Teza 1: Artykuł 212 (dot. zniesławienia) powinien wreszcie zniknąć z kodeksu karnego.
Pragnę wyraźnie podkreślić: jestem zwolennikiem daleko idącej wolności słowa (w tym również tolerowania wypowiedzi kontrowersyjnych, prowokacyjnych, drażniących różne grupy społeczne czy wchodzących w konflikt z poprawnością polityczną) i sprzeciwiam się różnorakim – podejmowanym na poziomie krajowym oraz unijnym – próbom cenzurowania wypowiedzi, szczególnie jeśli kontrargumentem jest „wywoływanie złego samopoczucia” adresata czy subiektywne oraz wywołane nadwrażliwością „ból i przykrość”.
Ale nie oznacza to, że nie dostrzegam problemów z jej nadużywaniem we współczesnym świecie.
Po pierwsze – żyjemy w świecie social mediów, przebodźcowania informacjami, w tym fake newsami, które rozsiewają patoinfluencerzy, pseudoredakcje i samozwańczy dziennikarze, rzekomi celebryci, hejterzy itp. Opluć kogoś, obrzucić błotem, podać nieprawdziwą, a krzywdzącą informację do przestrzeni publicznej jest bardzo łatwo, a nigdy wcześniej (jak obecnie) nie rozprzestrzeniały się one tak szybko.
Po drugie: mam wątpliwości co do skuteczności trybu prywatnoprawnego ochrony dóbr osobistych.
Choć postrzegam prawo karne jako ostateczną reakcję, nie mam wątpliwości, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinno ono, w sytuacjach skrajnych, chronić ofiary, a także społeczeństwo, tzw. opinię publiczną, przed treściami pomawiającymi, zniesławiającymi.
Teza 2: Artykuł 212 powinien pozostać w kodeksie karnym, ale należy zrezygnować z kary pozbawienia wolności, pozostawiając jedynie karę ograniczenia wolności lub grzywnę.
Uważam, że to dobre, sensowne i proporcjonalne rozwiązanie. Nie chodzi tu bowiem – w sytuacjach drastycznego nadużycia, naruszenia wolności słowa – o dolegliwość konkretnej kary, ale o sam tryb i reżim jej dochodzenia oraz charakter odpowiedzialności.
Teza 1: Prawo nie pozwala na szybkie i skuteczne ściganie hejtu w internecie. Niezbędne jest wprowadzenie instytucji tzw. ślepego pozwu.
Projekt w aktualnym kształcie wydaje mi się mało realistyczny (trudny do aplikacji w razie wejścia w życie projektowanych przepisów) oraz ryzykowny z punktu widzenia kilku ogólnych zasad ustrojowych oraz prawa Unii Europejskiej (m.in. zasada proporcjonalności, prawo do sądu itp.). Podzielając zatem pogląd o problemie hejtu oraz konieczności ograniczenia tego zjawiska, mam wątpliwości czy akurat kierunek zmian jest słuszny, a proponowane rozwiązania adekwatne.
Teza 2: Należy zobowiązać platformy społecznościowe do wypłacania odszkodowań ofiarom hejtu – o ile nie udowodnią, że dołożyły wszelkich (a nie pozorowanych) starań, aby szkalowaniu i poniżaniu danej osoby zapobiec.
I tu mam wątpliwość, czy proponowana koncepcja jest w ogóle realna. Możemy wyobrazić sobie praktycznie dowolną regulację prawną oraz zaproponować różnorakie formy interwencji legislacyjnej w życie społeczne i gospodarcze, licząc że przyniosą one pozytywne skutki, ale nie oznacza to, że rzeczywistość się zmieni. Zwłaszcza gdy mówimy o takiej sferze jak internet, platformy społecznościowe, miliony użytkowników i globalnie działający operatorzy.
Teza 1: Sposobem na uzdrowienie Krajowej Rady Sądownictwa może być rozważane przez Ministerstwo Sprawiedliwości rozwiązanie przewidujące wygaszenie obecnej KRS uchwałą Sejmu i reaktywowanie składu KRS sprzed reform PiS.
Teza 2: Jedynym właściwym rozwiązaniem, które naprawi Krajową Radę Sądownictwa, jest przyjęcie nowej ustawy.
Właściwym rozwiązaniem jest w pierwszej kolejności powstrzymanie się przez prawników, polityków i publicystów od instrumentalnego traktowania Konstytucji oraz jej woluntarystycznej wykładni, która każdorazowo służy wykazaniu, że działania przeciwników politycznych są nielegalne, sprzeczne z zasadami ustrojowymi itp., a nasze prawidłowe i szczytne. Jej efektem są różne kurioza interpretacyjne typu "neo-sędzia", "neo-KRS" oraz absurdalne koncepcje, zgodnie z którymi wybrane (partykularnie korzystne) orzeczenia są rzekomo poprawne, a inne rzekomo nielegalne. Niezależnie od towarzyszącej temu pozornej finezji, dobranej argumentacji oraz rangi osób wypowiadających się - przeciętny obywatel nie ma wątpliwości jakie rzeczywiste motywacje za tym stoją i stan ten degraduje autorytet Konstytucji, prawa oraz środowiska prawniczego.
Teza 3: Nowa ustawa o KRS powinna przesądzać, że wybór sędziowskich członków KRS powinien być przywrócony środowisku sędziowskiemu. Bierne i czynne prawo wyborcze do KRS powinni mieć również neosędziowie.
Konstytucja w przepisie art. 187 ust. 1 pkt 2 stanowi, że "Krajowa Rada Sądownictwa składa się z (...) piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych" - nie wskazując kto konkretnie i w jakiej procedurze wybiera. Doprecyzowanie tego należy do ustawodawcy. Można oczywiście twierdzić, że ten generalny przepis uzasadnia przyznanie prawa wyboru środowisku sędziowskiemu - tak samo, jak uzasadnione jest rozwiązanie alternatywne, w którym wybierze ich inny organ.
Teza 1: Wakaty sędziowskie w Trybunale Konstytucyjnym powinny zostać niezwłocznie obsadzone
Oczywiście, że tak - niezależnie od wszystkich sporów prawnych, politycznych, czy regulacji ustawowych, skoro ustrojodawca w Konstytucji przewidział jakiś organ władzy publicznej - powinien nieprzerwanie i w sposób niezakłócony działać, a decydenci kompetentni w zakresie kreacji jego składu są zobowiązani do obsady tej instytucji. Ich oceny, światopogląd, interesy polityczne czy inne widzimisię nie mają żadnego znaczenia - prawo, w tym Konstytucja, wymagają aktywności organów konstytucyjnych.
Teza 2: Potrzebne są zmiany sposób wyboru sędziów TK i odpolitycznienie tej procedury
Zacznę od tego, że nie jestem zwolennikiem idei sądownictwa konstytucyjnego, ponieważ praktycznie w każdym miejscu na świecie, w którym działają sądy konstytucyjne (niezależnie od umiejscowienia ustrojowego tej instytucji, zakresu kompetencji, metody kreacji składu, profilu osób faktycznie wybieranych na stanowiska sędziów konstytucyjnych itd.) - ich aktywność budzi wątpliwości polityczne oraz prawne. Pojawiają się pytania m.in. o to, na ile są one "negatywnymi", a na ile "pozytywnymi" prawodawcami, jak wpisują się w podział władzy, jak pogodzić je z elementami demokratycznymi ustroju, aktywizm sędziowski, metody interpretacji konstytucji, polityczny i światopoglądowy charakter rozstrzygnięć itp.
W tym kontekście naiwne wydają mi się postulaty "odpolitycznienia" procedury ich wyboru, "merytokratyzacji" tej instytucji lub oburzenie faktem, że w jego skład wchodzą byli politycy lub profesorowie o jednoznacznych sympatiach ideowych. Można oczywiście zmodyfikować procedurę wyboru sędziów, nawet znacznie ją odpartyjnić, ale nie udawajmy, że trafiają (czy trafiali tam w przeszłości) tam ludzie bez poglądów, przeszłości oraz relacji politycznych.
Teza 1: Długie procesy to poważniejszy problem wymiaru sprawiedliwości niż spór wokół neosędziów.
Zdecydowanie tak! Choć pogląd ten nie jest w środowisku prawniczym popularny i być może niektórzy moi Koledzy i Koleżanki obrażą się za to, co powiem - ale spór wokół tzw. neosędziów jest dla większej części społeczeństwa niezrozumiały, nieistotny, trzeciorzędny i "insiderski". Przedsiębiorcy i obywatele, nie tylko nasi klienci, chcą przede wszystkim stabilnego prawa, efektywnych rozwiązań (tj. takich, które mniej "kosztują", nie generują zbędnej biurokracji), sprawnych sądów, przejrzystych procedur oraz pewności, że po prawomocnym orzeczeniu wiemy na czym stoimy i politycy żadnej opcji nie będą już "mieszać" w sprawie.
A na to się niestety nie zapowiada - i to niezależnie od tego, kto wygra najbliższe wybory prezydenckie oraz kolejne parlamentarne.
Teza 2: Reformy, które pozwolą skrócić czas rozpatrywania spraw w sądach należy wprowadzić niezależnie od tego, kiedy zostanie rozwiązany kryzys związany z powołaniami sędziowskimi.
Obserwacja rzeczywistości polityczno-prawnej prowadzi do wniosku, że tzw. "kryzys związany z powołaniami sędziowskimi" nie zostanie definitywnie w najbliższych latach rozstrzygnięty na rzecz żadnej ze stron. Tym bardziej zatem nie można uzależniać od niego reform, które podniosą efektywność pracy sądów.
Teza 3: Wyprowadzenie określonych spraw z sądów może znacząco wpłynąć na przyspieszenie procesów sądowych bez jakości dla poczucia sprawiedliwości obywateli.
Powtarzam to konsekwentnie od wielu lat - nie da się "mieć ciastka i zjeść ciastka", tj. utrzymywać szeroko rozumianych konstytucyjnych praw do sądu, dwuinstancyjności itp., a jednocześnie oczekiwać, że sądy będą działać sprawnie. Konieczne jest odważne i uczciwe postawienie sprawy: sąd państwowy powinien być ostatecznością, zarezerwowaną dla spraw poważnych, których nie da się "wyprowadzić" poza judykatywę. Wiele kwestii można powierzyć - i to naprawdę bez szkody dla jakości ich rozstrzygania - innym podmiotom i procedurom, w tym np. organom administracji publicznej lub sądom prywatnym (arbitrażowym).