Kasprzyk był jednym z wychowanków legendarnego trenera Feliksa Stamma, twórcy polskiej szkoły boksu. Nigdy nie został mistrzem kraju, ale z igrzysk olimpijskich przywiózł dwa medale.

Do historii przeszedł jego finałowy pojedynek z Tokio (1964). Walczył wówczas z reprezentującym ZSRR Litwinem polskiego pochodzenia, Rikardasem Tamulisem. I już na początku złamał kciuk prawej ręki. Nie przeszkodziło mu to jednak sięgnąć po złoto w wadze półśredniej.

Zmarł Marian Kasprzyk. Mógł być podwójnym mistrzem olimpijskim

Był nawet jednym z kandydatów do nagrody MVP turnieju, choć mało brakowało, by na igrzyska w ogóle nie pojechał. Za udział w bójce z pijanymi milicjantami trafił do więzienia i został ukarany dyskwalifikacją.

Czytaj więcej

Paciorki bokserskiego różańca

Może byłby podwójnym mistrzem olimpijskim, gdyby cztery lata wcześniej w Rzymie nie doznał kontuzji łuku brwiowego w wygranym pojedynku ćwierćfinałowym z broniącym tytułu reprezentantem ZSRR Władimirem Jengibarianem. To sprawiło, że nie mógł stanąć do walki o finał i wrócił do Polski z brązowym medalem (waga lekkopółśrednia).

Kasprzyk był jeszcze na igrzyskach w Meksyku (1968), ale tam przegrał już pierwszy pojedynek z Amerykaninem Armando Munizem.

W sumie stoczył 270 walk, wygrywając 232, remisując 10 i przegrywając 28. Po zakończeniu kariery był trenerem Górnika Knurów, Górnika Wesoła, Górnika Pszów i BBTS Bielsko.

Złoty medal z Tokio przekazał na Jasną Górę

Za wybitne osiągnięcia sportowe został odznaczony Krzyżem Kawalerskim (2004) i Komandorskim (2021) Orderu Odrodzenia Polski.

Czytaj więcej

Gdzie są chłopcy z tamtych lat, czyli bokserskich wspomnień czar

W 1992 r. dowiedział się, że ma nowotwór. Przeszedł operację, wycięto mu żołądek, część przełyku i śledzionę. Dostał drugie życie, stał się bardzo religijny. Złoty medal z Tokio oddał na Jasną Górę.

Na boksie nigdy się nie dorobił. Nie skorzystał z propozycji wyjazdu na Zachód, nie chciał walczyć dla innego kraju. Razem z żoną (chorowała na stwardnienie rozsiane, zmarła w 2001 r.) mieszkali w dwupokojowym mieszkaniu w Bielsku-Białej. Nie miał nawet samochodu, bo nigdy nie zrobił prawa jazdy.