Co sobie pomyślał były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego słysząc w Davos to co padło z ust prezydenta Stanów Zjednoczonych?
Z ust prezydenta Stanów Zjednoczonych w ostatnim tygodniu padło wiele słów, a w Davos, w trakcie wystąpienia, poruszonych zostało przynajmniej kilka tematów. Oczywiście ten, który skupia uwagę najbardziej, to kwestia Grenlandii. Natomiast z punktu widzenia żołnierza, z punktu widzenia planisty wojskowego, to w dalszym ciągu jest forma narracji politycznej bardzo nietypowej czy wręcz nieakceptowalnej dla większości liderów europejskich, co nie powinno dziwić, jeśli chodzi o sposób i język używany do komunikacji.
Natomiast w wymiarze wojskowym, to w dalszym ciągu jest komunikacja, która nie przewiduje tego najgorszego, czyli siłowego scenariusza. I poniekąd pośrednio znalazło to odzwierciedlenie w wystąpieniu prezydenta Donalda Trumpa, który pomimo wyrzutów, że to Stany Zjednoczone rozbudowały Thule Air Base, która dzisiaj stanowi główną siedzibę 12. Early Space Warning Squadron i że to właśnie Stany Zjednoczone ustanowiły tam realną obecność wojskową, jednocześnie podkreślił, że nie chce używać elementu siłowego.
Dla komunikacji wojskowej istotne były również te aspekty dotyczące przecieków, które pojawiały się w mediach o planowaniu operacji. Pamiętajmy, że jeśli ktoś planuje operację wojskową, to przecieki się nie pojawiają.
Czytaj więcej
Geopolityczna niestabilność stała się nową normą, a rynki surowcowe nauczyły się żyć w cieniu per...
Ale ta komunikacja w sprawie Grenlandii wystarczyła do tego, żeby amerykańskie giełdy odbiły, na co wyraźnie zwrócili uwagę analitycy.
To prawda. Dziś dużo większym niż dotąd zagadnieniem z punktu widzenia gospodarczego – a jesteśmy na Światowym Forum Ekonomicznym – z punktu widzenia globalnych liderów biznesu jest aspekt ekonomiczny uprawianej tu polityki. Od 6 lat, a od tylu lat jestem co roku w Davos, chyba było w tym zakresie tak wysokiej temperatury. Dlatego dobrze, że wystąpiła taka reakcja na giełdzie.
Wystąpienie prezydenta Trumpa to chyba sygnał pewnego złagodzenia retoryki i wezwania do natychmiastowych negocjacji. Rozumiem, że to budowanie napięcia służyło przygotowaniu właściwej pozycji negocjacyjnej do propozycji dyplomatycznych. Natomiast jeśli chodzi o propozycje znacznie bardziej z punktu widzenia dyplomatycznego zadziwiające – czyli tzw. Rady Pokoju – to ona również wybrzmiała i wybrzmiewa w kuluarach w zasadzie każdego spotkania w Davos.
Faktycznie Rada Pokoju to jest kolejny temat, który wisi nad Davos, ale pojawił się wcześniej. Czego tutaj możemy się spodziewać?
Wydaje mi się – i to jest uzasadnione twierdzenie – że jest to narzędzie, które prezydent Trump zaplanował jako formę przedłużenia swojej władzy po upływie kadencji. W tej sprawie, w każdej kolejnej rozmowie pojawiają się przecieki, co znajduje się w proponowanym statucie rady i ona miałaby mieć taką strukturę, w której dominującą pozycję miałby przewodniczący wyznaczany niemal na dożywotnią kadencję, o ile nie zrezygnuje, mający pełne spektrum zarówno geograficzne, jak i merytoryczne ustalania obrad rady, czasu trwania, przedmiotu, doboru państw, które uczestniczą, i zatwierdzania każdej decyzji, nawet bez uwzględnienia wyników głosowania.
Czytaj więcej
Pieniądze inwestowane w AI nie do końca znajdują uzasadnienie biznesowe. I jak z wszystkim w życi...
Więc jeżeli te doniesienia są prawdziwe, to jest to niewątpliwie forma budowania przedłużenia swojej władzy i demonstracji w tym zakresie. Ale jednocześnie trzeba powiedzieć, że tego typu rada, jakikolwiek by mandat politycznie jej nie przysługiwał, nie będzie źródłem prawa w rozumieniu źródeł prawa międzynarodowego, jakie dziś funkcjonuje w umowach międzynarodowych ratyfikowanych przez parlamenty.
Aleksander Kwaśniewski mówił w Davos, że ta polityka i zapowiedzi Donalda Trumpa to nie wbijanie klina pomiędzy poszczególne państwa NATO, ale już walenie młotem…
Rzeczywiście, w języku politycznym ta forma uprawiania polityki jest dla większości przedstawicieli świata opartego od setek lat na prawie międzynarodowym nieakceptowalna. Natomiast ten język jest językiem charakterystycznym dla człowieka, który w polityce swojego zasadniczego życia nie spędził. On używa języka i narzędzi, jakich z pewnym sukcesem, mniejszym lub większym, nauczył się obracając nieruchomościami na Manhattanie i w innych częściach Stanów Zjednoczonych. Są to narzędzia brutalne, niejednokrotnie naruszające poczucie godności czy szacunku dla partnera, a czasami i z tego punktu widzenia trudne do zaakceptowania dla większości liderów europejskich, co nie budzi wątpliwości.
Rozmawiał w Davos Paweł Czuryło