadzam się z tezą, że czegoś nie można wykonać w Polsce. Technologie są dostępne, konieczny jest tylko pogłębiony dialog między inwestorem a producentem czy dostawcą usługi, zmierzający do zawarcia owocnych partnerstw i tworzenia ekosystemów sprzyjających szybszemu wdrażaniu innowacji.

Wciąż jednak nie tylko Polska, ale i cała Europa nie nadąża za USA i Chinami, jeśli chodzi o technologie i innowacyjność.

Fundamentalnie nie zgadzam się z tą tezą. Europa przegrywa z Chinami czy Stanami Zjednoczonymi, a wkrótce być może nawet z Indiami, ale nie na inteligencję, lecz na szybkość podejmowania decyzji. Przegrywa przez bardzo niską skłonność kapitału do ryzyka i przeregulowanie w różnych obszarach gospodarki. Nadmiar regulacji to jeden z głównych hamulców. Inwestorzy nie mogą czekać w nieskończoność na zgody, pozwolenia i decyzje dotacyjne. Dziś konkurujemy na czas, świat jest agresywny, szybko się zmienia. Żeby nadążyć, musimy być lepsi od innych. Bo, podkreślam jeszcze raz, jeśli chodzi o potencjał intelektualny, na pewno nie odstajemy od liderów.

W dyskusjach na temat local contentu podnosi się kwestię przepływu technologii. Czy firmy zagraniczne inwestujące w Polsce są skłonne dzielić się swoimi rozwiązaniami?

Z reguły nie, nie mają w tym interesu, bo traktują Polskę jako zwykłe miejsce produkcji. Natomiast mamy narzędzia, by motywować inwestorów do szerszej współpracy. Można na przykład postawić warunek, że jeśli nie będą rozwijać produktu we współpracy z polskimi uczelniami, nie otrzymają wsparcia publicznego w formie dotacji czy zachęt podatkowych. Chodzi o to, by uruchamiać programy badawcze w krajowych ośrodkach naukowych i wspólnie dokonywać ulepszeń produktów. Zmiany technologiczne postępują z dnia na dzień, na rynkach pojawiają się coraz bardziej zaawansowane produkty. Trzeba konsekwentnych i zdecydowanych działań ze strony decydentów politycznych, by ta zmiana następowała z udziałem polskiej myśli technicznej.

A czy takie podejście nie skończy się tym, że inwestorzy poszukają innego miejsca do inwestowania?

Nie, jestem przekonany, że podejmą kroki, by spełnić konkretne warunki. Nie wierzę, żeby ktokolwiek chciał się z tego powodu wycofać. Jesteśmy zbyt atrakcyjnym i dojrzałym rynkiem pod względem przestrzegania ładu korporacyjnego, reguł podatkowych i dostępu do wysokiej klasy specjalistów.

Krajowe uczelnie są w stanie efektywnie współpracować z biznesem? Dotychczas te dwa światy – biznesu i nauki – niespecjalnie się rozumiały. Wiele dzieliło jedno środowisko od drugiego: cele, sposób działania.

Na pewno jest parę przeszkód do pokonania. Naukowiec, który jednocześnie musi prowadzić zajęcia, działalność naukową, publikować artykuły, prowadzić badania, nie jest w stanie robić dobrze wszystkiego. Zawsze będzie w którymś obszarze nieefektywny. To z pewnością musi się zmienić, konieczne jest oddelegowanie części kadry do konkretnych projektów. Tak dzieje się na przykład w Szwecji. Innym wyzwaniem jest system nabywania praw autorskich do konkretnych rozwiązań, które finalnie muszą być przetransferowane z uczelni do podmiotu zewnętrznego. Wynalazca powinien mieć do nich pełne prawa, a uczelnia – mieć udział w zyskach ze sprzedaży produktu.

Polscy przedsiębiorcy są przygotowani do konkurowania w świecie nowoczesnych technologii?

Część firm jest już bardzo zaawansowana, część potrzebuje jeszcze trochę czasu, by uzyskać gotowość technologiczną do wdrażania rozwiązań. Dlatego mówię o tych kluczowych inwestycjach, kierunkach, które trzeba rozwijać z udziałem państwa, by się wyspecjalizować w konkretnych obszarach i być potencjalnie partnerem pierwszego wyboru dla konsorcjów międzynarodowych w tych dziedzinach. By nie być wyłącznie dostawcą betonu czy montażystą, ale mieć udział w łańcuchu wartości złożonych rozwiązań, które będą służyć Polsce, choćby w procesie transformacji energetycznej.

To wymaga dużych środków.

Zgoda, dlatego potrzebne jest wsparcie systemowe. Tym bardziej że nowe produkty nie przyjmują się tak od razu, muszą przejść proces walidacji. Finansowanie powinno opierać się na miksie kapitału pożyczkowego, dotacyjnego, w tym pochodzącego z funduszy unijnych. W Polsce dostępnych jest wiele atrakcyjnych narzędzi dotacyjnych, trzeba z nich jak najszerzej korzystać.

Czytaj więcej

Sześciopak rządu ma rozruszać local content

Polski biznes ma potencjał, by wychodzić ze swoimi rozwiązaniami za granicę?

Tak, to już się dzieje. Nie odstajemy kompetencyjnie w żaden sposób od firm niemieckich, szwedzkich czy francuskich. Ekspansja jest naturalnym kierunkiem rozwoju. Mamy kilka przykładów firm krajowych, które z sukcesem wprowadziły swoje rozwiązania z zakresu zarządzania magazynami energii i siecią za granicą, np. w Niemczech, Hiszpanii i we Francji.

A kwestie techniczne, rygorystyczne certyfikaty, standardy narzucone przez technologów? Czy są one barierą dla krajowych przedsiębiorstw?

To jest pewien problem, związany głównie z czasem i kosztami. Podejmowane są w Polsce inicjatywy, które mają przyspieszyć walidację rozwiązań. Mowa o budowie dużych laboratoriów, które będą wspomagać i przyspieszać wdrażanie nowych produktów, szczególnie w sektorze energii. Ten proces nie powinien trwać latami, lecz co najwyżej miesiącami. Osobną kwestią są koszty walidacji. Zazwyczaj musi je ponieść sam przedsiębiorca, a to są spore wydatki od kilkuset tysięcy euro do nawet kilku milionów euro. Nie każdy jest w stanie je udźwignąć.

A nie łatwiej byłoby, gdyby działalność badawczą prowadziły same koncerny, które mają środki i znają doskonale swoje potrzeby, wiedzą, co mogłoby usprawnić ich funkcjonowanie?

W wielu krajach duże firmy podejmują badania na własną rękę, przeznaczając spore środki na poszukiwanie technologii, które miałyby rozwiązać problem ich zaplecza produkcyjnego. To jest również właściwy kierunek, jedna z alternatyw. Dobre rozwiązania, które sprawdzą się w konkretnej organizacji, można w przyszłości dystrybuować na rynku wśród innych podmiotów. Jednym z naszych udziałowców w InnoEnergy jest francuski podmiot sektora energetycznego, który powołał swój fundusz VC. Teza inwestycyjna była następująca: inwestujemy w spółki, które rozwiązują nasze wyzwania i usprawniają nasze operacje. W efekcie inwestycje w kilka firm przyniosły oszczędności nieporównywalne z zainwestowanymi środkami. Wydatki rzędu kilku milionów euro w software do zarządzania energią odnawialną przełożyły się na 150 mln euro oszczędności.

A start-upy? Jest w Polsce miejsce dla młodych organizacji, które próbują swoich sił, opracowując innowacyjne rozwiązania? One nie mają pieniędzy, doświadczenia, tylko pomysły, nad którymi pracują. Czy to wystarczy?

Start-upy są dziś najszybszym mechanizmem konwersji wiedzy naukowej w produkt rynkowy – szybszym niż korporacyjne działy R&D. To one jako pierwsze testują takie technologie, jak nowa chemia baterii, inferencja AI on-premise czy analogowe układy dla kosmosu. Dlatego powinno się je wspierać w zapewnianiu niezbędnego finansowania. Jedną z opcji jest pozyskiwanie pieniędzy od dużych rynkowych podmiotów, które wdrażając rozwiązania od wspartych kapitałowo innowacyjnych firm, chcą zwiększać efektywność swojego działania.