Jakie bariery identyfikują firmy, które chciałyby współtworzyć lokalny komponent przy dużych inwestycjach, na przykładzie projektów wiatrowych na morzu?

Najczęściej wskazywane bariery prawne dotyczą dwóch etapów: wejścia do projektu, czyli udziału w postępowaniach zakupowych, oraz późniejszej realizacji kontraktu. Dla wielu polskich firm, zwłaszcza MŚP, pierwszą trudnością jest sama procedura przetargowa, szczególnie w reżimie prawa zamówień publicznych (PZP). Jest ona sformalizowana, wymaga rozbudowanej dokumentacji, doświadczenia, zdolności finansowej, referencji i zabezpieczeń. Dla dużych podmiotów to standard, dla mniejszych – często realna bariera wejścia. Z drugiej strony ten problem jest stopniowo oswajany dzięki warsztatom i działaniom edukacyjnym inwestorów oraz organizacji branżowych. W praktyce oznacza to, że wejście do tego systemu jest najtrudniejsze na początku, ale z każdym kolejnym postępowaniem przedsiębiorcy nabierają doświadczenia i znacznie sprawniej odnajdują się w tych realiach.

A sama realizacja? Co na tym etapie jest wyzwaniem dla rodzimego biznesu?

Sposób rozłożenia ryzyk kontraktowych. W praktyce na wykonawców i podwykonawców często przerzucana jest odpowiedzialność za zdarzenia, na które nie mają pełnego wpływu, np. opóźnienia administracyjne, problemy projektowe, zakłócenia w łańcuchu dostaw czy zmiany harmonogramu po stronie inwestora. Duże firmy łatwiej takie ryzyka absorbują, ale dla mniejszych mogą one oznaczać utratę płynności albo wręcz rezygnację z udziału w projekcie. Kluczowe jest więc bardziej zrównoważone przypisanie ryzyk tej stronie, która rzeczywiście ma największy wpływ na ich kontrolowanie.

Są podejmowane kroki, które miałyby zabezpieczać w tym zakresie podwykonawców? Jakieś oddolne inicjatywy?

Pewne mechanizmy ochronne istnieją, ale ich zakres jest nierówny. W projektach realizowanych w reżimie PZP podwykonawcy korzystają z silniejszej ochrony m.in. dzięki mechanizmom bezpośredniej zapłaty i zasadom solidarnej odpowiedzialności. Problem w tym, że w sektorze offshore wind nie jest to standard. Poza PZP ochrona zależy głównie od treści umowy, a część kontraktów podlega jeszcze prawu obcemu, co dodatkowo komplikuje sytuację. Dlatego ważne byłoby upowszechnianie także poza PZP rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo płatności w łańcuchu dostaw. Widać też rosnącą świadomość tego problemu po stronie branży – temat wraca w debatach, warsztatach i pracach nad dobrymi praktykami.

Czytaj więcej

Zachodnie Pomorze korzysta już z boomu na wiatraki

 A sam mechanizm płatności? Czy przysparza biznesowi problemów?

Tak i to bardzo istotnych. Jeżeli wykonawca lub dostawca otrzymuje wynagrodzenie dopiero na końcu inwestycji, a kontrakt trwa dwa lub trzy lata, to przez cały ten czas musi finansować realizację z własnych środków albo kredytu. Dla dużych podmiotów jest to trudne, ale możliwe, dla mniejszych często stanowi barierę nie do udźwignięcia. Dlatego tak ważne są zaliczki i płatności częściowe powiązane z kolejnymi etapami prac albo kamieniami milowymi. Poprawiają one płynność, ograniczają ryzyko zatorów płatniczych i są korzystne także dla inwestora, bo wiążą płatność z rzeczywistym postępem prac.

Dla mniejszych firm szczególnie trudne bywa pozyskanie gwarancji bankowych lub ubezpieczeniowych

Pojawiają się też głosy, że dużą barierą jest kwestia zabezpieczeń należytego wykonania umowy.

To jedna z częściej wskazywanych barier. Problemem nie jest samo istnienie zabezpieczeń, bo przy dużych inwestycjach są one naturalne, ale ich wysokość, forma i sposób zwalniania. Dla mniejszych firm szczególnie trudne bywa pozyskanie gwarancji bankowych lub ubezpieczeniowych, zwłaszcza gdy zabezpieczenie jest wysokie, utrzymywane przez długi czas i zwalniane dopiero na końcu inwestycji. W efekcie staje się ono nie tylko środkiem ochrony inwestora, ale też barierą wejścia do projektu. Potrzebna jest większa elastyczność: bardziej proporcjonalna wysokość zabezpieczeń, szerszy katalog dopuszczalnych form oraz stopniowe zwalnianie ich wraz z postępem prac. Takie podejście lepiej równoważy interesy stron – inwestor zachowuje ochronę, a wykonawca nie jest nadmiernie obciążany finansowo już na starcie.

A co, jeśli przy realizacji inwestycji pojawi się konflikt? Dla mniejszych podmiotów, które poniosły określone wydatki, czekanie na rozstrzygnięcie sporu może oznaczać upadłość. Są zakładnikami tej sytuacji.

Takie sytuacje rzeczywiście się zdarzają. W dużych projektach spory dotyczą często robót dodatkowych, zmian zakresu, opóźnień administracyjnych czy innych niż założone warunków terenowych lub geologicznych. W offshore wind to szczególnie widoczne. Dla dużego podmiotu spór o kilka czy kilkanaście milionów złotych jest zwykle trudny, ale nie zagraża jego istnieniu. Dla mniejszej firmy, która już poniosła koszty materiałów, sprzętu i pracy, wielomiesięczne oczekiwanie na rozstrzygnięcie może oznaczać poważne problemy z płynnością. Dlatego potrzebne są szybsze i bardziej operacyjne mechanizmy rozwiązywania sporów, zanim sprawa trafi do wieloletniego postępowania sądowego lub arbitrażowego.

Czytaj więcej

Małe krajowe firmy nie mają jak sięgać po większe kontrakty

A czy inne branże, które od dawna realizują większe projekty inwestycyjne, jak choćby budownictwo, poradziły sobie z tymi problemami?

Nie do końca. To nie jest problem wyłącznie offshore wind, ale szerzej – wszystkich dużych projektów infrastrukturalnych. W budownictwie również pojawiają się napięcia wokół robót dodatkowych, opóźnień i płatności. Z doświadczeń tych branż wynika jednak, że warto włączać do rozmów wszystkich uczestników łańcucha dostaw, których dotyczy dane roszczenie, oraz korzystać z szybszych, polubownych metod rozwiązywania sporów, takich jak mediacje, komisje rozjemcze czy decyzje eksperckie.

To jest wskazane, ale czy tak się dzieje?

Bywa różnie. Takie podejście nie jest jeszcze standardem, ale widać stopniową zmianę, szczególnie w sektorze inwestycji publicznych. Coraz częściej promowane są tam polubowne metody rozwiązywania sporów, co widać także w działaniach i rekomendacjach Prokuratorii Generalnej RP. To dobry kierunek, ale do powszechnego i konsekwentnego stosowania takich rozwiązań wciąż jeszcze daleka droga.

Wspomniał pan jeszcze o prawie obcym, które bywa stosowane przy projektach z udziałem zagranicznych partnerów. Czy to zniechęca wykonawców do starania się o kontrakty?

To może być czynnik zniechęcający, choć nie zawsze już na etapie składania oferty. W offshore wind to częsta praktyka, bo na polskim rynku działa wiele podmiotów zagranicznych, które stosują wzorce umowne oparte np. na prawie angielskim, niemieckim czy duńskim. Sam wybór prawa obcego nie zawsze odstrasza, ale podnosi próg wejścia i poziom ryzyka, zwłaszcza dla mniejszych firm. Problem ujawnia się szczególnie wtedy, gdy pojawia się spór – inne mogą być terminy, mechanizmy ochronne, standardy dowodowe czy zasady interpretacji umowy. Dlatego ważne jest, aby już na etapie negocjacji rozumieć skutki wyboru prawa właściwego i forum rozstrzygania sporów.

Dla wielu firm, zwłaszcza MŚP, pierwszą trudnością jest procedura przetargowa, szczególnie w reżimie prawa zamówień publicznych

Co jeszcze budzi obawy firm, które są zainteresowane udziałem w dużych projektach inwestycyjnych?

Jedną z najważniejszych obaw są mechanizmy pozwalające dostosować umowę do nieprzewidywalnych okoliczności. W wielu kontraktach ten obszar nadal nie jest dobrze uregulowany. Gdy pojawia się problem, strony zaczynają negocjować, każda z własnej pozycji. Tymczasem już na etapie zawierania umowy warto przewidzieć jasną ścieżkę postępowania na wypadek zmian regulacyjnych, problemów administracyjnych, zakłóceń w łańcuchach dostaw czy innych nadzwyczajnych zdarzeń. Przy umowach długoterminowych dobrze zaprojektowane klauzule zmiany umowy i rozliczania skutków takich zdarzeń mają dziś kluczowe znaczenie.

Potrzebny jest kodeks dobrych praktyk?

Zdecydowanie tak. Tego rodzaju działania są już podejmowane, m.in. przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Najważniejsze jednak, aby koncentrowały się przede wszystkim na kwestiach kontraktowych, bo to one w praktyce decydują o tym, czy mniejsze firmy są w stanie bezpiecznie wejść do dużego projektu. Chodzi m.in. o modelowe postanowienia umowne, strukturę umowy, odpowiedzialność za dokumentację projektową, podział ryzyk, zasady współpracy, reguły dotyczące podwykonawców, zabezpieczenia, wynagrodzenie i płatności, elastyczność umowy, procedury odbiorowe oraz mechanizmy rozwiązywania sporów. Jeżeli uda się wypracować dobre praktyki lub wspólne standardy w tych obszarach, będzie to realne wsparcie zarówno dla wykonawców oraz podwykonawców, jak i dla samych inwestorów.

Adwokat Łukasz Gembiś

Local Partner z kancelarii DWF Poland Jamka sp.k., jest odpowiedzialny za doradztwo przy dużych projektach infrastrukturalnych, w tym w sektorze morskiej energetyki wiatrowej.