Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
wojciech fangor
"Plus Minus": Pochodzi pan z zamożnej rodziny i mam wrażenie, że malarzem i rzeźbiarzem został pan wbrew planom ojca.
Wojciech Fangor, malarz i rzeźbiarz: Ojciec pokładał we mnie, swoim jedynym synu, wielkie nadzieje. Widział jako wspólnika w interesach, a potem następcę, który przejmie firmę. Kiedy się urodziłem w 1922 roku, moja rodzina nie była jednak jeszcze taka zamożna. Mój ojciec po I wojnie światowej przyjechał do Warszawy i założył firmę. Wpierw handlował mydłem i czym się dało, a potem wyspecjalizował się w metalach nieżelaznych. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem, bo szybko nawiązał kontakty z przemysłem zbrojeniowym, a ten potrzebował półfabrykatów z metali nieżelaznych: mosiądzu, miedzi, ołowiu i aluminium, do budowy samolotów. Na początku lat 30. Polska zaczęła modernizować armię, ojca więc nie dotknął ówczesny kryzys, choć niektóre firmy plajtowały. Tak to widzę z dzisiejszej perspektywy.
Czytałem, że pańscy rodzice byli silnymi, choć skrajnymi osobowościami.
Bez wątpienia. Ojciec ukończył inżynierię wodną na Politechnice Lwowskiej i był świetnie zorganizowany. Cenił dyscyplinę wojskową, zdrowy rozsądek, był człowiekiem praktycznym i miał silną wolę. Matka zaś, rodowita krakowianka Wanda z Chachlowskich, skończyła konserwatorium jako pianistka i miała zamiłowania artystyczne. Pisała wiersze, lubiła malarstwo, antyki, była marzycielką, choć nie stroniła od hazardu, zawsze kierowała się intuicją.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: