Protest licealistów z francuskich przedmieść w zadziwiający sposób ujawnił słabość intelektualną polskiego myślenia o świecie. Gdy protesty młodzieży we Francji ukazały dobitnie, do czego prowadzi niszczenie edukacji w imię ideologicznych fantazji, influencerzy internetowi i komentatorzy widzieli w nich tylko wojnę kulturową prowadzoną przez drugie i trzecie pokolenie imigrantów. Bo na imigracji można więcej ugrać niż na edukacji.
Zapewne najbardziej zadowolona z tego jest ministra Barbara Nowacka, natomiast ja poczułem się tak, jakby ktoś mi chlusnął w twarz pomyjami.
Młodzież z francuskich przedmieść wskazuje na te same problemy, które powodują upadek polskiej edukacji
Być może teraz, po atakach nożowników w polskich szkołach, coś się zmieni. Ale wątpię, gdyż rozmowy o wydarzeniach polskich i francuskich opierają się na schemacie: „To wy jesteście temu winni”.
W rzeczywistości należałoby zacząć od uświadomienia sobie, że młodzież z francuskich przedmieść wskazuje na te same problemy, które powodują upadek polskiej edukacji: niedoinwestowanie, brak nauczycieli i słabe wyniki, które pozbawiają ją szansy na lepsze życie. Nie szukajmy więc różnic, ale podobieństw.
Czytaj więcej
Lider radykalnej lewicy liczy, że bunt licealistów podpali Francję. I zaprowadzi go za pół roku do Pałacu Elizejskiego.
Bowiem ta zbieżność nie jest przypadkowa, lecz jest efektem polityki realizowanej konsekwentnie od lat na całym Zachodzie. Polega ona na degradacji edukacji publicznej do roli ośrodków psychologiczno-pedagogicznych w oparciu o zasadę „róbta, co chceta”.
Gdyby chodziło o prosty błąd, wystarczyłoby przeprosić i zmienić politykę oświatową. Tymczasem kolejne rządy z różnych opcji politycznych z niebywałą determinacją kontynuują przebudowę edukacji publicznej. Gotowe są nawet przy tym zapłacić wysoką cenę w postaci protestów młodzieżowych, wzrostu agresji, demoralizacji i obniżenia poziomu społeczeństwa.
Niszczenie edukacji to spisek przeciwko społeczeństwu
Być może nie jest to świadome działanie na szkodę społeczeństwa. Może to tylko uboczny skutek totalnej niekompetencji wybieralnych polityków demokratycznych, biurokratycznej inercji państwa oraz wypaczonego pragmatyzmu opartego na przekonaniu, że obniżanie wymagań szkolnych jest popierane przez wyborców. Nawet jeżeli tak jest i nie ma w tym premedytacji, nadal postrzegam niszczenie edukacji jako spisek przeciwko społeczeństwu.
Bowiem edukacja publiczna została pomyślana jako mechanizm umożliwiający awans społeczny. Czyli coś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa dla niższych warstw społecznych. Chłop, któremu udało się zdobyć wyższe wykształcenie, awansował do grona inteligencji. Znaczny odsetek współczesnych polskich elit pochodzi z takiego właśnie awansu. I teraz ta droga awansu społecznego staje się coraz bardziej zamknięta.
Aby edukacja mogła pełnić tę rolę, musi być trudna i wymagająca. Nie może być łatwa, gdyż wtedy nie może być traktowana jako droga awansu społecznego. Im więc niższe wymagania stawiamy uczniom szkół publicznych, tym bardziej edukacja publiczna staje się bezwartościowa dla społeczeństwa.
A konsekwencją jest budowanie społeczeństwa kastowego. Z jednej strony są elity, a z drugiej plebs roboczy. A przepływ pomiędzy nimi jest niemożliwy po zniszczeniu edukacji publicznej.
Rosnąca frustracja młodzieży jest oczywistą konsekwencją przemian
Nie trzeba nawet tworzyć formalnych blokad. Cały czas może obowiązywać wolność dostępu do wyższego wykształcenia, ale absolwenci szkół publicznych mają coraz mniejsze szanse na sukces z powodu braku wiedzy.
W Polsce nie jest jeszcze tak źle, ale kolejne rządy robią wszystko, aby było coraz gorzej. I – jak Boga kocham – ja naprawdę nie wiem, czy to jest tylko niekompetencja, głupota czy może jednak spisek.
Oczywistą konsekwencją takich przemian jest rosnąca frustracja młodzieży. Bo z jednej strony mamy nadzieje rozbudzone przez kolorowe reklamy i opowieści o życiu celebrytów, a z drugiej strony mamy brak perspektyw. I nawet nie próbujcie pytać młodzieży, dlaczego wzbiera w niej złość i wrogość do społeczeństwa. Żaden uczeń przecież nie powie, że chciałby w szkole większych wymagań. Ale zatkana butelka, w której nie zostawiono żadnego wentyla bezpieczeństwa dla ambicji i zdolności, musi nam w końcu wybuchnąć w twarz.
Frustracja młodzieży ma być łagodzona przez tabuny psychologów i terapie psychologiczne, a nieoficjalnie także przez ułatwiony dostęp do narkotyków oraz tolerowanie zachowań naruszających tradycyjne normy obyczajowe. To wszystko jednak działa do pewnego poziomu. Gdy ten próg zostanie przekroczony, zaczyna działać odwrotnie. Nawet ja nie mogę już słuchać języka psychologów. Gdy słyszę o dzieciakach, szkolnej traumie i wsparciu, narasta we mnie gniew. Nie chcę więc nawet myśleć, co czuje młodzież, gdy słyszy ten bełkot.
A do tego dochodzi imigracja, która zmienia oblicze młodzieży także pod względem wizualnym. Bo kasta władzy i kasta niższa mają się od siebie różnić nie tylko poziomem wykształcenia, ale również wyglądem i sposobem mówienia. Ja to nazywam latynizacją społeczeństwa europejskiego.
Właśnie dlatego wygląd i sposób bycia protestującej młodzieży francuskiej nie są wcale argumentem przeciwko protestom. Wygląd licealistów francuskich i ich poziom są efektem eksperymentu społecznego, który jest realizowany poprzez szkoły. Bowiem szkoły i młodzież szkolna są najbardziej podatne na takie eksperymenty, gdyż młodzież można łatwo kształtować.
To nie wojna imigrantów z Europą. To cywilizacja blokowisk walczy z cywilizacją elit
Dlatego nie patrzmy na kolor skóry protestującej młodzieży francuskiej. To nie jest wojna kulturowa w tym sensie, że potomkowie imigrantów walczą z cywilizacją europejską. To jest mylny kierunek myślenia. To jest wojna kulturowa w tym sensie, że cywilizacja blokowisk walczy z cywilizacją elit, jak w Ameryce Południowej.
Czytaj więcej
59 osób zatrzymanych, 55 tys. skontrolowanych szkół, a 59 zamkniętych, 24 tys. policjantów postawionych w stan gotowości – to skutek ataku nożownik...
To prawda, że kultura przedmieść, blokowisk i małych miasteczek ma w sobie coraz więcej prymitywizmu, ale taki jest właśnie skutek przebudowy społeczeństwa realizowanej poprzez oświatę. Być może nie tylko skutek, ale również cel, gdyż niski poziom młodzieży uzasadnia kontynuowanie polityki obniżania wymagań wobec uczniów szkół publicznych. Stworzono więc pętlę, z której nie ma ucieczki: obniżanie poziomu edukacji powoduje rosnący prymitywizm młodzieży szkolnej, a jej prymitywizm jest wykorzystywany do uzasadniania dalszego obniżania poziomu edukacji.
A teraz pod wpływem traumatycznych wydarzeń w Polsce i Francji można spróbować skończyć z tym obłędem. Ale można też wykorzystać je jako pretekst, aby dowalić jeszcze bardziej edukacji publicznej. Niech zostaną wyłącznie szkoły prywatne oraz szkoła w chmurze.