Przyjechał pan do Davos, by – biorąc pod uwagę zawirowania geopolityczne – bardziej się przestraszyć czy raczej uspokoić?

Trudno dziś przewidzieć, czego tak naprawdę możemy się spodziewać. W Davos jestem dopiero drugi raz – pierwszy raz byłem tu w zeszłym roku. Wówczas wszyscy czekali na wystąpienie prezydenta Donalda Trumpa i zastanawiali się, jakie konsekwencje przyniosą jego zapowiedzi. Ukraina była absolutnie w centrum uwagi. W tym roku mam wrażenie, że zeszła ona nieco na drugi plan, choć oczywiście wszyscy nadal liczą, że wojna w Ukrainie wreszcie się zakończy.

Tymczasem wojna trwa, mimo wcześniejszych zapowiedzi jej szybkiego zakończenia.

Nie można powiedzieć, że prezydent Trump nie próbował doprowadzić do zakończenia wojny, bo te wysiłki podejmował. Problem polega na tym, że Rosja nie wydaje się być gotowa ani zainteresowana jej zakończeniem. Z perspektywy naszej firmy to bardzo istotne, ponieważ konflikt ma bezpośredni wpływ na rynki surowcowe. Sankcje są zacieśniane, luzowane, pojawiają się nowe wątki, jak choćby sytuacja wokół Wenezueli. Musimy to wszystko bardzo uważnie śledzić.

Jak bardzo ta globalna nieprzewidywalność wpływa dziś na biznes?

Wpływa bardzo mocno. Każda wypowiedź prezydenta Trumpa potrafi zmienić sytuację rynkową. Widzimy napięcia w relacjach z Europą, przesuwanie akcentów z Rosji na Chiny, nowe wątki geopolityczne. To wszystko przekłada się na cenę baryłki ropy, marże rafineryjne i dostępność surowca. Musimy stale analizować, czy towaru będzie za dużo, czy za mało.

Słowa Donalda Trumpa mają konkretną „cenę” dla biznesu?

Nie do końca. Jesteśmy przygotowani na niestabilność. Zabezpieczamy ceny towarów i nie spekulujemy. Naszym zadaniem jest raczej przewidywanie – a dziś jest to przede wszystkim przewidywanie nieprzewidywalności.

Czytaj więcej

Sebastian Kulczyk: Jesteśmy w bańce AI. Trzeba zwolnić

Energetyka i surowce to jedne z głównych tematów Davos. Jakie wnioski płyną z tych rozmów?

Podstawowy wniosek jest taki, że niepewność pozostanie z nami na dłużej. Dopóki nie wyjaśni się sytuacja w Wenezueli i w Ukrainie oraz relacje z Rosją, trudno oczekiwać stabilizacji. Jednocześnie surowce – w tym ropa – są relatywnie tanie. Cena około 60 dolarów za baryłkę dziś to coś zupełnie innego niż dekadę temu, biorąc pod uwagę inflację. Widać, że globalna konsumpcja ropy nie rośnie, a producenci mają możliwości szybkiego zwiększania podaży.

Czyli szczyt konsumpcji ropy mamy już za sobą?

Jestem o tym przekonany. Transformacja energetyczna postępuje – wolniej i bardziej racjonalnie niż zakładano, ale jednak. Chiny w dużej mierze mają już szczyt konsumpcji ropy za sobą, a w Europie tempo wzrostu gospodarczego jest niższe. Nawet wydarzenia, które kilka lat temu mogłyby wywołać gwałtowne skoki cen, dziś mają jedynie krótkotrwały efekt.

Czy to oznacza, że gospodarka uodporniła się na geopolityczne wstrząsy?

To jeden z elementów. Drugi polega na tym, że skala napięć jest tak duża, iż zaczęliśmy się do nich przyzwyczajać. Rok 2022 był szokiem, ale kolejne wydarzenia nie wywołują już tak silnych reakcji. Rynki szybciej wracają do równowagi, a my staliśmy się chłodniejsi w ocenach.

Czy to jest kierunek, w którym świat powinien zmierzać?

Zdecydowanie nie. Mamy dziś dużą niestabilność i silną polaryzację. Tworzą się nowe sojusze, kraje muszą się jasno określać. To nie jest dobra sytuacja długoterminowa. Przez lata funkcjonowaliśmy w świecie globalizacji, który – niezależnie od ocen – był przewidywalny. Dziś największym problemem jest brak jasnej wizji nowego porządku świata. Dlatego właśnie jestem w Davos – by próbować zrozumieć, jakie są drogowskazy i które zmiany warto obserwować.

Drogowskazem dla polskiego biznesu ma być obecność Polski w G20. Będzie z tego faktu premia?

Tak, bo obok twardych danych ogromne znaczenie ma narracja. A ta wokół Polski jest coraz lepsza. Ostatnie 35 lat to prawdziwa „Hollywood story”, co coraz częściej powtarzają ekonomiści, i musimy o niej mówić głośno. G20, Davos czy konferencja odbudowy Ukrainy w Warszawie to miejsca, w których Polska powinna być obecna. Chodzi o to, by kolejne dekady rozwoju nie były jedynie epizodem, lecz trwałym awansem w globalnej gospodarce.