Trudno jednoznacznie ocenić ten fenomen zbiorowej pamięci Polaków. Być może jest to sukces polskiej polityki historycznej, może przejaw polskiego charakteru narodowego. Zapewne i jedno i drugie, bo przecież najbardziej lubimy tylko te melodie, które już kiedyś słyszeliśmy.
W osiemdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego warto po raz kolejny przywołać garść informacji, które przybliżą nam atmosferę ostatnich dni lipca 1944 r. W tym czasie warszawiacy widzieli potężny Wehrmacht w odwrocie, na krańcach Pragi słychać było sowieckie działa, a z Moskwy płynęły zachęty do walki z okupantem. Premier Stanisław Mikołajczyk próbował osobiście negocjować ze Stalinem i prosił o spektakularny czyn zbrojny. Do walki parł również płk Antoni Chruściel „Monter”, komendant Okręgu AK Warszawa i świeżo przysłany z Londynu gen. Leopold Okulicki. Dowódca AK gen. Tadeusz Komorowski „Bór” znalazł się pod wielką presją ze strony zwierzchników i podwładnych. W tle działali komuniści bezwzględnie realizując wytyczne Stalina, który umiejętnie grał na emocjach spragnionych wolności Polaków. Niemcy, którym udało się zatrzymać sowieckie natarcie i przywrócić porządek w szeregach, nakazali stawiennictwo stu tysięcy mężczyzn do budowy fortyfikacji. Polacy ich zlekceważyli. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, jak długo dadzą się lekceważyć i jakich środków użyją by przywrócić posłuszeństwo. W takich warunkach „Bór”” zdecydował o ogłoszeniu godziny „W” na 17.00 1 sierpnia.