Teza 1: Krajowy System e-Faktur, który wchodzi w życie 1 lutego 2026 r., jest potrzebny.
Z pewnością inną perspektywę posiadają przedsiębiorcy, którzy KSeF-u nie potrzebują co do zasady – działają przecież obecnie bez niego i tak w gąszczu wielu innych przepisów oraz mnóstwa obowiązków, które na nich spoczywają. Po co więc im kolejne? Inną perspektywę ma pewnie Ministerstwo Finansów, które — jak zakładam — widzi w KSeF-ie olbrzymią bazę danych do analizy. W mojej ocenie KSeF ujednolici i uprości (docelowo) obieg dokumentów. Nie zrobi krzywdy przedsiębiorcom, którzy działają zgodnie z prawem, a będzie problemem dla tych (nie nazywam ich przedsiębiorcami), którzy naruszają regulacje (mam tu na myśli celowe i wręcz przestępcze działania). Natomiast czy system jest wystarczająco zabezpieczony, czy nie będzie zagrożeniem z tego punktu widzenia dla samych przedsiębiorców? To już ocena dla naszych państwowych służb. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek nosił się z zamiarem uruchomienia KSeF-u bez zabezpieczenia systemu z tego punktu widzenia.
Teza 2: Firmy i administracja nie są odpowiednio przygotowane do wdrożenia KSeF i należałoby przesunąć termin jego wejścia w życie.
Zgodzę się z tym, że przedsiębiorcy nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat funkcjonowania KSeF — dzieje się tak z prostego powodu. Modelowy przedsiębiorca musi skupić się na biznesie i niekoniecznie ma czas na wdrażanie kolejnych rozwiązań czy realizację obowiązków raz po raz na niego nakładanych. Stąd też, pomimo szerokiej kampanii informacyjnej, przedsiębiorcy niewiele wiedzą o KSeF. Czy przesunięcie wejścia w życie KSeF coś zmieni? Nie sądzę. To ogromna operacja logistyczna, która zawsze (niezależnie od tego, czy zacznie obowiązywać od 1 lutego 2026 r., czy później) będzie powodowała obawy przedsiębiorców, dostarczała problemów z technicznego punktu widzenia etc.
Teza 1: Obecny sztywny, ośmiogodzinny czas pracy jest optymalny i niepotrzebny jest nowy system czasu pracy.
Czy 8 godzinny system pracy jest optymalny? Nie wiem. Natomiast wiem, że od tego wyszliśmy, do tego jesteśmy co do zasady przyzwyczajeni i przez pryzmat tego założenia spoglądamy na planowane zmiany. W wielu firmach - w szczególności tych mniejszych; także w poszczególnych branżach - już od dawna nie funkcjonuje sztywne 8 godzin pracy dziennie i to działa. Tym samym na rynku już obecnie występuje pewna elastyczność w tym zakresie, co może przekładać się np. na większą atrakcyjność danego zatrudnienia w porównaniu właśnie z pracą sztywne 8 godzin dziennie. Czy nowy system pracy jest potrzebny - w mojej ocenie - narzucenie pracodawcom 4 dniowego tygodnia pracy będzie wielkim kłopotem dla biznesu.
Teza 2: Polskie firmy nie są gotowe na czterodniowy tydzień pracy.
Polskie firmy nie są gotowe na taką rewolucję. Narzucone zmiany w tym zakresie w wielu wypadkach oznaczałyby konieczność zatrudnienia nowych pracowników (co przy utrzymaniu pensji dotychczasowych) stanowiłoby dodatkowe koszty biznesu. To także rewolucja w grafikach, planowaniu produkcji, etc. Uzasadnieniem zmian jest zwiększenie efektywności pracowników. Myślę jednak, że niekoniecznie ten cel zostałby zrealizowany proponowanymi zmianami.
Teza 3: Rządowy program pilotażowy, opłacany ze środków Funduszu Pracy, nie powinien skupiać się tylko na testowaniu krótszego tygodnia pracy w administracji publicznej z pominięciem przedsiębiorców.
Program pilotażowy powinien skupiać się przede wszystkim na przedsiębiorcach. Przecież administracja publiczna może zupełnie niezależnie od planowanych zmian zrobić swój program pilotażowy w tym zakresie, który sfinansuje samodzielnie.
Teza 1.Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy powinni mieć kompetencje do kwalifikowania umowy zlecenia i B2B jako umowy o pracę. :
Omawiany temat, to tzw. odgrzewane kotlety, które co jakiś czas wracają na tapet. Dotychczas za każdym razem kończyło się na "straszeniu" planowanymi zmianami. Obecnie ustawodawca zamierza - na to wygląda - pójść krok dalej niż dotychczas. Temat w mojej ocenie należałoby załatwić inaczej. Obecnie znamy założenia, plany, cele, przedsiębiorcy nie mają natomiast większego pojęcia w jakiej konkretnie sytuacji ich relacja z osobą zatrudnioną (czy to prywatne zlecenie, czy B2B) może być zakwestionowana. Uważam, że rządzący przede wszystkim powinni zacząć od pewnego rodzaju akcji promocyjnej, która tłumaczyłaby w jakich przypadkach będzie możliwe uznanie danej współpracy za etat. Dopiero następnie - po czasie na przygotowanie się do tego biznesu - powinno się prowadzić realne kontrole.
Teza 2. Nadanie nowych uprawień inspektorów PIP nie poprawi ochrony zatrudnionych i stworzy jedynie iluzję kontroli. :
Biznes będzie musiał sobie jakoś radzić z nową sytuacją. Oczywiście wszystko zależy jak będą wyglądały kontrole, w jakich sytuacjach będzie dochodziło do przekształcenia na umowę o pracę, o skalę kontroli, etc. Jednak w mojej ocenie, jeśli PIP podejdzie agresywnie do tematu, skutkiem tego będzie utrata przez wiele osób zatrudnienia. Niektórych przedsiębiorców po prostu nie będzie stać na zatrudnienie danej osoby na etacie.
Teza 3.Nowe uprawnienia inspektorów w sprawie przekształcania umów, to nadmierna regulacja, która będzie miały realne konsekwencje dla konkurencyjności polskich firm. :
Jest to ogromna ingerencja w biznes i rynek pracy. Tym bardziej zasady na jakich dotychczasowa współpraca z przedsiębiorcą, miałaby być zmieniana na umowę o pracę, powinny być znane. Być może część przedsiębiorców nie ma świadomości istniejącego zagrożenia. Nadanie tak szerokich uprawnień może spowodować dużo zamieszania. Tym bardziej, że nie jest tajemnicą iż w przypadku funkcjonowania różnego rodzaju instytucji publicznych, praktyka przy stosowaniu tych samych przepisów jest często różna w zależności od tego w jakiej części kraju działają te organy. Mogłoby więc teoretycznie dochodzić do sytuacji, w której w Lublinie dane okoliczności byłoby traktowane jako przemawiające za przymusowym przekształceniem danej relacji w st. pracy, a we Wrocławiu już np. nie, etc.
Teza 1: Prezydent ma prawo odmówić nominacji czy awansu sędziego, ale powinien to uzasadnić w odniesieniu do każdej kandydatury.
To kolejna część sporu de facto politycznego, który psuje nasze państwo i demokrację. To jest w tym najsmutniejsze. Ukazuje jednocześnie, że przez ponad 100 lat od kiedy odzyskaliśmy niepodległość, nie potrafiliśmy wypracować (już nawet nie idzie o samą treść przepisów, ale o) kultury prawnej osadzonej w nadrzędnych wartościach. Dotąd (przed powstaniem w zakresie prerogatyw) system działał, ponieważ nikt nie odważył się iść o krok dalej przy obronie swojego stanowiska. W mojej ocenie powinniśmy dążyć do szybkiej zmiany Konstytucji, która niestety nie powinna pozostawiać (patrząc na działania polityków) pola do innej interpretacji kluczowych zapisów.
Teza 2: Odmowa nominacji sędziów, którzy m.in. podpisywali listy w sprawie respektowania wyroków TSUE, może być interpretowana wyłącznie jako działanie motywowane politycznie.
Nie ma to chyba większego znaczenia, czy działanie to jest motywowane wyłącznie politycznie, czy nie. Istota jest taka, że sytuacja ta w ogóle się zdarzyła, do czego nie powinno dojść. Patrząc na polaryzację obozów politycznych w Polsce, nie trudno sobie wyobrazić takich sytuacji w przyszłości. Nie możemy pozwolić na to, aby problem ten pozostał nierozwiązany. Nie służy to nikomu.
Teza 1: Prawo nie pozwala na szybkie i skuteczne ściganie hejtu w internecie. Niezbędne jest wprowadzenie instytucji tzw. ślepego pozwu.
To prawda, że prawo nie pozwala na szybkie i skuteczne ściganie hejtu. Niemniej jednak w mojej opinii tzw. ślepy pozew to rozwiązanie, które dodatkowo obciąży i tak już przeciążony wymiar sprawiedliwości. Niemniej jednak jakieś instrumenty - zarówno dla osób działających prywatnie, jak i przedsiębiorców - powinny być wprowadzane. Być może pomysłem jest próba rozwiązania tego zagadnienia poza sądem.
Teza 2: Należy zobowiązać platformy społecznościowe do wypłacania odszkodowań ofiarom hejtu – o ile nie udowodnią, że dołożyły wszelkich (a nie pozorowanych) starań, aby szkalowaniu i poniżaniu danej osoby zapobiec.
Wiadomo, że wszyscy szukają dobrego rozwiązania dot. problemu hejtu. Łatwo też mówić, że nie podoba się nam ani to, ani tamto, nie dając jednocześnie alternatywy. Temat jest złożony. Nikt też nie ma wątpliwości, że dobrem tu chronionym ma być osoba (instytucja), która jest hejtowana. Rozwiązanie dot. wypłaty odszkodowań w mojej ocenie nie ma sensu. Dążyłbym raczej do tego, aby na zastrzeżenia dot. hejtu była bardzo szybka reakcja tych serwisów.