Teza 1: Aferze Zondacrypto można było przeciwdziałać opierając się na obecnych narzędziach i przepisach bez czekania na ustawę o kryptowalutach.
Teza 2: Przypadek Zondacrypto to kolejny sygnał systemowej nieskuteczności państwa — obok spraw takich jak Getin Bank czy Amber Gold — w zakresie ochrony obywateli przed nadużyciami na rynku finansowym.
Uważam, że teza jest źle postawiona. Fakt, że zdarzają się niewypały biznesowe, plajty, bankructwa, a także nadużycia, oszustwa itp., nie powoduje jeszcze, że „państwo zawiodło”. Państwo nie jest od tego, by wszystkiego pilnować, nadzorować, reagować, zwłaszcza jeśli chodzi o obrót prywatnoprawny (również relacje pomiędzy osobami fizycznymi), rynek itp. I nie jest to tylko mój pogląd, ale efekt (racjonalnego, moim zdaniem) konstytucyjnego modelu gospodarczego, czyli tzw. ustroju społecznej gospodarki rynkowej. W świetle tej koncepcji państwo interweniuje rzadziej niż częściej, reakcja musi być proporcjonalna, uzasadniona i raczej następcza niż prewencyjna. Model społecznej gospodarki rynkowej to po prostu jedna z wersji liberalnego (kapitalistycznego) systemu ekonomicznego, na którym oczywiste i wkalkulowane jest ryzyko, prywatna inicjatywa, zysk oraz strata. Jeśli w tym przypadku (czego nie wiem) doszło do naruszeń prawa, np. przestępstwa, reakcja jest konieczna, ale nie znaczy to, że władza publiczna ma legislacyjnie regulować wszystko, administracyjnie nadzorować, zakazywać itp.
Teza 3: Nadzór nad rynkiem kryptowalut powinna sprawować Komisja Nadzoru Finansowego, czego chce rząd, a przeciwko czemu protestuje sama branża kryptowalut.
Teza 1: Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego pogłębia się i jedynym wyjściem z patowej sytuacji jest tzw. reset konstytucyjny, czyli wyzerowanie obecnego TK i wybranie jego składu od nowa.
Uważam, że tzw. "reset ustrojowy" powinien nastąpić nie tylko w zakresie Trybunału Konstytucyjnego, ale również niektórych innych organów władzy publicznej, ale potrzeba do tego w pierwszej kolejności zdrowego kompromisu politycznego: pragmatycznego, nawet "zgniłego" (odrzucającego przekonanie o własnej racji, wyższości moralnej, aksjologii, prawdzie historycznej itp.), rozczarowującego dla radykałów z obu stron politycznej barykady, ograniczonego do kilku wybranych zagadnień i trwałego.
Teza 2: Sędziowie TK powinni być wybierani w Sejmie większością kwalifikowaną (np. 3/5), co wymusi podejmowanie decyzji ponad partyjnymi podziałami.
Teza 1: Potrzebne są przepisy zgodne z dyrektywą unijną, gwarantujące jednakowe wynagrodzenie mężczyzn i kobiet za jednakową pracę.
Teza 2: Wartościowanie stanowisk pracy oraz sporządzanie sprawozdań dotyczących luki płacowej są konieczne, a związane z tym koszty jakie poniosą firmy mogą pomóc w ograniczaniu nierówności płacowych.
Idea ograniczania nierówności płacowych jest oczywiście słuszna, a u wielu polskich pracodawców ten problem praktycznie nie występuje, ponieważ wynagrodzenie na danym stanowisku nie ma żadnego związku z płcią, a jest wynikiem wyłącznie formalnie zajmowanego stanowiska, zakresu obowiązków oraz odpowiedzialności albo kompetencji i efektywności pracy, co jest przecież kwestią indywidualną, niezależną od płci.
Teza 1: Artykuł 212 (dot. zniesławienia) powinien wreszcie zniknąć z kodeksu karnego.
Pragnę wyraźnie podkreślić: jestem zwolennikiem daleko idącej wolności słowa (w tym również tolerowania wypowiedzi kontrowersyjnych, prowokacyjnych, drażniących różne grupy społeczne czy wchodzących w konflikt z poprawnością polityczną) i sprzeciwiam się różnorakim – podejmowanym na poziomie krajowym oraz unijnym – próbom cenzurowania wypowiedzi, szczególnie jeśli kontrargumentem jest „wywoływanie złego samopoczucia” adresata czy subiektywne oraz wywołane nadwrażliwością „ból i przykrość”.
Ale nie oznacza to, że nie dostrzegam problemów z jej nadużywaniem we współczesnym świecie.
Po pierwsze – żyjemy w świecie social mediów, przebodźcowania informacjami, w tym fake newsami, które rozsiewają patoinfluencerzy, pseudoredakcje i samozwańczy dziennikarze, rzekomi celebryci, hejterzy itp. Opluć kogoś, obrzucić błotem, podać nieprawdziwą, a krzywdzącą informację do przestrzeni publicznej jest bardzo łatwo, a nigdy wcześniej (jak obecnie) nie rozprzestrzeniały się one tak szybko.
Po drugie: mam wątpliwości co do skuteczności trybu prywatnoprawnego ochrony dóbr osobistych.
Choć postrzegam prawo karne jako ostateczną reakcję, nie mam wątpliwości, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinno ono, w sytuacjach skrajnych, chronić ofiary, a także społeczeństwo, tzw. opinię publiczną, przed treściami pomawiającymi, zniesławiającymi.
Teza 2: Artykuł 212 powinien pozostać w kodeksie karnym, ale należy zrezygnować z kary pozbawienia wolności, pozostawiając jedynie karę ograniczenia wolności lub grzywnę.
Uważam, że to dobre, sensowne i proporcjonalne rozwiązanie. Nie chodzi tu bowiem – w sytuacjach drastycznego nadużycia, naruszenia wolności słowa – o dolegliwość konkretnej kary, ale o sam tryb i reżim jej dochodzenia oraz charakter odpowiedzialności.
Teza 1: Prawo nie pozwala na szybkie i skuteczne ściganie hejtu w internecie. Niezbędne jest wprowadzenie instytucji tzw. ślepego pozwu.
Projekt w aktualnym kształcie wydaje mi się mało realistyczny (trudny do aplikacji w razie wejścia w życie projektowanych przepisów) oraz ryzykowny z punktu widzenia kilku ogólnych zasad ustrojowych oraz prawa Unii Europejskiej (m.in. zasada proporcjonalności, prawo do sądu itp.). Podzielając zatem pogląd o problemie hejtu oraz konieczności ograniczenia tego zjawiska, mam wątpliwości czy akurat kierunek zmian jest słuszny, a proponowane rozwiązania adekwatne.
Teza 2: Należy zobowiązać platformy społecznościowe do wypłacania odszkodowań ofiarom hejtu – o ile nie udowodnią, że dołożyły wszelkich (a nie pozorowanych) starań, aby szkalowaniu i poniżaniu danej osoby zapobiec.
I tu mam wątpliwość, czy proponowana koncepcja jest w ogóle realna. Możemy wyobrazić sobie praktycznie dowolną regulację prawną oraz zaproponować różnorakie formy interwencji legislacyjnej w życie społeczne i gospodarcze, licząc że przyniosą one pozytywne skutki, ale nie oznacza to, że rzeczywistość się zmieni. Zwłaszcza gdy mówimy o takiej sferze jak internet, platformy społecznościowe, miliony użytkowników i globalnie działający operatorzy.