Uważany przede wszystkim za reżysera filmowego, Wajda współtworzył „złotą trójkę” Starego Teatru w Krakowie wraz z Jerzym Jarockim i Konradem Swinarskim, budując fundament sławy krakowskiej sceny i jego legendę.
Zrealizował ponad czterdzieści przedstawień teatralnych w Polsce i za granicą, a także blisko dwadzieścia przedstawień telewizyjnych. Znakomicie dobrane obsady filmów wynikały często z pracy z wybitnymi aktorami na scenie. Nowatorstwo filmowe Wajdy brało się również z jego świeżego spojrzenia na teatr.
Teatralną karierę Wajda rozpoczął w 1959 r., od „Kapelusza pełnego deszczu” Michaela V. Gazzo w Teatrze Wybrzeże. Zbigniew Cybulski zagrał amerykańskiego żołnierza, który po powrocie z wojny w Korei uzależnia się od heroiny. Pisano o scenicznym przełomie w wykonaniu reżysera–debiutanta z iście filmową ostrością relacji scenicznej.
Również w gdańskim Wybrzeżu Wajda wystawił w 1960 r. swojego pierwszego „Hamleta” z Edmundem Fettingiem. Był niczym Maciek Chełmicki z „Popiołu i diamentu”, który przegrał z władzą ufundowaną na skrytobójstwie.
Jednak za największe sceniczne osiągnięcie reżysera uważana jest trylogia inspirowana powieściami Dostojewskiego, nazwana „Teatrem sumienia”. Pracując nad nią Andrzej Wajda poszukiwał nowych sposobów ekspresji i metod pracy – rozpoczynając próby bez zarysowanego scenariusza, opierając się na improwizacji.
„Biesy” (1971), spektakl o skutkach zasady „cel uświęca środki”, przeszły do historii również dzięki kreacji Jana Nowickiego w roli Stawrogina. Aktor zagrał rewolucyjnego ideologa, niszczącego wszystko wokół. Wierchowieńskiego kreował najpierw Wojciech Pszoniak, a potem Jerzy Stuhr.
Czytaj więcej
Przyjaźń Andrzeja Wajdy i Jarosława Iwaszkiewicza mówi nam bardzo dużo o tym, jak bardzo różnią się od siebie książki i filmy.
„Moim prawdziwym oparciem w tej pracy i medium, przez które starałem się narzucić innym aktorom gwałtowność i ekspresję, stał się Wojtek Pszoniak” – mówił Wajda w książce „Dostojewski – Teatr sumienia”. Aktorzy mieli grać ewangeliczne wieprze, które tratują się, biegnąc w przepaść. Inspirację do realizacji Biesów stanowiła poezja Aleksandra Puszkina, a w warstwie wizualnej – „Czwórka” Józefa Chełmońskiego z pejzażem pełnym błota, w którym Krystyna Zachwatowicz utaplała wszystkie kostiumy. Ważny był także japoński teatr lalek bunraku, gdzie niebagatelną rolę grają tajemnicze postaci w czarnych kostiumach.
Trzy lata po krakowskiej premierze Wajda zrealizował amerykańską inscenizację „Biesów” w Yale Repertory Theatre. Rolę Marii Lebiadkin zagrała Elżbieta Czyżewska, zaś Lizę Drozdową – młodziutka Meryl Streep.
Nastasja Filipowna” (1977) oparta była na „Idiocie” Dostojewskiego. Po śmierci Konrada Swinarskiego to na Wajdzie spoczęła odpowiedzialność przygotowania premiery, która miała dać teatrowi nowy zastrzyk energii. Nie będąc pewnym co do kierunku interpretacji, reżyser zdecydował się na niespotykane wcześniej otwarte próby z udziałem widowni. Spektakl nabrał ostatecznej formy w czasie nocnych improwizacji z udziałem Nowickiego i Jerzego Radziwiłowicza, który grał Myszkina. Powstała sztuka o spotkaniu dwóch mężczyzn nad trupem kochanej przez nich tytułowej bohaterki, która była obecna wyłącznie w dialogach bohaterów.
I ten spektakl miał swoją zagraniczną wersję. W Tokio i Osace Andrzej Wajda zrealizował w 1989 r. przedstawienie „Nastasja”. Główną rolę grał Bandō Tamasaburō, wybitny artysta japońskiego teatru kabuki, specjalizujący się w rolach kobiecych. Wajda zdecydował się na powierzenie mu ról Nastasji i Myszkina. Japoński spektakl z premierą 1 marca 1989 r. miał swoje lustrzane odbicie na scenie Starego Teatru w postaci „Hamleta” (IV) z Teresą Budzisz-Krzyżanowską w męskiej roli. Premiera odbyła się 30 czerwca 1989 r., a więc niedługo po wygranych przez Solidarność wyborach, gdy artysta został senatorem. Zobaczyliśmy świat z perspektywy aktorskiej garderoby, a może domowej toaletki. Jakby Wajda chciał podkreślić, również poprzez zmianę płci bohatera – rozpoczęcie czasów posthistorycznych, w których najważniejsze nie są dawne społeczne role, lecz życie wewnętrzne: prywatność, intymność, indywidualizm wybijający się ponad sprawy wspólnotowe.
Ostatnią część „Teatru sumienia” stanowiła „Zbrodnia i kara” (1984), kryminalna psychodrama o zwarciu policjanta Porfirego Pietrowicza (Jerzy Stuhr) i mordercy Rodiona Raskolnikowa (Jerzy Radziwiłowicza). Dzięki zabudowującej przestrzeń gry scenografii Krystyny Zachwatowicz – publiczność raczej podglądała, co się dzieje, a nie oglądała aktorów wprost. Zanim zobaczyliśmy filmowego „Dantona” – powstała „Sprawa Dantona” (1975) wg dramatu Stanisławy Przybyszewskiej w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Andrzej Wajda skorzystał tym razem z doświadczeń awangardy i rozegrał spektakl wśród widzów, którzy siedzieli także na scenie, otaczając protagonistów spierających się w scenach parlamentarnych i sądowych. Ważną rolę w scenografii grała krata więzienia.
Także w Teatrze Powszechnym powstały „Rozmowy z katem” (1977) wg głośnej książki Kazimierza Moczarskiego, opartej na doświadczeniach z pobytu w więzieniu oficera Armii Krajowej, osadzonego w jednej celi z hitlerowskim oprawcą Jürgenem Stroopem. „Wkraczamy do celi mokotowskiego więzienia. Wajda i scenograf Allan Starski zrekonstruowali ją niemal naturalistycznie – pisał Maciej Karpiński w książce „Andrzej Wajda – teatr”.
Rok po „Sprawie Dantona” reżyser wystawił w Teatrze Na Woli kierowanym przez Tadeusza Łomnickiego – „Gdy rozum śpi…” Antonia Buera Valleja. Rolę Goi, portretującego czas wielkiego terroru, zagrał sam Łomnicki. Najważniejsza była atmosfera nieustannego zagrożenia – „wszechobecny lęk, który dotyczy nie tylko poddanych, lecz również królewskich urzędników, a nawet samego tyrana”.
Nieco wcześniej, bo w 1976 r., odbyła się premiera „Emigrantów” Mrożka w Starym Teatrze. Jednocześnie z „Człowiekiem z marmuru” stali się obrazem klęski socjalistycznej utopii. Tak reżyser budował kontekst dla antysystemowych wypowiedzi w „kinie moralnego niepokoju”.
Zdarzały się też w dorobku reżysera spektakle, którym towarzyszyły spory. Krakowska „Antygona” z orwellowskiego 1984 r. programowo zakłócała równoznaczność racji głównej bohaterki i Kreona. Cel Wajdy był oczywisty: pokazać, jak zamordowana została przez stan wojenny Solidarność i towarzysząca jej nadzieja na odrodzenie Polski i Polaków.
Rok później Wajda wyreżyserował „Wieczernik”, dramat na Wielki Piątek Ernesta Brylla – grany w parafii pw. Miłosierdzia Bożego przy ulicy Żytniej w Warszawie. Występowali aktorzy z najważniejszych filmów reżysera: Krystyna Janda, Daniel Olbrychski i Olgierd Łukaszewicz. Lokalizacja stanowiła naturalny komentarz do bieżącej sytuacji politycznej: zrujnowany kościół był w trakcie odbudowy.
Czytaj więcej
Kiedy Andrzej zaczął chorować na wrzód dwunastnicy, lekarz powiedział mu: „Albo pan będzie czytał recenzje albo będzie robił filmy”. I on przestał...
Apostołowie snuli refleksję nad tym, jak odnoszone przez nich jeszcze niedawno moralne zwycięstwo – nagle zmieniło się w klęskę, zaś wyznawcy szczytnych idei poddani zostali prześladowaniom. Tak jak w realiach podziemnej Solidarności, nie brakowało wzajemnych oskarżeń, dociekań na temat niewierności i zdrady. Kapitulancki nastrój przełamywała Maria Magdalena, przynosząc dobrą nowinę o zmartwychwstaniu.
Blisko filmowych dokonań i kreujący Stanisława Wyspiańskiego na czołowego scenarzystę Młodej Polski, co nie jest tylko zwykłą figurą retoryczną, był słynny spektakl telewizyjny „Noc listopadowa” z 1978 r. Powstał po premierze w Starym Teatrze (1974). W teatralnej wersji przy dźwiękach bębna młodzi podoficerowie zaczynali maszerować na publiczność, kierowani przez Wysockiego, który unosił szpadę. W dekadzie „dużej stabilizacji” zaproponowanej przez Edwarda Gierka – naprzeciw socjalistycznych mieszczan stawali duchowi ojcowie Chełmickiego z „Popiołu i diamentu” i powstańców warszawskich z „Kanału”. Powracała tragedia rówieśników Wajdy i starszych od niego żołnierzy Armii Krajowej.
Spektakl Teatru Telewizji zapadł w pamięć widzów dzięki muzyce Zygmunta Koniecznego i kreacjom Jana Nowickiego (Wielki Książę Konstanty) i Jerzego Stuhra (Wysocki). Wajda na planie telewizyjnego widowiska miał szansę zrealizować jego ideę „dramatu miejsca” napędzanego architekturą i pejzażem Arsenału, Łazienek i Belwederu. Świat nadprzyrodzony pozwoliły przedstawić nowoczesne wówczas miksery obrazu, umożliwiające nakładać na siebie rejestrowane osobno sceny.
Film „Wesele” (1972) również wziął się z teatralnych doświadczeń reżysera, zaś innowacyjność spektakli Wajdy objawiła się również w przedstawieniu „Z biegiem lat, z biegiem dni…” wystawionym w Starym Teatrze. Ponad siedmiogodzinny maraton teatralny „na jedną noc albo cztery wieczory” powstał w 1978 r. na sześćdziesięciolecie odzyskania niepodległości. Wajda przypomniał Kraków przełomu XIX i XX wieku, opierając się na motywach twórczości Bałuckiego, Kadena-Bandrowskiego, Przybyszewskiego, Zapolskiej, Struga. Powstał imponujący teatralny fresk i saga rodzinna, pokazująca jednostki i naród w czasach doprowadzających do wybuchu I wojny światowej. Na kanwie spektaklu zrealizowano później znakomity serial telewizyjny.
Szczególną pozycją teatru politycznego Andrzeja Wajdy jest spektakl telewizyjny z 1999 r. „Bigda idzie!” według Juliusza Kadena-Bandrowskiego. Wajda nie zrezygnował z historycznego kostiumu Polski międzywojennej. A jednak przedstawienie stało się miażdżącą oceną „wojny na górze”, rosnącego populizmu. Bigda grany przez Janusza Gajosa na wszystkich miał „haka”.
Dziś najbardziej osobisty w teatralnym dorobku Andrzeja Wajdy wydaje się filmowy zapis „Umarłej klasy” Tadeusza Kantora. Wajda pokazał jego najsłynniejszy spektakl Kantora, ale wyprowadził też akcję poza teatralną piwnicę Krzysztoforów w przestrzenie bliskiego obu artystom Krakowa. To dzieło zyskuje wciąż nowych odbiorców. Obecnie jest prezentowane na wystawie Kantora i Marii Jaremy na Biennale di Venezia w prestiżowej lokalizacji na Placu św. Marka.