Gdyby Europa w kryzysie COVID-19 zorientowała się, że bardzo długie łańcuchy dostaw są potężnym zagrożeniem dla gospodarki i firmy zamiast narzekać, zastanowiły się jak ten problem rozwiązać, obecny kryzys energetyczny nie byłby taki głęboki. Wtedy postawiono na przeczekanie, bo Korea i Chiny miały szybko odbudować produkcję półprzewodników. Jednak trwało to i trwało. Tak samo, jak i wyciąganie wniosków z zaistniałej sytuacji.
Naprawianie błędów
Tymczasem rynek bardzo szybko powiedział: sprawdzam. Chociaż w zupełnie innej dziedzinie. Zamiast rozejrzenia się co można zrobić, żeby Europa była bezpieczniejsza i to nie tylko w dostawach półprzewodników, w często nie do końca przemyślanej trosce o środowisko zamykano rafinerie, zamiast postawić na zasilanie ich z odnawialnych źródeł energii. Bo przecież „to się nie opłacało”. Tania ropa i paliwa płynęły z Bliskiego Wschodu, więc lepiej, żeby „brudne” branże zostały jak najdalej.
Jednak nie wszystkie kraje Unii Europejskiej poszły tą drogą. Z jakiegoś powodu przecież Polska jest jednym z niewielu krajów europejskich, w którym nikt nie mówi, że wkrótce zabraknie paliwa lotniczego. Dzięki Orlenowi mamy swój local content i chociażby LOT, kiedy wyrusza w trasę gdzie na lotnisku docelowym sytuacja może okazać się niepewna, może w kraju zatankować „pod korek” i wrócić bez obaw. Inna sprawa, że za to paliwo musi dużo płacić, bo ropa jest z importu.
Temat znany od lat
Sytuacja gospodarek w krajach Zatoki w obliczu obecnego kryzysu i trwającego konfliktu też byłaby całkowicie odmienna, gdyby w poprzedniej dekadzie nie postawiły na inwestowanie u siebie zysków z eksportu surowców energetycznych. I to nie tylko w usługi, czy infrastrukturę energetyczną, ale w przemysł. Nie brakowało wtedy głosów krytyki, że przecież kraje Rady Współpracy w Zatoce, czyli wszystkie obecnie dotknięte konfliktem, a zwłaszcza Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Katar postawiły na „lokalny wkład” i inwestowanie u siebie.
Czytaj więcej
Local content nie może być prostym protekcjonizmem, ale mocnym narzędziem budowania odporności państwa i wzmacniania polskiej gospodarki – mówi Woj...
Taka polityka pozwoliła im na zbudowanie własnego przemysłu dla którego importowano surowce i siłę roboczą. Szybko dostosowano także niezbędne regulacje. Dzięki temu ich gospodarka ma dzisiaj własny przemysł, który mimo konfliktu nadal funkcjonuje. Pozwoliło to, choć częściowo, uniezależnić się od zachodnich i wschodnich krajów uprzemysłowionych chętnych do sprzedawania wszystkiego i drogo.
W Arabii Saudyjskiej zasady regulujące local content (LC) są przygotowane w Rządowym Urzędzie Zamówień Publicznych i dotyczą wszystkich dziedzin gospodarki. I nie chodzi tam wyłącznie o samą produkcję, czy zarządzanie, ale przede wszystkim stworzenie nowoczesnych centrów badań i rozwoju. To z kolei pozwoliło na przygotowanie planu rozwoju gospodarczego kraju dla lokalnych przedsiębiorstw.
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich polityka LC jest kontrolowana przez Ministerstwo Przemysłu i Rozwiniętych Technologii. Głównym celem jest ściągnięcie do kraju najnowocześniejszych technologii i oparcie gospodarki na zrównoważonym rozwoju. Z kolei w Katarze każda firma, która chce korzystać z państwowego wsparcia musi wykazać się nienaganną przeszłością i tylko wtedy otrzyma państwowe pieniądze na szkolenia. Ale w tych trzech krajach w przetargach brane są pod uwagę cena i jakość. Sama zawartość LC przewagi nie daje.
Wyciąganie wniosków z przeszłości
Lekcję autarkicznego local contentu mają za sobą Indie. W końcu XX wieku ten kraj miał ambicje produkowania wszystkiego czego potrzebuje - od spinki do włosów po rakiety. Do czego to doprowadziło? Że i te spinki i te rakiety były kiepskiej jakości. Więc rząd w Delhi zdecydował się na kontrolowane wpuszczenie obcych technologii i przez kilka dobrych lat ten kraj stał się wielką atrakcją dla zagranicznych inwestorów.
Teraz, po tym otwarciu, Indie zmierzają jednak w kierunku zwiększonej samowystarczalności gospodarczej, co niektórzy analitycy interpretują jako powrót do autarkii. Tym razem jednak oficjalna polityka skupia się na produkcji połączonej z zachętami i integracji z globalnymi łańcuchami wartości, a nie na całkowitej izolacji. Chodzi o przyciąganie inwestycji i produkcji, aby stać się alternatywą dla Chin, a nie na wycofywaniu się z handlu światowego. Bo, jeśli chodzi o local content Chińczyków nikt nie przebije.