Od wielu lat jest pan ambasadorem polskiej gospodarki. Napisał pan także książkę o złotym wieku polskiej gospodarki, w której zadaje pan pytanie, jak utrzymać się na ścieżce wzrostu. Czym polska gospodarka powinna być w najbliższych latach, aby ten sukces podtrzymać?
Wskazałbym na dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, musimy na nowo docenić własny sukces. I właśnie temu poświęcony był panel w Davos, co samo w sobie wiele mówi. Uczestniczyli w nim znani ekonomiści z „Financial Times” oraz przedstawiciele globalnych instytucji, a dyskusja dotyczyła tego, w jaki sposób polski sukces może inspirować inne kraje Europy i świata. Jeszcze niedawno nie było to wcale oczywiste. Cieszę się, że po kilkunastu latach mówienia o „złotym wieku” Polski – zanim stało się to modne – dziś ten sukces jest wreszcie szeroko dostrzegany.
Druga kwestia jest jednak równie istotna. Tak naprawdę doszliśmy dopiero do końca początku. Udowodniliśmy, że jesteśmy światowym czempionem doganiania – nikt w Europie ani na świecie nie skracał dystansu do Zachodu tak szybko jak Polska od końca PRL. Ale jeśli chcemy wejść do gospodarczej Ligi Mistrzów, kluczowe będą kwalifikacje, zasoby, kompetencje, technologie i innowacje. W tej lidze – patrząc historycznie, od czasów Mieszka i Chrobrego – nigdy jeszcze nie byliśmy. Teraz dopiero zaczyna się najtrudniejszy etap drogi: przejście z peletonu do roli lidera, a to jest znacznie trudniejsze niż samo doganianie.
Czytaj więcej
- Przemiana związana ze sztuczną inteligencją może być większa niż ta związana z internetem” – mó...
Cieszymy się z zaproszenia Polski do grona G20. Prezes NBP mówi nawet o tym, które kraje będziemy w przyszłości wyprzedzać. Jakie są dziś największe wyzwania dla polskiej gospodarki?
Lubię mówić o pięciu głównych kierunkach polityki gospodarczej: instytucjach, inwestycjach, innowacjach, mądrej imigracji oraz inkluzywności. Spośród nich kluczowe pozostają inwestycje. Oczywiście wykonaliśmy ogromny cywilizacyjny skok – przez ostatnie ponad dwie dekady, także dzięki Unii Europejskiej, zbudowaliśmy niemal 6 tys. km autostrad. Ale nie można zapominać, że przez wojny i wielowiekową biedę poziom zakumulowanego majątku na jednego pracującego Polaka to zaledwie około jednej trzeciej tego, czym dysponuje przeciętny Niemiec czy Francuz.
To pokazuje, że przez kolejne dekady wciąż mamy ogromną przestrzeń do inwestowania – zarówno publicznego, jak i przede wszystkim prywatnego. W tym obszarze wiele musi się zmienić: deregulacja, lepszy klimat dla biznesu, ale też wzrost apetytu na ryzyko wśród polskich przedsiębiorców. Potrzebujemy większej gotowości do inwestowania w kraju, ale także do ekspansji zagranicznej. To kluczowe, bo coraz większa część globalnej gospodarki rozwija się poza Zachodem.
Jeśli chcemy utrzymać się w G20 nie tylko symbolicznie, przez jeden rok spotkań – choćby w Miami, musimy wyjść poza regionalne opłotki i poza Unię Europejską.
Jednym z głównych czynników ryzyka pozostaje geopolityka i wojna za naszą wschodnią granicą. Czy to nie będzie bariera dla inwestycji i dla apetytu na ryzyko, o którym pan mówi?
Ta niechęć do inwestowania trwa już bardzo długo. Nawet przed agresją Putina na Ukrainę poziom inwestycji w Polsce był niski. Równie niski jest poziom zadłużenia sektora prywatnego – drugi z najniższych w całej Unii Europejskiej. W praktyce wielu polskich przedsiębiorców posiada większe depozyty niż kredyty. To wyraźny sygnał, że coś w tym modelu nie działa i że konieczne są zmiany.
Czytaj więcej
W czwartek na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos przemawiali m.in.: ukraiński prezydent Wołodym...
W tym kontekście G20 ma ogromne znaczenie. Często słyszę pytanie: po co nam G20? Przede wszystkim dlatego, że jest to rodzaj gospodarczego medalu. Świat uznaje, że osiągnęliśmy sukces i staliśmy się jedną z 20 największych gospodarek świata. To przynosi bardzo konkretne korzyści – także dla biznesu. W Brazylii czy w Indiach, gdzie na co dzień pracuję, Polska staje się rozpoznawalna. A gdy na półce sklepowej pojawi się produkt z napisem „Made in Poland”, będzie on już z czymś kojarzony.
Jednocześnie Polska musi jasno odpowiedzieć sobie na pytanie, co chce zaoferować światu. Nie wystarczy tylko skutecznie wykorzystywać fundusze europejskie i inwestować wewnątrz kraju. Potrzebujemy pomysłu na globalną obecność – na to, jakie doświadczenia i rozwiązania możemy zaproponować poza Europą.
Jakie lekcje płyną z polskiego sukcesu dla Brazylii, Indii i dziesiątek innych krajów, które utknęły w stagnacji lub biedzie?
Polski przypadek pokazuje, że długofalowa, konsekwentna strategia rozwoju, oparta na stabilnych instytucjach, integracji z globalną gospodarką i inwestycjach w kapitał ludzki, może przynieść spektakularne efekty. Ale pokazuje też, że samo doganianie nie wystarczy. Każdy kraj, który chce stać się naprawdę bogaty, musi w pewnym momencie zadać sobie pytanie: jaki jest jego własny model rozwoju i jaką unikalną wartość wnosi do globalnej gospodarki.