Local content do idea zwiększania zaangażowania udziału krajowych przedsiębiorstw w projektach inwestycyjnych realizowanych na terenie kraju. Celem jest stworzenie impulsu rozwojowego dla polskiej gospodarki poprzez zlecenia kierowane do krajowych firm. Taka polityka przekłada się na wzrost krajowej produkcji, tworzenie nowych miejsc pracy i wzrost lokalnych kompetencji. Jeśli nie będziemy wdrażać jej w życie, korzyści ekonomiczne z inwestycji mogą konsumować firmy zagraniczne.
Biliony złotych do podziału
Local content stał się jednym z priorytetów polskiego rządu, co dodatkowo motywuje inwestorów, zwłaszcza spółki Skarbu Państwa realizujące duże inwestycje, by dołożyć starań do angażowania w projekty inwestycyjne jak najwięcej polskich firm. W październiku zeszłego roku resort aktywów państwowych ogłosił, że celem rządu na drugą kadencję jest repolonizacja rozumiana jako właśnie local content. Powołany został zespół ds. udziału komponentu krajowego w kluczowych projektach inwestycyjnych. Zdefiniował on właśnie pojęcie komponentu krajowego, a szczegóły poznamy 2 marca. Celem prac tego zespołu jest także określenie metodologii pomiaru local contentu, analiza regulacji prawnych i przygotowanie dobrych praktyk stosowanych w tym zakresie oraz koncepcja programu pilotażowego np. w sektorze OZE. Koordynatorem ds. komponentu krajowego jest Agencja Rozwoju Przemysłu.
Czytaj więcej
Polska stoi dziś przed inwestycyjną falą wartą biliony złotych – w energetyce, infrastrukturze i...
– W ciągu dziesięciu lat będziemy wydawali biliony złotych na polską energetykę. Musimy zrobić wszystko, żeby te pieniądze w maksymalnej skali trafiały do krajowych firm – mówił premier Donald Tusk jesienią zeszłego roku podczas forum „Energia z Polski – Local First”. Zaznaczył, że rząd będzie wspierał rodzime firmy, przeznaczając środki na duże projekty związane z morską energetyką wiatrową, jądrową czy zakupy broni. W obliczu międzynarodowych wstrząsów związanych z konfliktami zbrojnymi, wojnami handlowymi i nieuczciwą konkurencją kraj powinien dążyć do suwerenności gospodarczej.
– Mamy taki czas, w którym musimy być wszyscy patriotami i nacjonalistami gospodarczymi i szukać rozwiązań, które będą wspierały polską gospodarkę. Mamy olbrzymi potencjał w każdym sektorze gospodarki – podkreślał Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych.
Prawo rzecz święta
Polska podlega dyrektywom unijnym, które nie dopuszczają stosowania preferencji krajowych. Do przetargów organizowanych w ramach zamówień publicznych mogą na równych zasadach przystępować zarówno podmioty krajowe, jak i inne firmy unijne czy nawet przedsiębiorstwa z krajów, z którymi podpisane są stosowne umowy. Dopuszczane są jednak pewne miękkie rozwiązania, które wzmacniają lokalne łańcuchy dostaw.
Możemy czerpać z doświadczenia innych państw, które przez lata uczyły się, jak chronić swoje rynki, nie łamiąc unijnego prawa. Wiele krajów, z Francją czy Niemcami na czele, od dawna wykazuje się patriotyzmem gospodarczym i uprawia politykę wspierania rodzimej gospodarki. Oczywiście w granicach prawa, jakie narzuca członkostwo w Unii Europejskiej. I tak rola lokalnej produkcji w niektórych sektorach wzmacniana jest poprzez systemy certyfikacji. Można powoływać się na bezpieczeństwo dostaw, bliskość serwisu czy kwestie środowiskowe – dostawy realizowane przez firmy bliższe geograficznie to niższy ślad węglowy.
– Determinacja jest duża, po stronie inwestorów pojawiły się całe zespoły odpowiedzialne za local content. To jest już element strategii zakupowej firm, a nie tylko działanie w ramach konkretnego projektu – mówi Dominika Taranko, wiceprezeska Fundacji Wind Industry Hub działającej na rzecz zapewnienia odpowiedniej bazy przemysłowej w Polsce dla sektora energetyki wiatrowej.
Czytaj więcej
Polska stoi przed inwestycyjną falą wartą biliony złotych. Dlatego nie pytamy już o kwoty, tylko...
Morskie wiatraki na czele
Szerzej o local content zaczęło się mówić w Polsce, gdy pojawiły się pierwsze zapowiedzi budowy morskich far wiatrowych na Bałtyku. Informowano, że inwestycje w morskie wiatraki będą kołem zamachowym polskiej gospodarki.
We wrześniu 2021 roku podpisane zostało porozumienie sektorowe dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. W dokumencie postawiono konkretne cele dotyczące udziału polskich firm w inwestycjach realizowanych w ramach pierwszej fazy – miało to być 20–30 proc. łącznej wartości inwestycji. W przypadku projektów, które będą realizowane w kolejnej fazie, udział local content zaplanowano na 45–50 proc., a dla inwestycji po 2030 roku ma to być minimum 50 proc. Zyskać mogą przemysł stoczniowy, stalowy i metalowy, ale też firmy inżynieryjne, usługowe czy serwisowo-instalacyjne.
Projekty już wygenerowały szereg inwestycji – powstała fabryka wież w Gdańsku, fabryka gondoli w Szczecinie, fabryka łopat w Goleniowie, uruchomiony został terminal instalacyjny w Świnoujściu, rozbudowywany jest terminal do obsługi farm na Bałtyku w Gdańsku, powstają porty serwisowe w Łebie, Ustce, Władysławowie. Za każdą z tych inwestycji idą nowe miejsca pracy i intratne zlecenia.
Potrzeba było zmiany w myśleniu o polskich dostawcach. Historycznie utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że to, co polskie, jest gorsze od tego, co zachodnie. Potrzeba było także czasu, by polskie firmy zaczęły faktycznie uwzględniać w swoich planach rozwojowych oczekiwania, które mają wobec nich inwestorzy. Chodzi o gotowość do pozyskania konkretnych kompetencji, wymaganych certyfikatów, dostosowanie produkcji do wymaganych poziomów itd. Na przykładzie morskich wiatraków widać, jak proces postępuje na przestrzeni lat.
Projekt na dekady
Duże możliwości rozwoju mają firmy działające w północnej części kraju. Na początku lutego w Gdańsku odbyła się druga już edycja warsztatów dla podmiotów, które zainteresowane są udziałem w łańcuchu dostaw dla największych projektów energetycznych w kraju. Skala realizowanych na Pomorzu inwestycji jest bardzo duża, od morskich elektrowni wiatrowych po atom.
By firmy mogły zabiegać o większe zlecenia, potrzebują finansowania. Biznes ma do dyspozycji instrumenty finansowe i rozwojowe, w tym fundusze rozwojowe i pożyczki dostępne w instytucjach krajowych oraz regionalnych, programy wsparcia dla firm planujących wejście do sektora offshore i energetyki jądrowej, a także narzędzia doradcze i inicjatywy ułatwiające zwiększanie konkurencyjności. Ofertę w tym zakresie ma dla polskich przedsiębiorców również Agencja Rozwoju Przemysłu. – Dysponujemy szerokim wachlarzem instrumentów – od finansowania, przez doradztwo, po dostęp do infrastruktury – które pomogą przedsiębiorcom przygotować się do udziału w tych przełomowych dla polskiej energetyki przedsięwzięciach – powiedział Krzysztof Telega, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu. Na projektach inwestycyjnych skorzystać powinny też jednak średnie i małe podmioty. Oferta finansowa musi więc uwzględniać również ich możliwości.
Czytaj więcej
Local content to jest standard, który funkcjonuje w najbardziej rozwiniętych krajach, bo rządom z...
Local content będzie projektem długofalowym, rozpisanym na dekady. Ta idea musi być realizowana konsekwentnie i systemowo. Tylko wtedy będzie skuteczna. Planowanie dużych projektów, wcześniejsze komunikowanie harmonogramów i oczekiwań przez inwestorów pozwolą firmom przygotować się do nowych wyzwań. Przedsiębiorcy, ponosząc duże nakłady na rozwój produkcji, kompetencji, szkolenie pracowników, muszą mieć gwarancję zleceń w dłuższym okresie. Dlatego ważne jest koordynowanie zleceń, najlepiej międzysektorowo, i wsparcie eksportowe, by uniknąć z jednej strony wąskich gardeł, gdy spiętrzają się zlecenia, z drugiej – przestojów, gdy popyt ze strony zamawiających na rynku słabnie. – Trzeba zadbać o to, by w perspektywie najbliższych 15–20 lat nie było luk inwestycyjnych, by ogłaszać kolejne projekty w miarowy, przewidywalny dla rynku sposób. Tylko wtedy pojawi się impuls inwestycyjny dla firm. Przedsiębiorcy muszą mieć pewność, że zleceń na rynku nie zabraknie – mówi Dominika Taranko.
Sondaż „Rzeczpospolitej”
Local content z dużym poparciem
Niemal 90 proc. Polaków chce, by publiczne pieniądze w przetargach państwowych firm i instytucji trafiały przede wszystkim do firm polskich lub zagranicznych, ale płacących podatki nad Wisłą.
Local content, czyli strategia, która zmierza do zwiększenia udziału polskich firm w gospodarce i kluczowych inwestycjach, to oczko w głowie premiera, a także ministra aktywów państwowych. W sondażu dla „Rzeczpospolitej” IBRiS zapytał dorosłych mieszkańców Polski o stosunek do tej strategii.
Niemal połowa badanych, bo 49,3 proc., uważa, że publiczne pieniądze i pieniądze z KPO powinny trafiać tylko do polskich firm prywatnych i państwowych. Kolejne 39 proc. twierdzi, że powinny one trafiać nie tylko do polskich, ale też do zagranicznych firm, pod warunkiem że te drugie uczciwie płacą w Polsce podatki, adekwatne do skali swojej działalności. Tylko zdaniem 5,4 proc. badanych nie powinno tu być żadnych ograniczeń. Nieco ponad 6 proc. badanych nie miało zdania w tej sprawie bądź nie udzieliło odpowiedzi.
Zwolennicy PiS, obu Konfederacji, Trzeciej Drogi, Brauna, Mentzena, Hołowni i Nawrockiego częściej popierali najostrzejszą wersję local content, czyli tę, w której publiczne pieniądze powinny trafiać tylko do polskich firm. Zwolennicy KO, Nowej Lewicy, Trzaskowskiego, Biejat i Zandberga częściej popierali możliwość dopuszczania do tych pieniędzy także firm zagranicznych, jeśli uczciwie płacą w Polsce podatki. Łączne poparcie dla local content w większości tych grup wahało się w okolicach 90 proc., mniejsze było w przypadku Konfederacji, gdzie jedna czwarta sympatyków opowiedziała się za brakiem ograniczeń.