Teza 1: Dziesięciokrotna podwyżka grzywien nie jest waloryzacją ich stawek, lecz drastycznym zaostrzeniem sankcji karnych
Zasadniczo nie jestem zwolennikiem tzw. liberalnej szkoły karania, skrajnie przewrażliwionej na punkcie wysokości kary, zwłaszcza dostrzegam zalety karania „po kieszeni”, czyli w sposób dotkliwy dla sprawcy i jego sytuacji majątkowej. Kluczowe jest jednak sprawne wymierzenie kary oraz skuteczne jej wyegzekwowanie – a to właśnie tu identyfikuję najpoważniejszy problem polskiego wymiaru sprawiedliwości. I mam poczucie, że proponowane zmiany niewiele w tym zakresie pomogą.
Teza 2: Państwo chce podnieść wysokość grzywien, ale nie poprawia ich egzekucji. Problemem nie jest wysokość grzywien, lecz ich ściągalność
Teza 3: Znaczące podwyższenie grzywien zwiększy liczbę osób trafiających do więzień, bo w skrajnych przypadkach skazani nie będą płacić i sądy będą zmuszone stosować zastępczą karę pozbawienia wolności.
Dostrzegam takie ryzyko. W przypadku stanowienia prawa sprawdza się przysłowie, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane” — czasem projektodawca trafnie identyfikuje problem społeczny lub gospodarczy, ma pozytywne intencje, ale koncepcja jego rozwiązania jest nieadekwatna, przesadna, nieoptymalna lub nieproporcjonalna. Efektem tej sytuacji jest stan, w którym nie tylko nie odnotowujemy poprawy, ale ogół negatywnych skutków (kosztów) wynikających z regulacji przekracza zyski.
Teza 1: Aferze Zondacrypto można było przeciwdziałać opierając się na obecnych narzędziach i przepisach bez czekania na ustawę o kryptowalutach.
Teza 2: Przypadek Zondacrypto to kolejny sygnał systemowej nieskuteczności państwa — obok spraw takich jak Getin Bank czy Amber Gold — w zakresie ochrony obywateli przed nadużyciami na rynku finansowym.
Uważam, że teza jest źle postawiona. Fakt, że zdarzają się niewypały biznesowe, plajty, bankructwa, a także nadużycia, oszustwa itp., nie powoduje jeszcze, że „państwo zawiodło”. Państwo nie jest od tego, by wszystkiego pilnować, nadzorować, reagować, zwłaszcza jeśli chodzi o obrót prywatnoprawny (również relacje pomiędzy osobami fizycznymi), rynek itp. I nie jest to tylko mój pogląd, ale efekt (racjonalnego, moim zdaniem) konstytucyjnego modelu gospodarczego, czyli tzw. ustroju społecznej gospodarki rynkowej. W świetle tej koncepcji państwo interweniuje rzadziej niż częściej, reakcja musi być proporcjonalna, uzasadniona i raczej następcza niż prewencyjna. Model społecznej gospodarki rynkowej to po prostu jedna z wersji liberalnego (kapitalistycznego) systemu ekonomicznego, na którym oczywiste i wkalkulowane jest ryzyko, prywatna inicjatywa, zysk oraz strata. Jeśli w tym przypadku (czego nie wiem) doszło do naruszeń prawa, np. przestępstwa, reakcja jest konieczna, ale nie znaczy to, że władza publiczna ma legislacyjnie regulować wszystko, administracyjnie nadzorować, zakazywać itp.
Teza 3: Nadzór nad rynkiem kryptowalut powinna sprawować Komisja Nadzoru Finansowego, czego chce rząd, a przeciwko czemu protestuje sama branża kryptowalut.
Teza 1: Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego pogłębia się i jedynym wyjściem z patowej sytuacji jest tzw. reset konstytucyjny, czyli wyzerowanie obecnego TK i wybranie jego składu od nowa.
Uważam, że tzw. "reset ustrojowy" powinien nastąpić nie tylko w zakresie Trybunału Konstytucyjnego, ale również niektórych innych organów władzy publicznej, ale potrzeba do tego w pierwszej kolejności zdrowego kompromisu politycznego: pragmatycznego, nawet "zgniłego" (odrzucającego przekonanie o własnej racji, wyższości moralnej, aksjologii, prawdzie historycznej itp.), rozczarowującego dla radykałów z obu stron politycznej barykady, ograniczonego do kilku wybranych zagadnień i trwałego.
Teza 2: Sędziowie TK powinni być wybierani w Sejmie większością kwalifikowaną (np. 3/5), co wymusi podejmowanie decyzji ponad partyjnymi podziałami.
Teza 1: Potrzebne są przepisy zgodne z dyrektywą unijną, gwarantujące jednakowe wynagrodzenie mężczyzn i kobiet za jednakową pracę.
Teza 2: Wartościowanie stanowisk pracy oraz sporządzanie sprawozdań dotyczących luki płacowej są konieczne, a związane z tym koszty jakie poniosą firmy mogą pomóc w ograniczaniu nierówności płacowych.
Idea ograniczania nierówności płacowych jest oczywiście słuszna, a u wielu polskich pracodawców ten problem praktycznie nie występuje, ponieważ wynagrodzenie na danym stanowisku nie ma żadnego związku z płcią, a jest wynikiem wyłącznie formalnie zajmowanego stanowiska, zakresu obowiązków oraz odpowiedzialności albo kompetencji i efektywności pracy, co jest przecież kwestią indywidualną, niezależną od płci.
Teza 1: Artykuł 212 (dot. zniesławienia) powinien wreszcie zniknąć z kodeksu karnego.
Pragnę wyraźnie podkreślić: jestem zwolennikiem daleko idącej wolności słowa (w tym również tolerowania wypowiedzi kontrowersyjnych, prowokacyjnych, drażniących różne grupy społeczne czy wchodzących w konflikt z poprawnością polityczną) i sprzeciwiam się różnorakim – podejmowanym na poziomie krajowym oraz unijnym – próbom cenzurowania wypowiedzi, szczególnie jeśli kontrargumentem jest „wywoływanie złego samopoczucia” adresata czy subiektywne oraz wywołane nadwrażliwością „ból i przykrość”.
Ale nie oznacza to, że nie dostrzegam problemów z jej nadużywaniem we współczesnym świecie.
Po pierwsze – żyjemy w świecie social mediów, przebodźcowania informacjami, w tym fake newsami, które rozsiewają patoinfluencerzy, pseudoredakcje i samozwańczy dziennikarze, rzekomi celebryci, hejterzy itp. Opluć kogoś, obrzucić błotem, podać nieprawdziwą, a krzywdzącą informację do przestrzeni publicznej jest bardzo łatwo, a nigdy wcześniej (jak obecnie) nie rozprzestrzeniały się one tak szybko.
Po drugie: mam wątpliwości co do skuteczności trybu prywatnoprawnego ochrony dóbr osobistych.
Choć postrzegam prawo karne jako ostateczną reakcję, nie mam wątpliwości, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinno ono, w sytuacjach skrajnych, chronić ofiary, a także społeczeństwo, tzw. opinię publiczną, przed treściami pomawiającymi, zniesławiającymi.
Teza 2: Artykuł 212 powinien pozostać w kodeksie karnym, ale należy zrezygnować z kary pozbawienia wolności, pozostawiając jedynie karę ograniczenia wolności lub grzywnę.
Uważam, że to dobre, sensowne i proporcjonalne rozwiązanie. Nie chodzi tu bowiem – w sytuacjach drastycznego nadużycia, naruszenia wolności słowa – o dolegliwość konkretnej kary, ale o sam tryb i reżim jej dochodzenia oraz charakter odpowiedzialności.