Pasja do rysunków narodziła się we wczesnym dzieciństwie. Jako chorowite dziecko sporo czasu spędzał w domu, umilał sobie ten czas, rysując i oglądając albumy ze sztuką. Miał swoje ulubione obrazy, wśród nich „Orlęta Lwowskie” Wojciecha Kossaka i „Puszczę” Artura Grottgera. Wybuch wojny zmienił wszystko. Chłopak musiał dorosnąć w trybie ekspresowym - trzeba było walczyć o przetrwanie i zarabiać na utrzymanie domu. Zajmował się też konspiracją.
Pewnego razu otrzymał w prezencie pudełko farb olejnych i książkę Józefa Czapskiego o Józefie Pankiewiczu. Oto malarz opisywał historię innego malarza w sposób arcyciekawy… Lektura urozmaicała Wajdzie trudny okupacyjny czas. Odkrywał artystyczną drogę Pankiewicza, rozwój jego stylu, analizował kolorystykę, kompozycję. Siedząc w zniszczonym wojną kraju czytał o podróżach artysty do Paryża, o jego kontaktach z europejskimi malarzami. Jakże ożywcze były te wizje! Z zupełnie innego świata. W 1942 r. zaczął uczyć się w prywatnej szkole rysunku założonej przez malarza Wacława Dobrowolskiego. Pomagał też w wolnych chwilach artystom, którzy tworzyli polichromie w kościele Bernardynów w Radomiu. Jego związek ze sztuką zacieśniał się z roku na rok.
Pierwsze próby malarskie i studia w ASP
Malował pejzaże miasta (mieszkał w Radomiu) i sceny z życia codziennego. Uwiecznił m.in. swojego stryja Gustawa przyrządzającego karpia przed Wigilią 1939 r., spod jego ręki wyszedł też obraz olejny „Głowa kapusty” (1942), pastel „Wejście do kościoła Bernardynów” (1941) czy kopia obrazu „Madonna” z ołtarza głównego kościoła Bernardynów w Radomiu (1942). Zaczynał od realistycznych przedstawień, ale z czasem nasiąkał stylistyką impresjonistów, czego doskonałym przykładem jest obraz „Przedmieście Radomia” (1942). Z tej pracy Wajda był naprawdę dumny.
W 1941 r. odwiedził po raz pierwszy Kraków. Jednak to nie Wawel, nie rynek, nie Kościół Mariacki zrobiły na nim największe wrażenie, a kościół Franciszkanów z witrażami Wyspiańskiego. Był poruszony do głębi. By dać upust emocjom, napisał wtedy wiersz. Pierwszy i ostatni w swoim życiu.
Czytaj więcej
Filmowe arcydzieła artysty nie mogą przesłaniać jego scenicznych osiągnięć.
Jesienią 1946 roku rozpoczął studia malarskie w Krakowie. Miał wtedy tylko małą maturę, pierwszy rok studiował więc jako wolny słuchacz. Gdy kilkanaście miesięcy później zdał egzamin weryfikujący z przedmiotów humanistycznych, został już pełnoprawnym studentem. Jak wielu kolegów, był w trudnej sytuacji finansowej. Miał co prawda stypendium, ale było ono niewielkie. Szukanie pracy w zawodzie było niezwykle trudne, miasto pełne było artystów, konkurencja do malowania szyldów czy dekorowania wystaw była ogromna. Z czasem jednak pojawiały się dodatkowe wpływy – nagroda od uczelni za akt, pieniądze za udział w wystawie, współpraca z prof. Romanem Reinfussem z Muzeum Etnograficznego, dla którego uwieczniał elementy podhalańskiej kultury czy przygotowanie dekoracji i kostiumów do operetki „Rose Marie”.
Pierwsze dylematy
Krakowska akademia cieszyła się w tym czasie dobrą sławą. Wykładało tu wielu cenionych artystów. Wajda zaczął od pracowni prof. Zygmunta Radnickiego, kolejne dwa lata spędził pod opieką prof. Hanny Rudzkiej-Cybisowej, przedstawicielki postimpresjonizmu. Atmosfera uczelni przyciągała młodych ludzi. Wieczorami, po zajęciach, w jednej z sal spotykali się co wieczór studenci a nawet malarze z miasta, by malować w swobodnej atmosferze.
Z czasem zaczęły jednak Wajdę nachodzić wątpliwości; miał poczucie, że stoi w miejscu, nie poszukuje, nie wypracowuje własnego stylu. Nie tylko jego dopadały tego rodzaju rozterki. Młodzi artyści pragnący zmian zaczęli w pewnym czasie brać sprawy w swoje ręce. Grupa Młodych Plastyków, której liderem był Tadeusz Kantor, zapowiadała bunt młodego malarstwa, odwracając się od naturalizmu i kolorystów i przechodząc w kierunku abstrakcji i symbolizmu. Sam Wajda z kolei przyłączył się do Grupy Samokształceniowej założonej przez Andrzeja Wróblewskiego, przyjaciela Wajdy, którego przyszły reżyser niezwykle cenił. Jej członkowie odchodzili od estetyki kapistów i poszukiwali nowego języka realizmu.
Czytaj więcej
Kiedy Andrzej zaczął chorować na wrzód dwunastnicy, lekarz powiedział mu: „Albo pan będzie czytał recenzje albo będzie robił filmy”. I on przestał...
Niedościgniony wzór
To w gruncie rzeczy zderzenie z talentem Wróblewskiego skłoniło Wajdę do zmiany planów i zdawania egzaminu do łódzkiej filmówki. Gdy zobaczył cykl „Rozstrzelania”, poczuł, że ten język przemawia do niego najsilniej i gdyby miał wypowiadać się jako artysta, chciałby to zrobić w taki właśnie sposób. Ale nie chciał być imitatorem, uznał, że nie ma na tyle charyzmy, by stworzyć własną wizję sztuki malarskiej, zdecydował się więc pójść inną drogą.
Andrzej Wróblewski (1927-1957) był w tym czasie największą indywidualnością na krakowskiej uczelni. Sztuka, według niego, miała być zrozumiała dla wszystkich, ale powinna jednocześnie odkrywać przed widzem nowe światy. Artysta miał za sobą, jak zresztą wielu jemu współczesnych, traumatyczne przeżycia wojenne. Latem 1941 roku, w trakcie rewizji przeprowadzanej przez hitlerowców w wileńskim mieszkaniu jego rodziców, ojciec czternastoletniego wówczas Andrzeja zmarł na atak serca. Te scena odcisnęła mocne piętno na artyście. Cykl „Rozstrzelania”, który zrobił tak ogromne wrażenie na Wajdzie, mówi o utracie, bezsilności, samotności, upokorzeniu, strachu, o wstrząsie emocjonalnym. Na większości prac znajduje się postać chłopca, który jest niemym świadkiem śmierci. Można ją odczytywać jako postać samego Wróblewskiego.
Wajda w lipcu 1949 roku zdał egzamin do Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi, rezygnując tym samym ze studiów malarskich. Mentalnie jednak nie odciął się ostatecznie od malarskiej pasji. Brał pod uwagę powrót do sztalug. Cały czas leżały one zresztą, wraz z innymi akcesoriami malarskimi, w pracowni reżysera. Faktycznie wrócił do prac plastycznych w latach 80., w ponurym czasie po stanie wojennym. Zorganizował wtedy serię wystaw swoich prac. I choć to film i teatr zawładnęły nim na dobre, pozostał wierny swojej pierwszej pasji. Był znawcą malarstwa, szukał przyjaciół wśród artystów, rozumiał ich język i targające nimi rozterki. Kochał ten świat.