Materiał powstał we współpracy z PGE
Transformacja energetyczna to nie tylko nowoczesna infrastruktura, ale i ogromna szansa dla rodzimego biznesu. Jak z perspektywy PGE wygląda kwestia local contentu i dlaczego jest ona tak istotna dla grupy?
Zacznijmy od tego, że dla nas local content to nie tylko kolejna wytyczna czy punkt w regulaminie. Dla zespołu, z którym pracuję, to jest prawdziwa misja. Jesteśmy głęboko przekonani, opierając się na naszym doświadczeniu, że budowa łańcucha dostaw opartego na polskich firmach i polskim przemyśle tworzy cały system wartości. Ten system zaczyna się od fundamentalnego bezpieczeństwa energetycznego, a kończy na bardzo praktycznej dostępności produktów i krótkim czasie reakcji w sytuacjach, gdy na inwestycji dzieje się coś niepokojącego. Grupa PGE traktuje local content jako priorytet we wszystkich obszarach działalności. Mówimy o gigantycznej skali – nasza strategia zakłada inwestycje rzędu 235 mld zł do 2035 r., z czego 150 mld zł ma trafić do polskich firm. To nie jest kwestia chwilowej mody, to zadanie strategiczne, w które szczerze wierzymy, patrząc na nie w perspektywie krótko- i długoterminowej.
Przez lata w debacie publicznej pokutował stereotyp, że polskie firmy – zwłaszcza w sektorze offshore – nie są gotowe, by sprostać wymaganiom wielkich projektów. Czy to się zmieniło?
Chciałbym ten stereotyp zdecydowanie przełamać. Rzeczywiście, dotychczas często słyszało się, że polskie firmy nie mają oferty na offshore, ale to się zmieniło. Informacja o braku gotowości była prawdziwa może sześć miesięcy temu, ale dzisiaj jest już nieaktualna. Polski rynek offshore „się budzi”. W PGE Baltica, która jest spółką segmentową PGE, przez ostatnie lata wykonaliśmy ogromną pracę związaną z rozpoznaniem rynku i przygotowaniem partnerstw strategicznych. Tam, gdzie nie znajdujemy jeszcze polskiego dostawcy i musimy rozmawiać z partnerem zagranicznym, dążymy do tego, by polskie firmy wchodziły w skład konsorcjów. Dzięki temu budują one swoje referencje i doświadczenie, by w kolejnych postępowaniach startować już jako liderzy. Ten rynek wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze cztery lata temu. Polskie firmy już dziś wykonują badania podstawowe, nadzór czy produkcję dla części onshore.
Czytaj więcej
Morska i lądowa energetyka wiatrowa oraz kolej to obszary, w których Agencja Rozwoju Przemysłu SA skutecznie realizuje local content na poziomie 80...
Jakie są realne cele, jeśli chodzi o udział polskiego przemysłu w tych inwestycjach?
Udział local contentu na poziomie 45 proc. w przypadku morskich farm wiatrowych jest wartością jak najbardziej realną do osiągnięcia. W innych sektorach, np. tam, gdzie działa PGE Dystrybucja, te wskaźniki są znacznie wyższe i sięgają nawet 85 proc. Chciałbym jednak podkreślić: to nie jest kwestia „mody”, to zadanie strategiczne przekładające się na PKB i standard życia nas wszystkich. Naszym zadaniem jest ściąganie zaawansowanych technologii do kraju. Dziś to my stawiamy twarde pytania naszym zagranicznym partnerom: nie pytamy ich, czy zamierzają budować local content, ale jak zamierzają to zrobić. Oceniamy ich strategię w tym zakresie, by zdecydować, czy są dla nas odpowiednim partnerem do kolejnych projektów.
W jaki sposób PGE wciąga polskie firmy w swój łańcuch dostaw? Wielu przedsiębiorców obawia się procedur.
Stale nad tym pracujemy. Organizujemy warsztaty pod nazwą Suppliers Day, w których uczestniczy od 400 do nawet 700 firm szukających dla siebie szansy. Ściągamy tam zachodnich partnerów technologicznych i tworzymy przestrzeń do bezpośrednich spotkań z polskimi przedsiębiorcami. Jako zamawiający bierzemy na siebie pewne ryzyka, na przykład dzieląc duże kontrakty na mniejsze części tylko po to, by umożliwić start polskim podmiotom. Często nasza praca polega dosłownie na obdzwanianiu firm, informowaniu ich o postępowaniach i tłumaczeniu procedur. Na wielu poziomach dbamy o to, by umożliwić polskim wykonawcom udział w naszych inwestycjach.
Gdzie widzi pan największe bariery, które mogą spowolnić ten proces?
Wskazałbym dwa główne aspekty. Pierwszym jest standing finansowy i kwestia pozyskania gwarancji zabezpieczających kontrakty. Instytucje finansowe coraz lepiej rozumieją ten rynek i przygotowują nowe rozwiązania dla biznesu. Druga bariera to harmonogramy. Projekty drugiej fazy offshore dzieją się w podobnym czasie i musimy tak zarządzać planami, by inwestycje się wzajemnie nie „kanibalizowały”. Przedsiębiorca potrzebuje stabilnego biznesu na lata, a nie jednorazowego zlecenia.
Czytaj więcej
Sześć rekomendacji dobrych praktyk zawiera podpisany przez premiera rządowy dokument o rozwoju „local content”, który teraz będą wdrażać spółki. Cz...
Wspomniał pan o perspektywie wieloletniej. Czy polskie firmy mogą liczyć na zlecenia nie tylko przy budowie, ale i późniejszej eksploatacji farm?
To kluczowy punkt. Udział w etapie budowy automatycznie otwiera drzwi do fazy eksploatacji. Morskie farmy wiatrowe będą funkcjonować przez 25–30 lat, podobnie jak nowoczesne bloki gazowe czy sieci. To dla firm perspektywa bezpiecznego funkcjonowania przez dekady. Bardzo ważne są tu spójne komunikaty rządu o długofalowym rozwoju tych gałęzi przemysłu, co jest sygnałem dla banków. One, kalkulując ryzyko, wyceniają bezpieczeństwo kapitału inwestowanego w te zadania.
A co z barierami prawnymi? Często mówi się, że prawo zamówień publicznych utrudnia preferowanie krajowych dostawców.
Jako spółka Skarbu Państwa jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo energetyczne i budowanie wartości polskiego przemysłu. W sytuacjach awaryjnych potrzebujemy krótkich łańcuchów dostaw i inżynierów dostępnych na miejscu, reagujących natychmiast. To buduje zaufanie biznesowe i partnerstwo, a nie tylko suchą relację zamawiający–wykonawca. Dlatego w ocenach ofert cena nie stanowi już 100 proc. – liczy się dostępność komponentów i czas reakcji. To są elementy, które dziś realnie wyceniamy.
Materiał powstał we współpracy z PGE