Nikt dziś nie ma wątpliwości, że patriotyzm gospodarczy jest uzasadniony. I nie chodzi tu tylko wyłącznie o zamanifestowanie swojej postawy, ale o realne wsparcie lokalnych producentów. Zyska na tym krajowa gospodarka. Gra idzie o wpływy z podatków, nowe miejsca pracy, rozwój myśli technologicznej i innowacji. Rozwój lokalnej produkcji to również zwiększanie bezpieczeństwa. Wstrząsy geopolityczne praktycznie każdego dnia pokazują, jak kruche są podstawy dawnego ładu. Dziś na porządku dziennym są wojny handlowe i konflikty zbrojne, w wyniku których niszczony jest potencjał produkcyjny i blokowane są szlaki handlowe.

Resort aktywów przedstawił niedawno definicję komponentu krajowego, a także rozwiązania, które służyć mają zwiększaniu udziału polskich firm w modernizacji energetyki, infrastruktury, polskiej armii czy cyfryzacji kraju. Wszędzie tam, gdzie realizowane będą duże inwestycje, gdzie wydatkowane są duże pieniądze, trzeba będzie podejmować starania, by jak największa część tych kwot pozostała w ręku polskich podmiotów.

– Na pewno nie ma rozczarowania przedstawionymi rozwiązaniami. Mamy otwartą definicję, która uwzględnia różne obszary działalności, specyfikę różnych branż, w tym morskich wiatraków, które są branżą globalną, a na pewno regionalną. Zeszłoroczne wystąpienie premiera Donalda Tuska, który mówił o repolonizacji gospodarki, koncentrowało się na stricte polskich podmiotach. Teraz jest już inaczej, uwzględniane są również firmy z kapitałem zagranicznym, które działają na terenie kraju, tworzą tu miejsca pracy, odprowadzają podatki. To jest właściwy kierunek – mówi „Rz” Dominika Taranko, dyrektor zarządzająca Wind Industry Hub.

Potrzebna metodyka raportowania

Ekspertka podkreśla, że zespół, który pracował nad rozwiązaniami, był otwarty na głos biznesu i wsłuchiwał się w argumenty inwestorów i firm. – Opracowano Kodeks Dobrych Praktyk, politykę zakupową państwa, brakuje jeszcze szczegółów pilotażu i metodyki, która pokazałaby, jak do tej kalkulacji podejść, jak pewne rzeczy liczyć, jak kwalifikować. Przy czym każda branża ma swoją specyfikę, metodyka powinna więc zostać wypracowana indywidualnie dla każdego z sektorów strategicznych. Przykładowo w przypadku morskich wiatraków trzeba np. ustalić, ile waży usługa montażu w całości dostawy turbiny albo jaką wagę ma wieża w postaci samych sekcji czy wieża z wyposażeniem. To są niuanse, ale istotne w całym procesie. Opracowanie metodyki na tę chwilę jest kluczowe, wymagać będzie dalszego dialogu między branżą a zespołem do spraw local content – podkreśla Taranko.

Czytaj więcej

Local content to inwestycja w bezpieczeństwo i rozwój

Wątpliwości budzą też kwestie czysto techniczne. Z wstępnych informacji wynika, że GUS w ciągu 30 dni od podpisania umowy będzie pytał zamawiających o wykonawcę, planowaną wartość projektu i okres jego realizacji. Następnie w ciągu 60 dni od zawarcia umowy będzie zbierał informacje od wykonawców i podwykonawców, pytając ich o planowany udział krajowych towarów i usług. Dyrektorka Wind Industry Hub zaznacza, że praktyka potwierdzi, czy raportowanie będzie wykonalne w tak krótkim czasie. W dużej mierze będzie to uzależnione od zakresu sprawozdania. Konieczne będzie wypracowanie mechanizmu, który umożliwi gromadzenie istotnych danych. – Firmy będą musiały w jakiś sposób zmobilizować podmioty tworzące łańcuch dostaw do dzielenia się informacjami. Można próbować stworzyć prawny obowiązek dzielenia się danymi, ewentualnie uwzględnić to w kontrakcie. To wymaga przemyślenia i podjęcia konkretnych działań – zaznacza.

Pierwsze sprawozdanie trzeba będzie złożyć do GUS z chwilą podpisania umowy na realizację zadania. I tu również trzeba będzie mieć świadomość, że przyjęty plan może się w trakcie trwania projektu zmienić. Przy tak dużych, wieloletnich inwestycjach, po drodze mogą wydarzyć się różne rzeczy. Nie jest rzadkością, że w trakcie prac pojawia się konieczność pozyskania nowego wykonawcy. Dzieje się tak z różnych względów, choćby technicznych czy rynkowych. – W tym zakresie też powinno być jakieś zrozumienie. Jednym słowem obie strony czeka poważne ćwiczenie – mówi Dominika Taranko.

W oczekiwaniu na strategię

Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, podkreśla, że udało się pokonać ważny etap. – Przede wszystkim widać, że w końcu local content staje się realnym elementem długoterminowej strategii państwa w podejściu do strategicznych i kluczowych sektorów przemysłowych taki jak energetyka wiatrowa na lądzie i morzu. Branża wiatrowa docenia to, co zrobiono dotychczas, to dobry kierunek. Przeszliśmy od etapu haseł do konkretów, co nas bardzo cieszy, dzięki temu local content wreszcie może przynieść Polsce korzyści, da impuls krajowej gospodarce – informuje „Rz”. Zaznacza jednak, że to dopiero pierwszy krok. Potrzebne są dalsze działania i konkretne propozycje, które mają być uwzględnione w zapowiedzianej strategii przemysłowej.

Czytaj więcej

Jest definicja local contentu. Jak zbudujemy patriotyzm gospodarczy?

– Gorąco apelujemy do rządu, żeby jak najszybciej wyszedł ze strategią dla energetyki wiatrowej, będącą częścią planu dla przemysłu – mówi. Sektor energetyki wiatrowej jest gotowy do rozmów, ma przygotowaną propozycję konkretnych działań. Gajowiecki przekonuje, że branża wie dokładnie, co trzeba zrobić, by wzmocnić krajowy łańcuch dostaw. Nie wystarczy przecież nakazać komuś, żeby osiągnąć konkretny udział krajowego komponentu, trzeba też przygotować odpowiednio drugą stronę, dostawców produktów i usług. Bez strategii trudno im będzie odnaleźć się w nowej sytuacji. Szef PSEW podkreśla, że konieczne jest wprowadzenie konkretnych praktyk rynkowych.

Jak zaznacza, łańcuch dostaw w energetyce wiatrowej, poczynając od wież, łopat, gondol, po świadczenie usług projektowych, jest w dobrej kondycji. – Startujemy z wysokiego poziomu. Natomiast liczymy, że uda się wejść sprawnie w kolejny etap jego rozwoju – mówi.

Również on podkreśla, że konieczne jest wypracowanie metodyki raportowania do GUS. Zauważa, że nie przewiduje się choćby raportowania polskich towarów, które powstają w kraju (w tym także w firmach, których właścicielami są podmioty zagraniczne), a które eksportowane są na rynki europejskie. – Wystarczy wspomnieć duży potencjał sektora wiatrowego na lądzie. On dzisiaj zasila nie Polskę, tylko Europę. Wydajemy w kraju miliardy na produkcję komponentów, które de facto nie podlegają temu raportowaniu, a mają dużą wartość dodaną dla naszej gospodarki – mówi.

Pożądane partnerstwa

Bardzo pozytywnie do przedstawionych propozycji podchodzi Maciej Mierzwiński, prezes CEE Energy Group. – Sam projekt został przygotowany mądrze, zastosowano podejście nadania ram, aby dalej dopracować praktykę. I te ramy wyglądają spójnie, też elastycznie, i odpowiadają potrzebom krajowego przemysłu – informuje. Podkreśla, że filozofia wspierania local content wpisuje się jednocześnie w trend „made in Europe”. To realny wkład Polski w reindustrializację kontynentu, która dziś jest tak bardzo pożądana. – Europie brakuje bazy przemysłowej, trzeba dociążyć te kraje, które w mniejszym stopniu uczestniczą w łańcuchach dostaw na potrzeby dużych europejskich projektów. Dotyczy to choćby energetyki wiatrowej. W Europie budowanych jest wiele farm wiatrowych, udział polskich firm stanowi ułamek procentu – mówi. Rozbudowa bazy przemysłowej to także realne działanie na rzecz zwiększania bezpieczeństwa i odporności na różnego rodzaju wstrząsy, których w dzisiejszym świecie nie brakuje.

Słuszne jest podejście promujące partnerstwa z doświadczonymi firmami, które są gotowe na zaangażowanie lokalnych dostawców, transfer know-how, wsparcie w rozwoju kompetencji oraz inwestycje. Otwarcie się na podmioty zagraniczne, które prowadzą na miejscu produkcję, odprowadzając w kraju podatki i zatrudniają mieszkańców Polski, przynosi szereg korzyści. Jak informuje Mierzwiński, wstępne konsultacje z firmami zagranicznymi potwierdzają, że kryteria zaproponowane przez zespół, uwzględniane przy mierzeniu udziału local content, są również z ich punktu widzenia zadowalające.

– Kodeks Dobrych Praktyk akcentuje konieczność wzrostu kompetencji na każdym poziomie łańcucha dostaw. Im więcej będzie działać na terenie naszego kraju dużych firm integrujących łańcuchy niższe, tym więcej zyskamy wsparcia i okazji do podnoszenia kompetencji, skoku technologicznego. Więc co do zasady wizja zespołu jawi się jako spójne podejście systemowe do trzech grup działań, które będą priorytetowe na kolejne lata: budowa krajowych Tier 1, programy rozwoju kompetencji oraz silne i wartościowe partnerstwa z firmami zagranicznymi – podkreśla.

Co z implementacją?

Prezes CEE Energy Group wskazuje też na pewne ryzyka, wśród nich kluczowym jest egzekucja zamierzeń. Wszystko zależeć będzie na koniec dnia od podejścia konkretnej spółki. – Choć oczywiście oczekiwania ze strony właściciela będą wpływać na decyzje menedżerów, Kodeks Dobrych Praktyk jest tu dobrym początkiem. Pozostaje jednak pewne ryzyko, że wdrażanie idei pozostanie w niektórych przypadkach jedynie na poziomie deklaracji – zastrzega.

Łukasz Gembiś, Local Partner z kancelarii DWF Poland Jamka sp.k, także bierze pod uwagę możliwe problemy z implementacją założeń. Najistotniejszy będzie czynnik ludzki: podejście osób odpowiedzialnych za stosowanie tych rozwiązań, ich determinacja oraz skuteczne budowanie wewnętrznego przekonania co do istoty problemu w całej organizacji. – Historycznie byliśmy świadkami wprowadzania różnego rodzaju miękkiego prawa (tzw. soft law), wytycznych i kodeksów dobrych praktyk, które nie zakończyło się sukcesem. Trzeba dołożyć starań, by tak nie było tym razem – mówi.

Zaznacza, że kierunek przyjęty przez regulatora jest dobry, zarówno jeśli chodzi o merytorykę, jak i kwestie formalne. – Podejście zaprezentowane przez MAP i zespół ds. local content jest zgodne z prawem unijnym. Na gruncie dyrektyw unijnych nie było zasadniczo możliwe wprowadzenie, przynajmniej w zamówieniach publicznych, twardego wymogu komponentu krajowego, czyli bezpośredniego promowania polskich wykonawców. Zaproponowane rozwiązania nie budzą kontrowersji – informuje. – Zwyciężyło zdroworozsądkowe, racjonalne podejście do promowania idei local content – dodaje.